8.2.16

Nowości: kolekcja Yankee Candle Q1 2016

Zima ma dla mnie sens tylko do świąt Bożego Narodzenia, kiedy miną bardzo niecierpliwie czekam na symptomy wiosny. Szczęśliwie dla mnie, już w grudniu w sklepach pojawia się wiosenna kolekcja zapachów Yankee Candle. Nieszczęśliwie - od kiedy interesuję się tematem świec zapachowych, zazwyczaj bardziej przemawiają do mnie te zapachowe kolekcje z drugiego półrocza.

W tym roku pod koniec grudnia pojawiły się: My serenity (i tak nazywa się cała kolekcja), Peony, Moonlight oraz Lemongrass & ginger.  I z tego całego zestawu tylko ten ostatni wydaje się nieco ciekawszy niż reszta, które określiłabym zbiorczą nazwą mydełek. 


My serenity (mandarynka, gruszka, ananas, hibiskus, plumeria, piżmo): wyczuwam w nim zapach melona, którego nie znoszę w świecach i kosmetykach... i nic poza tym. W opinii wielu osób My serenity jest bardzo podobne do Pink Sands. Wielka szkoda, że to nie plumeria gra tu pierwsze skrzypce, bardzo czekam (i nie tylko ja) na wznowienie tego zapachu przez YC, w jakiejkolwiek (wyczuwalnej) postaci.

Moonlight (bergamotka, ozon, bambus, drzewo figowe, piżmo, nuty drzewne): mydełko z męskawą nutką, piżmo i drewno wybijają się tu najbardziej na pierwszy plan. Jeśli znaliście i lubiliście wycofany już Beach Wood (przez Małża nazwany "patykiem z plaży") to może być coś dla Was. Jest intrygująco, ale tylko przez moment. Ponieważ generalnie nie kręcą mnie zapachy kolońskie, wyjątki w tym zakresie trafiają się bardzo rzadko - i światło księżyca do nich nie należy. Choć nazwę ma absolutnie przepiękną.

Peony (peonia, bois blond): niestety, ale czuję tu tylko duszącą różę...

Lemongrass & ginger (cytryna, imbir, trawa cytrynowa, bursztyn): pierwsze, co mnie w nim urzekło, to moc - wszystkie trzy zapachy opisane wyżej  są bardzo słabe w wosku, założę się, że w szkle nie poczułabym żadnego z nich. Jednak po pierwszym wyrzucie olejków, tu też zapanowała cisza... Sam zapach nie ma w sobie nic szczególnego, jest ostry, cytrynowy, poprawnie nieszałowy. Bursztynu nie znalazłam wcale.

Cóż, Q1 2016 nie wstrząsnęło moimi zmysłami. Pozostaje mi zatem czekać na kolekcję limitowaną, w której pojawią się wanilia, biała herbata i werbena, czyli wszystko, co dotychczas bardzo lubiłam, czy to w świecach, czy w perfumach.

Wasza,
Mała Czarna

P.s. Polecam serdecznie ostatni numer Urody Życia (na okładce Kinga Preis), dawno nie przeczytałam żadnego magazynu od deski do deski z takim zaciekawieniem :)

4 komentarze:

  1. Biała herbata brzmi ciekawie, te rzeczywiście nie bardzo ;) nie lubię zapachów "mydełek" albo takich po prostu zwyczajnych zarówno w świecach jak i perfumach :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się nie mogę doczekać, dawno nie miałam nowej świecy i w tej limitce pokładam wielkie nadzieje :)

      Usuń
  2. Muszę je powąchać w końcu. Już od miesięcy nie jestem na bieżąco z YC, a kiedyś tak śledziłam wszystkie nowości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też już się tak nie ekscytuję jak na początku woskowej manii, ale liczę, że może mnie jeszcze coś zaskoczy :)

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe