22.9.15

Nowe w kosmetyczce: Maybelline, Rimmel, Eveline, Essence, Bielenda, Sylveco


Dziś opowiem Wam o kilku stosunkowo niedawno odkrytych (aczkolwiek dobrze już przetestowanych) drogeryjnych nowościach w mojej kosmetyczce. Poza jednym wyjątkiem nie znałam ich wcześniej z blogów kosmetycznych, więc jest szansa, że zaprezentuję coś oryginalnego, po co zdecydowanie warto sięgnąć.


 1. Róż w kremie Maybelline Dream Touch Blush - wyczytany na blogu Juicy Beige (pozdrawiam!) Bardzo delikatny, obawiałam się nawet, że na mojej buzi stanie się po prostu niewidzialny. Do tego nigdy wcześniej nie używałam róży w kremie. Porażka wydawała się nieunikniona, ale po kilku użyciach okazało się, że stał się moim ulubieńcem. Fakt, że jest subtelny obecnie zaliczam do plusów. Trwałość niezła. Gorzej z wydobyciem ze słoiczka, zaczynam martwić się coraz bardziej wraz z postępującym ubytkiem różu. Cena: ok. 40 zł, więc tani staje się dopiero kupiony w czasie rossmanowej promocji, warto wtedy za niego zapolować.


 2. Róż w kremie Rimmel Stay Blushed! - mizianie uróżowionymi palcami spodobało mi się tak bardzo, że do słoiczka z Maybelline szybko dołączyła tubka z rimmelowego stojaka. W obliczu wskazanych problemów ze słoiczkiem, gotowa byłam pokochać za samą tubkę. Sam róż ma płynną konsystencję, ale nie jest trudny w aplikacji. Kolor wbrew pozorom również nie jest jakimś specjalnym mocarzem, podobnie jak DTB daje ładny, naturalny efekt. Nie pamiętam dokładnie ceny, Internety podają, że 18 zł / tubkę.

3. Maskara Eveline Volumix Fiberlast - ultrawydłużająca i podkręcająca. Ta srebrna, nie mylić ze złotą. Trafiła do mnie przez zupełny przypadek - zapomniałam gdzieś zabrać ze sobą maskary i musiałam ratować się czymś, co było dostępne w Auchan. Efekt jest taki, że na zdjęciu uwieczniłam moje drugie opakowanie maskary. Jakkolwiek nie podzielam zachwytów nad osławionym "żółtym" tuszem Lovely, nie uważam również, że za dobrą maskarę trzeba płacić ponad 100 złotych (cały czas pamiętam moją przygodę z helenkowym tuszem w cętki...). Ta maskara robi co ma robić, cały dzień tkwi na rzęsach i nie osypuje się czarną sadzą na moje podoczne worki. Wiem, że na topie jest teraz Lash Sensational, ale i tak gorąco zachęcam do wypróbowania Ewelinki, za skromną cenę ok. 16 zł.


4. Puder w kompakcie Essence all about matt! - białasek, a jednak efektu oprószenia mąką brak :) Jest drobniutko zmielony, ładnie i trwale matuje oraz zmiękcza rysy twarzy. Wydany jak diabeł, a cena to coś koło ok. 15 zł.


5. Olejek Bielenda Argan Face Oil, wersja + sebu control complex- kupiony na fali olejkowego szaleństwa sprzed kilkunastu tygodni. Na początek plus za higieniczną pipetkę i przyjemny cytrusowy zapach. Olejek reguluje wydzielanie sebum i redukuje niemiłe niespodzianki (jednego i drugiego jakby mniej... albo to placebo doskonałe). Zaznaczę jednak, że nie mam jakiś ogromnych problemów z cerą - ot, świecąca strefa T i parę okazjonalnych pryszczy. Wracając do olejku: jest naprawdę tłusty, więc nakładam go na noc, śpimy razem, a rano "dzieje się" magia - buzia jest miękka, nawilżona, faktycznie odżywiona. Niesiona zachwytem dokupiłam mu do towarzystwa bielendowy olejek do demakijażu, który natychmiast mnie zapchał. Niemniej olejek odżywczy polecam serdecznie. Do kupienia za jakieś 25 zł. 

6. Odżywcza pomadka z peelingiem Sylveco - absolutna bomba za dychę :) Dorzucona do koszyka z ciekawości, do słynnej już lnianej maski do włosów i peelingu ze skrzypem polnym. Pomadka pachnie nieco dziwacznie (przypomina mi zapach... makowca), ale co z tego, skoro jest rewelacyjna! Nie umywają się do niej żadne inne znane mi ustne zdzieraczki, łącznie z tymi z Lusha. Drobinki peelingujące wbudowane w pomadkę są z jednej strony delikatne, z drugiej całkiem konkretne. Po użyciu zostawia na ustach nawilżająca, "maślana" warstewka, która znika pozostawiając usta idealnie przygotowane pod szminkę. Skład 100% naturalny. Kocham.

Znacie? Lubicie? A może chcecie dorzucić coś do listy?

M.

16 komentarzy:

  1. Puder w kompakcie Essence all about matt. - Mam zamiar go zakupić! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Róż z Maybelline wygląda cudownie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja w tym roku też zachwyciłam się Evelinką tylko mam tą złotą.Z Lash Sentional mam nie do końca dobre relacje-lubię jak tusz wytrwa cały dzień na oich rzęsach ale wieczorem chce żeby się dał zmyć,a w tym wypadku to już nie jest tak oczywiste.Te róże sa dla mnie za jasne ale Essence miał na przełomie roku limitkę z dwoma różami w kremie i mam obydwa.Tęż polubiłam chociaż ja nakładam pędzlem duo fibre.Puder Essence miałam ale przebiła go krzemionka z BU,jest nie zastąpiona,dawała radę nawet w upały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Złota Evelinka mi nie przypadła do gustu, ale to dlatego, że wolę jednak tusze pogrubiające niż wydłużające, a te dwie zdecydowanie wiedzą, jaki mają podział zadań i się go trzymają ;)

      Dzisiaj za Twoim przykładem maźnęłam sobie róż skunksem, fajnie wyszło, dzięki za podpowiedź :)

      Usuń
  4. Miałam ten róż w kremie marki Rimmel, ale sprawiał mi kłopoty podczas aplikacji i się go pozbyłam. Wolę jednak tradycyjne róże prasowane :) Pomadkę z peelingiem muszę koniecznie wypróbować tej jesieni, miałam na nią ochotę już rok temu, ale pojawiły się w kosmetyczce jakiejś inne mazidła i odłożyłam jej zakup na ''później'' :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, przypomniałaś mi o pomyśle na pewien jesienny wpis... :)

      Ja mam teraz fazę na kremy, ale już coraz częściej spoglądam na moje "kamienie"...

      Usuń
  5. Kusi mnie ten puder Essence :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupuj w ciemno i bez namysłu :)

      Usuń
  6. Świetne nowości, jestem bardzo ciekawa tego różu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kuszą mnie te róże w kremach, bo właściwie nie posiadam żadnego, nawet sypkiego ani prasowanego.. Jakoś nigdy nie umiałam się przekonać do róży, ale jestem bojowo nastawiona, by stawić czoła mym pokusom - kupię róż! Puder Essence lubię, dosyć fajnie matuje, choć nie jakoś dramatycznie mocno, ale daje radę. Olejek do demakijażu z Bielendy też mnie zapchał, a miałam go aż trzy egzemplarze, które dostawałam, a nie mogłam używać. Podobno internety mówią, że żeby ten parafinowy olejek nie zapychał, po jego zastosowaniu należy umyć twarz mydełkiem, ale tego nie próbowałam. Słaby produkt, oj słaby z tego olejku. Chociaż tyle, że olejek sprawdza się dobrze! ;) Fajne nowości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słowo #olejek wygrało w moim komentarzu.
      Jednak na końcu chodziło mi oczywiście o ten olejek Argan Face Oil hehe:>

      Usuń
    2. Ważne, że między olejkami pojawiła się dobra rada :) Spróbuję z tym mydłem, co mi szkodzi, i tak stoi bo jakość szkoda wyrzucić prawie całą butlę... :/

      Usuń
  8. Mnie wysypuje po tym olejku z Bielendy :/

    OdpowiedzUsuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe