19.11.16

Projekt Starskin: Detoxing Sea Kelp Leaf Cleansing Foam

Testowanie kosmetyków Starskin trwa :) Po niezbyt zachwycających płatkach pod oczy (recenzja tutaj) musiałam dać sobie nieco więcej czasu na rzetelne wypróbowanie czyścika o wymienionej w tytule posta przydługiej nazwie, która zwraca uwagę na niby główny, a w rzeczywistości piąty na liście składnik pianki, czyli (uwaga) wielkomorszcz grzuszkonośny (ha!).

Zacznijmy jednak od początku. Czyścik zapakowany jest w saszetkę z plastikową nakrętką, co stanowi rozwiązanie praktyczne i wygodne. Wyjściowo ma konsystencję gęstego kremu z małymi, dość ostrymi drobinkami; dopiero w kontakcie z wodą wszystko zamienia się w rzeczoną piankę, a drobinki całkowicie się rozpuszczają. 

Obietnice producenta a moje odczucia:
  • Daily Detoxing - jeśli ktoś ma pomysł, jak to sprawdzić, chętnie się dowiem... Póki co, traktuję to jako modny ostatnio w branży beauty marketingowy slogan.
  • Exceptionally Cleansing - oczyszcza, to fakt, ale nie żeby jakoś wyjątkowo głęboko. W pewnym momencie stosowania pianki nałożyłam na nos plasterek oczyszczający Nivea, który wyciągnął z porów to, co zwykle; biorąc pod uwagę to doświadczenie śmiem powiątpiewać w to hasło.
  • Makeup Removing - nawet tak, tylko pod żadnym pozorem nie dopuszczajcie go do oczu! Takie ostrzeżenie widnieje na opakowaniu, tyle że w tym wypadku rzeczywiście lepiej mieć je na uwadze. Pianka szczypie jak diabeł i niestety ciężko jest nad nią zapanować kiedy znajdzie się już na twarzy.
  • Super Smoothing - tu niejako dochodzimy do sedna sprawy. Moja twarz sama z siebie niestety rzadko jest idealnie gładka i jedynie odpowiednie wsparcie kosmetyczne zapewnia mi idealny start pod rozświetlacz. Ten czyścik po prostu nie sprawdza się w tej kategorii.
  • Moisture Balancing - traktuję to jako czysty chwyt marketingowy, bo w zasadzie ani w składzie nie ma nic specjalnie nawilżającego, ani równowagi w tym zakresie nie czuć po użyciu pianki. Wyczyści, lekko ściągnie i tyle. Z racji obecności w składzie glinki zamieniłabym to hasło na coś związanego z kontrolą wydzielania sebum.
Na stronie Douglas można przeczytać, że pianka przeznaczona jest do każdego rodzaju cery; ja z uwagi na glinkę zawęziłabym krąg adresatów. Moich szczególnych naczynkowych potrzeb pianka oczywiście nie zaspokaja, natomiast jeśli chodzi  o potrzeby podstawowe, to znam inne (tańsze) produkty, które dużo lepiej spisują się w tym zakresie.
 
Tyle ode mnie. Niestety moje kolejne podejście do Starskin skończyło się tak sobie. Do wypróbowania zostały mi jeszcze dwie saszetki, ale przyznam, że zapał słabnie... 

Wasza, 

Mała Czarna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe