3.5.16

Treść bez formy: "Młoda bez skalpela"

Nie wiem, czy zwróciłyście uwagę ale mamy ostatnio wyjątkowy urodzaj na poradniki. Najnowszym chyba hitem z tej kategorii była pozycja opsująca koreańskie sekrety urody, które póki co pozostają dla mnie tajemnicą, ponieważ nie minął mi jeszcze uraz do poradnikowej literatury o azjatyckim rodowodzie spowodowany lekturą słynnej (osławionej?) "Magii Sprzątania". Tymczasem do recenzji otrzymałam książkę dr Nigmy Talib o wyżej wspomnianym tytule. Jeśli kiedykolwiek będziecie zastanawiały się nad jej kupnem, za chwilę powiem Wam, czy jest to dobry pomysł. 

 

Mówią, że nie szata zdobi człowieka. Jak wiemy, w dzisiejszym świecie twierdzenie to ulega coraz większej dewaluacji - piękni powinniśmy być najpierw z zewnątrz, żeby w ogóle ktokolwiek zechciał poznawać nasze wnętrze. Dla mnie podobnie jest z literaturą - język książki powinien pozwolić błyszczeć treści. Niestety, książka dr Talib to Quasimodo, w którego szpetnym ciele upakowano szlachetną zawartość.   

Nie chcąc być gołosłowną, pozwolę sobie przytoczyć kilka cytatów:

"Jeśli nie zaznaczyłaś nic, to po co w ogóle czytasz tę książkę? Idź i znajdź sobie lepsze zajęcie. Albo nie - jak wiesz, nowoczesne życie poddaje nas codziennie stresowi. To, że udało ci się do tej pory przed tym uchronić, nie jest powodem, by zrezygnować z wiedzy, jak się przed tym obronić w przyszłości".

"Obudzenie w sobie na nowe dociekliwości sprawi, że poczujesz się młodsza".

"Nie stań się stara szybciej niż musisz. I pamiętaj, jesteś tak stara, jak myślisz, że jesteś - dlatego myśl młodo".

"Przejdźmy znów do jedzenia i działań od wewnątrz, które pozwolą zawrócić zegar".

"Dziennie będziesz jeść trzy główne posiłki, a żeby wykarmić twoje komórki dodatkową porcją warzyw i innymi dobroczynnymi składnikami, między posiłkami będziesz pić soki". 

"Jeśli jesz lunch w południe, a potem nic do godziny 20, dobrze coś zjeść pomiędzy".

I tak dalej, i tak cały czas. Mam bolesną świadomość faktu, że dbanie o piękno, czystość i poprawność polszczyzny nie jest obecnie "w trendach", natomiast nie zwalnia to moim zdaniem z obowiązku o dążenie do ideału w tej dziedzinie w tekstach publikowanych na szeroką skalę, nad którymi pracują przynajmniej dwie osoby (a w przypadku tej konkretnej pozycji nawet więcej). Podtrzymując wyżej stosowaną konwencję powiedziałabym, że czytając bolą mnie oczy. Znacznie większe szanse na powodzenie i skupienie się na meritum tekstu mają jednostki mniej wyczulone na językowe niuanse.        

A szkoda, bo rzeczone meritum nie jest złe. Nie powiem Wam, czy zaproponowany przez dr Talib plan odmłodzenia organizmu działa, bo go nie wypróbowałam, a ponieważ w przeciwieństwie do autorki nie jestem lekarzem, nie mogę na podstawie opisanej teorii twierdzić, że tak nie jest. Te teoretyczne podstawy starzenia się są zresztą bardzo interesujące i nawet jeśli przedstawione zostały w mocno naukowy sposób, stanowią dla mnie najmocniejszy punkt całej książki.

Co ważne, osią zawodowych zainteresowań  autorki, a co za tym idzie jej porad jest właściwe dbanie o... układ pokarmowy. Tak, tak, moje drogie nie ma się co oszukiwać - chodzi o mało estetyczne tematy gastryczne, na każdym etapie przyjmowania pokarmów. Rady z "naszego podwórka", czyli z zakresu dbania o skórę od zewnątrz za pomocą odpowiedniego doboru zabiegów i kosmetyków pielęgnacyjnych oraz makijażu stanowią miły (aczkolwiek jedynie) dodatek. Podobnie jest z zagadnieniami dotyczącymi snu i stresu - z jednej strony to dobrze, że autorka w ogóle je porusza, z drugiej - omówiono je bardzo ogólnie, i szczerze mówiąc ja nie dowiedziałam się tu niczego nowego.

Komu więc poleciłabym tę książkę? Wszystkim osobom, które są na początku drogi do zdobycia wiedzy na temat stylu życia pozwalającego cieszyć się dłużej dobrym zdrowiem i wyglądem. Ja dziś wiem na ten temat na tyle dużo, by móc doskonale obyć się bez tej lektury. Co ważne - jeśli należycie do grona językowych wrażliwców i postanowiliście mimo wszystko zmierzyć się z poradnikiem dr Talib, radzę czytać go w odcinkach, przegryzając czymś bardziej strawnym. Na przykład jakąś dobrą powieścią, najlepiej polską i niepoddaną obróbce tłumaczeniowej.

Wasza,
Mała Czarna   

6 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawie się zapowiada ta książka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może i tak, tylko co z tego, jak nie da się tego płynnie czytać? :)

      Usuń
  2. Łomatko! Cieszę się, że jednak ktoś przywiązuje wagę do języka i zauważa, że redakcja tej książki leży i kwiczy. Do jej zawartości merytorycznej się nie odniosę, bo nie czytałam i nie przeczytam - nie znoszę byle jak wydanych książek, których coraz więcej pcha się na rynek...
    Najwyraźniej jednak kolejny wydawca stwierdza, że czytelniczki takich książek są za głupie, żeby zauważyć, że są byle jak przełożone i zredagowane, więc można się tym nie przejmować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie chciałam tak wprost o tym pisać, ale mi również nasunęła się taka konkluzja - byle jakiemu odbiorcy można wcisnąć byle jaki produkt, a i tak się będzie cieszył. I niestety podzielam również Twoją uwagę, że coraz częściej książki wydawane są byle jak - i to nie tylko te tłumaczone z obcych języków :/

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie możesz oprzeć się potrzebie pozostawienia komentarza, uprzejmie proszę najpierw zapoznać się z treścią tekstu, do którego chcesz cię odnieść...

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe