23.9.16

#Czarnyprotest

Miałam w planach podać Wam dzisiaj przepis na fenomenalne placki. Jednak przepisu nie będzie. Będzie o czymś o wiele ważniejszym.

Jak wiecie, niedawno wyjechałam z kraju. Nie miało to związku ze zmianą władzy w naszym pięknym kraju, choć od prawie roku z nieustającym zdziwieniem obserwuję wprowadzane „innowacje”. Parę dni temu zdziwienie zmieniło się w przerażenie, gdy okazało się, że pomysł zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych naprawdę będzie procedowany w polskim Sejmie. Dzisiaj zapadł pierwszy „wyrok” – po pierwszym czytaniu projekt nowych przepisów został skierowany do prac w komisji sejmowej. Dla nieuświadomionych dodam, że czytania są zwykle trzy, a z każdym kolejnym maleje możliwość wprowadzania zmian do projektu.

Ten wyrok dotyczy przede wszystkim nas, kobiet. Wszystkich bez wyjątku, w ten czy inny sposob. Wytłumaczę: teoretycznie mogłabym pomyśleć, że mnie to w ogóle nie obchodzi, bo własny plan prokreacyjny zdążyłam już wykonać. Jednak jest to tylko plan, a życie lubi pisać swoje scenariusze. Nie wiem, co mi się jeszcze przydarzy, bo do menopauzy daleko, a nawet gdyby nie – mam dzieci. Mam córkę. Czy chcę wychowywać ją w kraju, w którym będzie bała się zajśc w ciążę? W którym będzie mogła pójść do więzienia, jeśli ktoś ją skrzywdzi? W którym grupka posłów (nota bene, wczoraj na zdjęciach z sali obrad widać było żenująco niską frekwencję tych, którzy postanowili decydować w tak ważnych i społecznie wrażliwych kwestiach jak dostęp do aborcji i metody in vitro) odgórnie zdecyduje, kiedy kobieta ma prawo cierpieć z powodu takiej czy innej ciąży, a kiedy nie? Cytując post z IG Jolanty Drzewakowskiej, „Te, które nie chcą, będą rodziły. Te, które chcą, nie będą mogły”. No to chyba coś tu jest mocno nie tak.

Szczerze mówiąc – od wczoraj czuję się upodlona. I nawiedza mnie myśl o obywatelskim projekcie ustawy nakazującej posiadanie potomstwa wszystkim facetom w wieku, powiedzmy, 30 lat – niezależnie od upodobań seksualnych, statusu materialnego, stanu zdrowia, et cetera, et cetera. Póki co, przyłączyłam się do do internetowej akcji #czarnyprotest – jestem tu gdzie jestem, nie mogę pójść na marsz, nie mogę niczego podpisać, ale mogę choć tyle.

I dlatego dziwi mnie i budzi głębokie rozczarowanie zachowanie polskiej kobiecej blogosfery – tej od bjuti, feszyn i lajfstajl. Obserwuję, czytam i oglądam różne popularne blogi i kanały, jednak prawie NIGDZIE nikt nie poruszył wątku tej sprawy (szacun dla Marty z bloga Superstyler). Nie rusza Was to? Serio, interesują nas tylko szmatki, pomadki i pieczenie ciast? Jeśli tak, to cały ten mój post jest bez sensu i gremialnie jako polskie kobiety zasługujemy na takie traktowanie, jakim nas właśnie poczęstowano. Po cichu jednak liczę na to, że znajdzie się ktoś, kto myśli inaczej. Niedobrze, jeśli można reklamować tampony, a nie mówić o innych naprawdę istotnych dla kobiet sprawach (no, ale to jużby trzeba było za darmo...). Ciekawa jestem, czy te dziewczyny, które zaszły w blogowaniu tak daleko, że pozamieniały swoje blogi w dobrze prosperujące firmy słyszały o czymś takim jak CSR? Jeśli nie, to źle, a jeśli tak to jeszcze gorzej. Cóż, może po prostu o tym Kominek a.k.a. Jason Hunt napisze dopiero w kolejnej książce.

Wasza,

Mała Czarna

Ps. Placki też będą, bo są naprawdę fenomenalne. Ale wszystko w swoim czasie.

6 komentarzy:

  1. Wydaje mi się, że tego typu problemy są bardzo trudne, a ich poruszanie w internecie może skończyć się dla autora nie najlepiej. Dlatego też podziwiam dziewczyny, które decydują się jednak wypowiedzieć i popieram #czarnyprotest.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, jeśli jest tak jak piszesz (a z pewnością w niektórych przypadkach to się zgadza) to zwykłe tchórzostwo, którego również nie popieram. Trzeba działać, tylko jakoś nie mam na razie pomysłu co mogę jeszcze zrobić tutaj na obczyźnie... Chcę wierzyć, że Polki to silne i mądre kobiety, tylko jakby trochę mało zorganizowane :/

      Usuń
  2. Bardzo się cieszę czytając ten wpis. I ciężko mi też, że nikt się nie wypowiada. Kobiety się nie wypowiadają. Jakby to był gdzieś daleko i nas nie dotyczyło. To nie chodzi o to jakie się ma poglądy, ale o to, żeby o nich mówić i dyskutować. Bez tego ciężko wypracować stanowisko dotyczące nas wszystkich.

    Na razie decydują o nas mężczyźni. Łatwe i przyjemne - zero obowiązków. Na razie tak, bo działają ustawy wypracowane w latach dziewięćdziesiątych. Jakiś taki konsensus - jak dla mnie nie wystarczjący. Teraz już tak łatwo i przyjemnie może nie być...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja cieszę się, że jest jakiś odzew na mój post, dziękuję za komentarz :)

      Mam takie same przemyślenia jak Ty - mniejsza już o poglądy, ale czemu tak mało kobiet o tym mówi, kiedy powinnyśmy wręcz krzyczeć?

      Jeśli chodzi o sam temat zaostrzenia przepisów antyaborcyjnych / dotyczących in vitro to już temat rzeka, który można omawiać z tak wielu perspektyw, że może warto by było założyć na najbliższe trudne czasy osobnego bloga...

      Usuń
  3. Przeraża mnie to. To wszystko. Najbardziej mnie jednak przeraża fakt, iż tak wiele osób uważa ten #czarnyprotest jako chęć liberalizowania ustawy antyaborcyjnej, a nie przeciwdziałanie temu.. złu, które się dzieje. Przerażają mnie rozmowy, dziecko to dziecko, nie masz wyboru. Wybór masz w restauracji. Przeraża mnie też myśl, że kobieta będzie uprzedmiotowiona, bez możliwości, bez pomocy, bez duszy. Bo przecież przedmioty duszy nie mają. Bo ona w tym wszystkim jest nieważna.
    Dziękuję za ten post. Tak po prostu - dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję również za podzielenie się swoimi przemyśleniami. Mnie również bardzo porusza fakt, że nie wszyscy rozumieją, o co tak naprawdę w tym chodzi...

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe