15.9.16

Naczynka: Tołpa Rosacal, Peter Thomas Roth i inni


Teoretycznie, im człowiek starszy tym mniej rzeczy jest w stanie go zaskoczyć. A mimo to moja własna cera spłatała mi takiego figla, że dopiero po kilku miesiącach od nastania drastycznej zmiany jej potrzeb pielęgnacyjnych zorientowałam się, że coś jest nie tak.



Zaczęło się niewinnie, od mocniejszego zaczerwienienia twarzy po użyciu dotychczas uwielbianych przeze mnie peelingów. Zdzieraki lubiłam konkretne, ostre, drobinkowe, niespecjalnie więc poruszył mnie rumień, na który uwagę zwrócił w końcu nawet Małż. Lekki niepokój wywołało natomiast zaczerwienienie twarzy dziwnym przypadkiem zbiegające się z każdorazowym myciem Foreo Luną – zakupiłam miniaturową szczoteczkę w wersji do cery normalnej, niemniej jednak mówimy o myciu twarzy urządzeniem sonicznym z gumowymi wypustkami... Wyroiło mi się już z tego wszystkiego podejrzenie osłabionych naczynek, z którymi zresztą borykają się moja mama i siostra. Ostatecznie kropkę nad i postawił lekarz medycyny estetycznej, do którego udałam się na zabieg zupełnie z naczynkami niezwiązany, i który przy okazji obejrzał moją twarz i zaproponował zamknięcie owych nieszczęsnych naczynek laserem.

Tak oto rozpoczęły się moje poszukiwania nowych doznań w zakresie pielęgnacji i makijażu Po niespełna dziesięciu miesiącach udało mi się dostosować do nowej, naczynkowej rzeczywistości i oto przedstawiam Wam sześć pielęgnacyjnych perełek, dzięki którym opanowałam swoją cerę - wszystkie wykazują powszechnie pożądane przez naczynkowców właściwości: koją, łagodzą, nie przesuszają.

1. Różany tonik do twarzy, Evree – z perspektywy czasu widzę, że już to, jak fantastycznie zadziałał na moją skórę w styczniu powinno było dać mi do myślenia. Pełna i wciąż aktualna recenzja znajduje się TUTAJ, natomiast obecnie mogę do niej jeszcze dodać, że tonik jest niezwykle wydajny. 

2. Żel micelarny do mycia twarzy i oczu, linia Rosacal, Tołpa - rekomendacja mamy, której jak wiadomo słuchać trzeba :) Bardzo ciekawy produkt oczyszczający, bo z żelem micelarnym nie spotkałam się ani nigdy wcześniej ani później. Ten jest bardzo przyjemny w użyciu, bo prawie wcale się nie pieni,  ma piękny, choć delikatny zapach i nie szczypie w oczy. Rzeczywiście zmywa makijaż naoczny, choć nie do końca idealnie - traktuję go jako produkt do wstępnego rozpuszczenia maskary i cieni, a po umyciu całej twarzy zmywam oczy do końca dwufazówką. Po zastosowaniu jest od razu czysto, świeżo i miękko. Naturalnie zero jakichkolwiek podrażnień. Ostatnia dobra wiadomość jest taka, że w Rossmanie dostępna jest miniaturka (gdyby ktoś - tak jak ja - skłaniał się ku wypróbowaniu żelu indywidualnie przed zakupem dużej tuby).

3. Łagodzący krem wzmacniający na dzień, linia Rosacal, Tołpa - poszłam za ciosem, bo skoro żel taki fajny to może coś jeszcze z tej linii się sprawdzi. Krem na dzień spisuje się na medal – nawilża, dobrze i szybko się wchłania, praktycznie nie pachnie. Krem na noc nie zrobił już na mnie aż takiego dobrego wrażenia, ale dziennego na liście ulubieńców zabraknąć nie mogło.

4. Żel-krem do mycia twarzy, cera sucha i wrażliwa, Nivea – odkryty w poszukiwaniu alternatywy dla niedostępnego tutaj żelu Tołpy, a także z potrzeby znalezienia czegoś peelingopodobnego ale jednak nadającego się dla naczynkowca. Bardzo przyjemny produkt, który dobrze oczyszcza, nie ściąga, a przy tym ma uwielbiany przeze mnie zapach kremu Nivea. Ma też - jak nazwa wskazuje - konsystencję kremu, w którym z rzadka pojawiają się miękkie, peelingujące (jak mniemam) drobinki. Jedyny minus to to, że potwornie szczypie w oczy, w związku z czym demakijaż oczu załatwiam osobno, nie czepiając się zbytnio, bo w zasadzie producent nic w tym zakresie nie obiecuje.

5. Rose Stem Cell Bio-repair Gel Mask, Peter Thomas Roth – czyli maska w postaci różowej/różanej galarety. Bomba, niestety również cenowa (w przypływie szczęścia znajdziecie ją nieco taniej na Truskawce). Poznałyśmy się za pomocą zestawu miniatur maseczek PTR dostępnego w Sephorze. Konsystencja żelu jest jak dla mnie dość nietypowa, jednak fajnie się sprawdza ze względu na dodatkową właściwość chłodzącą. Wszystko inne (łagodzenie, nawilżenie) jest zapewnione na najwyższym poziomie. No i ta pojemność. Warto.  


6. Oleum 3 Naczynka, Purite – coś, co zupełnie przypadkiem wskoczyło do koszyka przy okazji innych zakupów w Mintishop. Jest to mieszanina olejów i innych substancji naturalnych (skład) wzmacniających i regenerujących naczynka i skórę w ogóle. Świetnie goi pęknięte naczynka – ja najczęściej stosuję Oleum punktowo właśnie w takim celu, aczkolwiek zdarzyło mi się też smarować nim stłuczenia i siniaki (funkcja dodatkowa, wykoncypowana na bazie instynktu macierzyńskiego).

Całość pielęgnacji planuję jeszcze domknąć inwestycją we wspomnianą już Lunę w wersji dla super wrażliwców, bo mimo wszystko absolutnie pokochałam opcję sonicznego czyszczenia twarzy. Póki co, testuję jeszcze jedno oczyszczające supermazidło, o czym więcej niebawem.
Wasza, 
Mała Czarna

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe