21.5.17

Jak nauczyć się chodzić na obcasach?


Dawno, dawno temu, za górami, za lasami w jednej z telewizji śniadaniowych obejrzałam materiał na temat nauki chodzenia na obcasach.

Pamiętam, że kiedy zobaczyłam panią ekspert prezentującą krok "szpilkowy", czyli kołyszącą biodrami w maksymalnym zakresie i podbijającą kolanami do wysokości podbródka, zachciało mi się śmiać. Może tak chodzą modelki na wybiegach, ale w świecie codziennej rutyny (i nierównych chodników) jest to absolutnie niewykonalne. Na szczęście korzystanie z tego wspaniałego wynalazku na codzień jest dużo prostsze. Są tylko dwa warunki:

1. Brak ortopedycznych problemów zdrowotnych - zdrowie jest najważniejsze, więc chore kręgosłupy i kolana naprawdę nie powinny być dodatkowo maltretowane  przez nasze szpilkowe zachcianki. Przeżyłam to na własnej skórze – obcasy chowałam do szafy pod koniec każdej ciąży, a i teraz, będąc w kwiecie wieku i żyjąc z przesuniętym dyskiem wiem, na ile mogę sobie pozwolić.

2. Odpowiednio dobrana wysokość obcasa – każdy musi znaleźć swoją. Dobrze jest zacząć od niższych butów na tzw. kaczuszkach (których osobiście nie znoszę) i powoli, nomen omen, podwyższać sobie poprzeczkę, aż poczujesz, że już dość. Ja sięgając po szpilki przeważnie chodzę na  8,5-10 cm obcasie. Uważam, że w takich szpilkach wyglądam najlepiej, są klasyczne i wygodne - mówię poważnie, w dobrze wyprofilowanych "dziesiątkach" naprawdę da się biegać cały dzień. Wyższe buty rezerwuję na specjalne okazje oraz dni, kiedy wiem, że więcej przede mną siedzenia i "wyglądania" niż chodzenia. Przy okazji, pamiętajcie: wszystkie stylówki w szpilkach, które oglądacie na blogach i kontach IG sugerujące, że ich właścicielki zdejmują buty tylko na czas snu, kłamią. W rzeczywistości dziewczyny najprawdopodobniej zakładają je tylko na potrzeby zrobienia tych kilku zdjęć.

Wracając do nauki - najbardziej sensowną sugestią jest rozpoczęcie prób w domowych pieleszach, bez narażania się na śmieszność i uszkodzenie ciała w miejscach publicznych (jakkolwiek mieszkając w bloku musimy niestety liczyć się z kilkoma nieprzychylnymi spojrzeniami sąsiadów mieszkających piętro niżej). Naukę teorii warto zacząć od przejrzenia tutoriali na YouTube (hasło: How to walk in heels). Oglądamy, ćwiczymy, próbujemy.

Należy jednak pamiętać, że nawet kiedy już biegamy po mieszkaniu nie zauważając te kilka dodatkowych centymetrów przyczepionych do naszych stóp, nie oznacza to, że poradzimy sobie na wspomnianych wyżej nierównych chodnikach. Chodzenie w szpilkach "na zewnątrz" to kolejny etap wtajemniczenia - polecam zrobić przynajmniej kilka okrążeń wokół domu przed pierwszym wyprowadzeniem naszych szpilek w wielki świat. Może się bowiem okazać, że nowe obuwie choć piękne jest tak źle wyważone lub na tyle niedopasowane rozmiarem, że pierwsze kroki doprowadzą nas do skręconej kostki... A przecież nie o to chodzi.
  
Najważniejsze zachowałam na koniec. Jakkolwiek zachęcam do prób i nauki, pamiętajcie, że:

A. Samecka, "Modoterapia, czyli po co Ci tyle ubrań?"
W szpilkach trzeba się po prostu czuć, tak samo jak w każdej innej części garderoby. Własny styl działa, jeśli jest bezpretensjonalny i niewymuszony.

Wasza,
I.

PS. Sto lat temu miałam pomysł na blog dotyczący butów – jednym z tekstów, które udało mi się na nim opublikować dotyczył nauki chodzenia na szpilkach. Słowa "Szkoda, że nie potrafię w takich chodzić" pojawiają się bardzo często na różnych blogach i forach, a i statystyki mojego "obuwniczego" bloga pokazują, że temat jest jak najbardziej aktualny. Pomyślałam więc, że pokuszę się o aktualizację moich szpilkowych rozważań w Late Afternoon Coffee 😀






2 komentarze:

  1. Nie potrafię się tego nauczyć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale dlaczego? Co Ci sprawia największą trudność? :)

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe