27.9.16

Projekt Starskin: maseczka pod oczy Eye Catcher


Wczoraj wieczorem popełniłam największy błąd, jaki może popełnić matka wstająca w dni powszednie o 6 rano by wyprawić dzieci do szkoły - zasiedziałam się do późna czytając (nota bene, świetny) ostatni numer Wysokich Obcasów Extra...
Ponieważ jednak zawsze należy szukać plusów, spojrzawszy na siebie rano w lustrze uznałam, że to świetna okazja, by wypróbować płatki pod oczy marki Starskin, która w ostatnim czasie mocno mnie zaciekawiła - obecnie używam pianki do mycia twarzy, w szafce czeka już puf i maseczka w płacie, a kolejne dobra dolecą do mnie w przyszłym tygodniu. 

No i te nieszczęsne płatki pod oczy.

Może nie tak do końca nieszczęsne, bo krzywdy mi żadnej nie zrobiły. Ponadto jednak:
- nie wypchnęły moich drobnych, ale jednak jak najbardziej istniejących już zmarszczek (nie sądzę więc, że będą w stanie zrobić cokolwiek w bardziej zaawansowanych przypadkach)
- nie nawilżyły ponad stan wyjściowy 
- nie zrobiły żadnego wrażenia na posiadanych przeze mnie w okolicach oczu drobnych przebarwieniach ani tym bardziej na cieniach pod oczami. 

Obietnice producenta:

- Intensely Hydrating: niekoniecznie
- Wrinke Smoothing: w żadnym wypadku
- Puffiness Relieving: owszem
- Immediately Refreshing: szczerze mówiąc, nie bardzo wiem, co autor miał na myśli. Czułyście się kiedyś nieświeżo pod oczami?
- Instantly Brightening: nie zaobserwowano

Po zdjęciu płatki pozostawiły po sobie lekko lepką warstwę, a ponieważ stosowałam je rano i nie było czasu na dalsze zabiegi, musiałam się zwyczajnie wytrzeć przed nałożeniem makijażu. Plusy są takie, że faktycznie zniknęła opuchlizna, którą mam zawsze kiedy nieopatrznie zredukuję sobie ilość snu, natomiast taki efekt doskonale potrafię uzyskać za pomocą mojego ulubionego kremu ratunkowego, jakim jest MACowy Fast Response Eye Cream. 

Dla porównania - pierwszą partię płatków skonsumowałam jak Bóg przykazał, podczas weekendowego wieczoru wypełnionego pianą, relaksem i zapachowymi świecami (och, ach!). W konsekwencji rano czułam się ogólnie wypoczęta i świeża jak róży kwiat, natomiast jeśli chodzi o działanie płatków to w zasadzie efekty jak powyżej.  

Uwagi praktyczne: 

1. Z płatkami lepiej nigdzie nie chodzić, bo są dość spore i potrafią zjeżdżać z twarzy

2. W opakowaniu mamy 2x2 sztuki, co należy wziąć pod uwagę kalkulując opłacalność całej imprezy

3. Zachodzę w głowę, dlaczego w każdej z moich saszetek płatki różniły się grubością... Jeśli ktoś wie, to bardzo proszę o informację na ten temat

Zdecydowanie nie jest to dla mnie kandydat do ponownego zakupu, choć jeśli chodzi o formę maseczek płatkowych to jestem za - dajcie znać jeśli znacie coś godnego polecenia w tej kategorii.

Wasza,

Mała Czarna

Ps. Po napisaniu tej recenzji pomyślałam sobie: "Kurczę, nie napisałam nic o opakowaniu, nie pokazałam zawartości na zdjęciach...". Potem pomyślałam, że to bez sensu, bo nie czuję pisania o ABSOLUTNIE wszystkim. A później obejrzałam dzisiejszy film Macieja Stuhra i pomyślałam, że to chyba dobrze. Film serdecznie polecam.

Pps. W Projekcie Starskin będę kolejno recenzować wszystkie zgromadzone przeze mnie produkty tej marki, zapraszam wkrótce na kolejny odcinek!

Ppps. Jeśli kiedykolwiek przyszło Wam do głowy, żeby polubić mój blog na Facebooku i nic Wam z tego nie wyszło - wzięłam się do roboty i mam w końcu działający FanPage, na który serdecznie zapraszam, podobnie jak do dzielenia się inspiracjami na Pintereście (oba konta znajdziecie pod odnośnymi ikonkami po lewej stronie).

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawie się zapowiada, choć osobiście lubię kiedy nic mi z twarzy nie ucieka :)

    OdpowiedzUsuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe