28.11.16

Naczynka: linia Rose Care, BIelenda

Czyli słów kilka o najnowszym, hucznie promowanym w wirtualnym świecie dziecku Bielendy.


Jak pisałam niedawno, tuż przed wyjazdem w ciepłe kraje odkryłam nowe oblicze własnej twarzy. Ponieważ w tych stronach cera naczynkowa jest zjawiskiem właściwie nieistniejącym, od kilku miesięcy nieustająco ściągam z Polski odpowiednie kosmetyki pielęgnacyjne za pomocą rodziny. W jednej z paczek zamówiłam komplet do cery wrażliwej o nazwie Rose Care, o którym poniżej. Dodam, że wszystkie kosmetyki kupiłam sama, nie mam więc żadnych zobowiązań wobec producenta,  jednak dla wygody ewentualnie zainteresowanych podaję od razu link do internetowego sklepu Bielendy. Zaczynając od końca, mój różany ranking prezentuje się następująco:


4. Kojąca woda różana 3 w 1 - nie dajcie się zwieść pozorom: mimo, że plasuje się u mnie na ostatnim miejscu, wcale nie uważam, że jest to kiepski produkt. Chodzi po prostu o to, że wodę dorzuciłam do koszyka z rozpędu w szale zakupów, natomiast ja po prostu nie używam tego rodzaju specyfików. Po zmyciu twarzy wodą micelarną mam wrażenie, że rozmazałam sobie cały brud i makijaż na twarzy, która robi się lepka i kwalifikuje się natychmiast do ponownego umycia czymś innym. Ale to ja, wiem, że niektórzy po prostu tak mają. Jeśli jednak w Waszej pielęgnacji woda micelarna stanowi któryś punkt programu, myślę, że ta będzie równie dobra - i za ogromny plus całej linii uważam to, że każdy może w niej znaleźć coś dla siebie. Ja wodą różaną wolę się po prostu opryskać (tak jak tonikiem różanym od Evree) i dlatego u mnie  ten kosmetyk być może sprawdziłby się lepiej w opakowaniu z atomizerem.

3. Olejek różany do mycia twarzy - dobry, porządny produkt, który "robi robotę", czyli zmywa makijaż i inne świństwa. Czasami lekko ściąga po myciu, nie szczypie w oczy (jak to olejek, czasem tylko zamgli wzrok). W moim olejku w połowie popsuła się pompka :( Mam jednak nadzieję, że po prostu trafiłam na felerny egzemplarz.


2. Krem różany nawilżająco-łagodzący dla cery wrażliwej - z którym polubiłam się tak bardzo, że trafił aż na miejsce drugie :) Mam jednak kilka uwag natury ogólnej. Po pierwsze, jako krem "na dzień i na noc", nie zawiera filtrów, a więc nadaje się bardziej na dzień niż na noc ;) Po drugie, ma lekką, żelową konsystencję - przypomina mi pod tym kątem Clarins Daily Energizer Cream i podobnie jak tamten lepiej sprawdzi się po pierwsze latem, po drugie przy cerze młodej, której zbędne jeszcze są bogate, treściwe mazidła. Na naczynka działa bardzo miło, żel lekko chłodzi, łagodzi, nawilża. Bardzo przyjemna rzecz, którą na pewno warto wypróbować - latem albo podczas gorących wakacji (jeśli wkrótce się wybieracie).


1. Serum różane Multifazowa formuła nawilązająco-kojąca - coś, co pokochałam bezgranicznie i na co namawiam najgoręcej. Serum jest dwufazowe, zamknięte w szklanej butelce ze szklaną pipetką. Po zmieszaniu w płynie widać miliardy bąbelków i taką właśnie musującą konsystencję ma w momencie nakładania na twarz, co po pierwsze daje baaaaardzo przyjemne odczucia, a po drugie sprawia, że serum łatwiej wsmarować - jest dużo mniej "tępe" niż olejek. Druga fantastyczna cecha to wchłanianie - serum znika do zera, zatem mimo, że nawilża tak samo dogłębnie jak olejki, to jednak można śmiało nakładać je rano pod makijaż. Mi przy stosowaniu olejków na noc zdarza się rano obudzić z filmem na twarzy, co średnio przyjemne jest ;) Serum łagodzi zaczerwienienia, nawilża, zmiękcza, odżywia... Robi WSZYSTKO. Uwielbiam.

Jedynym produktem z gamy, który cały czas czeka na swoją kolej jest Olejek różany do twarzy - obecnie jestem w trakcie zużywania olejku Magic Rose od Evree. Ważne też, że jak można domniemać po nazwie, wszystkie kosmetyki Serii Różanej mają odpowiedni zapach, ostrzegam więc osoby, które zapachowo nie tolerują róży w swojej obecności. Słowem podsumowania: ta linia to zestaw naprawdę dobrych kosmetyków o solidnym działaniu, niezłym składzie i bardzo przystępnej cenie. Dla mnie jest znakomita, a Bielenda powoli staje się moją ulubioną Polską marką kosmetyczną :)

Wasza,
Mała Czarna

  

8 komentarzy:

  1. Jakoś ostrożnie podchodze do tej serii...chyba za dużo postów sponsorowanych było;) Obadam sobie serum chociaz ostatnie serum tzw.perełkowe Bielendy nie robiło nic:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem dokładnie, co masz na myśli - zawsze gdy do blogerek kosmetycznych jednocześnie trafiają kosmetyki od danego producenta i wszędzie czytam o tym samym mam w końcu dość. Na swoją obronę mogę tylko powiedzieć, że mój post sponsorowany nie jest :) Nad słynnymi perełkami rozmyślam, może kupię przy okazji najbliższej wizyty w kraju

      Usuń
  2. Różane produkty niestety nie dla mojej cery, jakoś tak po takich zawsze robi się różowa jeszcze bardziej. I niekiedy piecze:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, w składzie jest niestety kilka słabych punktów, współczuję podrażnienia :(

      Usuń
  3. Wyglada super! Ciekawi mnie zapach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pachnie oczywiście różą, za którą nigdy nie przepadałam, ale jakoś się przyzwyczaiłam, na szczęście nie trzyma się to długo na twarzy ;)

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Uważam, że za tę cenę warto wypróbować :)

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe