21.2.16

Nowe: pudry, gadżety i mocne usta

W tym miesiącu mocno zaszalałam jeśli chodzi o zakupy kosmetyczne. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, nic nie zostało kupione przypadkiem, a wszystko wynikło z tego, że diametralnie zmieniły się moje preferencje makijażowe (starość nie radość, i w dodatku sieje spustoszenie w portfelu) - przechodzę na stronę rozświetlania twarzy i mocnych ust.  Dodałam do tego różne wiosenne/walentynkowe/jakiekolwiek inne  promocje i złożyłam broń, stając się tym samym się bogatsza o następujące zabawki:

1. Paleta róży Gwen Stefani x Urban Decay
 

Dumałam nad Gwen i serduszkową paletką róży z TooFaced, jednak ostatecznie opinie zewnętrzne i własne doświadczenia z różem Sweetheart's... przechyliły szalę na korzyść tej pierwszej, choć cena odstraszała. Niespodziewanie kod zniżkowy do sklepu Urban Decay (czyli ostatniego, gdzie byłam w stanie zamówić paletkę) znalazłam na... Instagramie. I lawina ruszyła. Paletę odebrałam w piątek i na razie jeszcze jej nie dotknęłam, ale na razie jest dobrze - bałam się, że bronzery będą zbyt pomarańczowe, na żywo jednak wyglądają ok.


2. Diorskin Nude Air Glowing Gardens, kol 002 Glowing Nude

Wyczytany z blogów, a jakże. Zniknął z drogeryjnych półek tak szybko, że na niektórych chyba się nawet nie pojawił ;) Ja dopadłam tester podczas krótkiej wycieczki do Hamburga i tam to cudo nabyłam. Ma cudowną konsystencję i niesamowity kolor - zresztą do gustu przypadły mi oba, i miałam niemały dylemat, na który się zdecydować; ostatecznie padło na bardziej złoty Glowing Nude.

3. Foreo Luna Mini (w komplecie z miniaturkami produktów Foreo do mycia twarzy)

Wydawało mi się, że z biegiem lat moje wymagania co do produktów pielegnacyjnych rosną, ale w tym roku jak na razie trafiam na samych "błyskawicznych" ulubieńców. Nie inaczej jest z Foreo Luna - znamy się nieco ponad tydzień (choć na liście zakupów wisiała od dawna), ale już ją uwielbiam. Miniaturki preparatów do twarzy były miłym gratisem do zakupu, ale widoczny na zdjęciu żel na noc uważam za wyjątkowo udany i niewykluczone, że zaopatrzę się w pełnowymiarową flaszkę.  

4. Essence Longlasting Lipstick, kol. 02 All You Need Is Red (z fejsczartem!)


Wbrew temu, co pokazałam wyżej, rzadko sięgam po kolorówkę z tak wysokiej półki jak Dior; jeśli coś jest dobre na poziomie Essence w zupełności mi wystarcza. Szminkę kupiłam przypadkiem, w celu nakładania jej pod oczy (jeśli nie słyszałyście o tym triku, gorąco polecam film Red Lipstick Monster), po czym uznałam, że skoro już jest to czemu nie nałożyć jej jak producent przykazał? Nosiłam trzy bite dni z rzędu i z ręką na sercu - to najlepsza kryjąca pomadka, jaką widziały moje usta. Zdecydowanie zamierzam wzbogacić się o inne kolory. A rysunek to wynik znużenia projektem w robocie :)

5. Coś ekstra...

...przynajmniej w założeniu. Udało mi się złowić zestaw miniaturek mocno ostatnio promowanych maseczek marki Peter Thomas Roth, w którym znajdziemy maskę dyniową, ogórkową i różaną. Na dzień dzisiejszy jestem po aplikacji dyni i szczerze mówiąc, czuję się lekko zawiedziona... Ale o tym wkrótce ;)

Kosmetycznie czuję się prawie spełniona - mam jeszcze tylko zaplanowane maleńkie zakupy pędzlowe... :D

Wasza,
Mała Czarna


Czytaj dalej »

11.2.16

Wrażenia: paleta Too Faced Natural Matte

Za każdym razem, gdy trafia do nas w końcu kosmetyczna marka, do której do tej pory mogłyśmy jedynie wzdychać podziwiając zdjęcia w internetach zaczyna się szał. Nie inaczej było kilka miesięcy temu po pojawieniu się w Sephorze amerykańskiego Too Faced. Nie będę ukrywać, że też miałam ochotę na jakiś zakup, jednak zdrowy rozsądek kazał mi zastanowić się, czy potrzebuję kolejnej megapalety nudziastych cieni do powiek, nawet jeśli miałyby one pachnieć czekoladą (nie!), czy może nie znajdzie się jednak w ofercie marki coś, co wypełni rzeczywistą lukę w moich makijażowych zbiorach (niech żyje zdrowy rozsądek!). Po namyśle doszłam do wniosku, że są to... nudziaste cienie (no cóż...) ale o matowym wykończeniu (potrzeba matką wynalazku).

Kupiłam więc minipaletkę Natural Matte, która nie pachnie niczym szczególnym, ale za to:

1. Ma śliczne opakowanie - w kolorze taupe, "obleczone" brązową koronką z kwiatowym motywem... czy trzeba mówić więcej?

2. Ma praktyczne opakowanie - kasetka jest metalowa, zamyka się z cichym kliknięciem na magnes. Na moje oko jest bardzo wytrzymała, co zawsze liczy się na plus.


3. Jest nieduża - a więc idealna do zabrania w podróż; gdybym miała zwyczaj poprawiania makijażu przebywając w ciągu dnia poza domem, na pewno zmieściłaby się też do mojej podręcznej kosmetyczki.

4. Ma świetnie dobraną zawartość - dawno już nauczyłam się kupować tylko takie palety, z których rzeczywiście mogę skorzystać w 100% i Natural Matte całkowicie się do takich zalicza. Drugi ogromny plus to mnogość kombinacji - prawie wszystkie cienie idealnie się ze sobą komponują (kolory obejrzycie dokładnie klikają na poniższe zdjęcie). Idąc po najmniejszej linii oporu, makijaż można komponować wersami, ja kombinowałam w różnych kierunkach i tylko raz wyszło mi coś dziwnego. Jest to dla mnie duży plus, bo nie mam zwykle czasu rano się za bardzo zastanawiać nad kompozycjami kolorystycznymi, a problem łączenia dopada mnie np. nad Naked 3, przy której często posiłkuję się cieniami spoza samej palety, co wcale mnie nie cieszy. Kolejny plus to fakt, że cienie bazowe mają większą gramaturę, niż te do samej powieki, chociaż dla mnie zdenkować nawet te mniejsze to nie lada wyzwanie.

Od góry: Sexpresso, Cashmere Bunny, Heaven / Risque, Strapless, Lace Teddy / Chocolate Cookie, Honey Butter, Nudie

5. Cienie są naprawdę dobrej jakości - będąc w posiadaniu tej palety i trzech podstawowych pędzli do oczu jestem w stanie szybko i sprawnie umalować oczy. Ładnie dają się rozprowadzić na powiece, są trwałe i nie zbierają się w załamaniach (poza Strapless; nie wiem, czy to z powodu nazwy, ale ten jeden "opada" z moich powiek i obowiązkowo wymaga bazy).

Do palety dołączony jest również diagram z trzema propozycjami makijażu - fajna propozycja, szczególnie dla początkujących w temacie makijażu oczu.

Sądząc po opiniach w Internecie, tę paletkę przysłowiowo albo się kocha albo nienawidzi.  Ja Natural Matte mam od 1,5 miesiąca i zaliczam ten zakup do bardzo udanych i korzystam z niej prawie codziennie. Z gamy produktów Too Faced mam u siebie jeszcze słynny serduszkowy róż Sweetheart's Perfect Flush Blush w kolorze Candy Glow, o którym za jakiś czas; tymczasem zastanawiam się nad jeszcze jednym zakupem, kusi mnie również paleta róży Gwen Stefani x Urban Decay. Wygląda na to, że w tym roku nieuleczalnie zapadłam na róże i rozświetlacze :)

Wasza,
Mała Czarna

Czytaj dalej »

8.2.16

Nowości: kolekcja Yankee Candle Q1 2016

Zima ma dla mnie sens tylko do świąt Bożego Narodzenia, kiedy miną bardzo niecierpliwie czekam na symptomy wiosny. Szczęśliwie dla mnie, już w grudniu w sklepach pojawia się wiosenna kolekcja zapachów Yankee Candle. Nieszczęśliwie - od kiedy interesuję się tematem świec zapachowych, zazwyczaj bardziej przemawiają do mnie te zapachowe kolekcje z drugiego półrocza.

W tym roku pod koniec grudnia pojawiły się: My serenity (i tak nazywa się cała kolekcja), Peony, Moonlight oraz Lemongrass & ginger.  I z tego całego zestawu tylko ten ostatni wydaje się nieco ciekawszy niż reszta, które określiłabym zbiorczą nazwą mydełek. 


Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe