7.9.15

Denko: Balea, Eau des Alpes, The Body Shop, Yves Rocher

Jakoś tak się złożyło, że niemal równo z końcem sierpnia zużyłam do końca kilka - na moje oko i nos typowo letnich - produktów do pielęgnacji. 


1. Żel do ciała Yves Rocher z limitowanej edycji letniej Collection Ete 2015 - jak to w YR bywa, trafił mi się za złotówkę do innych zakupów. Żel jak żel, moja uwagę zwrócił jednak mocny kwiatowo-owocowy zapach, który unosił się w sypialni długo po prysznicu branym w sąsiadującej łazience. To ostatnie sprawia, że mam zamiar przyjrzeć się jeszcze żelowej ofercie YR. No co poradzę, lubię jak ładnie pachnie...

2. Masełka do ciała The Body Shop, linia Fuji Green Tea i Virgin Mojito - dwa małe masełka starczyły mi na 9 tygodni (stosowane mniej więcej co drugi dzień - jest nieźle). O ile VM to fajne, cierpkie cytrusy, zapach FGT po dłuższym czasie zacząć kojarzyć mi się z... apteką. Tak czy owak, zapachy TBS choć nierzadko bardzo apetyczne, z reguły w ogóle nie trzymają się mojej skóry. Po dwóch miesiącach mam poza tym nieco dość "masłowej" formuły - w międzyczasie znalazłam fantastyczny i rzeczywiście (!) nawilżający balsam do ciała i planuję szybko do niego wrócić (jak tylko wykończę wielką puchę TBS-owego masła o zapachu Wild Passionfruit...)

3. Mgiełki do ciała Eau des Alpes (Vervaine & Green Tea, Pear & White Flowers) - dwie flaszki (różdżki) to spuścizna po jeszcze poprzednim lecie. Kompozycje zapachowe są fantastyczne (w zasadzie podobały mi się prawie wszystkie), a co najlepsze - na skórze pachną równie długo co obłędnie. Kupowałam je w Super Pharm, obecnie nie znalazłam i nie mam pojęcia, gdzie szukać. Jeśli ktoś wie, uprzejmie proszę o cynk.

4. Balea, peeling pod prysznic, limitowana edycja Buttermilk & Lemon - suwenir przywieziony z wycieczki do Hamburga w ramach sprawdzenia o co chodzi z tym baleoszałem w sieci :) Jeśli chodzi o zapach/smak pt. cytrynowa maślanka to latem przemawia on do mnie w 100% (do dziś pamiętam taką właśnie limitowaną wersję Milki sprzed paru lat...). Sam peeling jest dość delikatny, ale 1. myje 2. ładnie pachnie 3. był tani jak barszcz więc... czego chcieć więcej?

Czas teraz skomponować jakąś bardziej solidną pielęgnację, na otulenie ciała przed chłodami jesieni...

Ps. Blog się przepoczwarza! Pragnę więc zaznaczyć, że pewne rzeczy są jeszcze niedopracowane, a pan po lewej stronie ekranu (ani pani pod postem) to nie ja ;) Nie od razu Rzym zbudowano...


6 komentarzy:

  1. przepoczwarzaj:) mam ochotę na wszystkie produkty ze zdjęcia a co:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam ochotę całe lato przewinąć do początku ;)
      Dzięki za słowo zachęty!

      Usuń
  2. Balea, peeling pod prysznic, limitowana edycja Buttermilk & Lemon - mam go i czeka na swoją kolej! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To będziesz miała bardzo soczystą jesień ;)

      Usuń
  3. Robi się ciekawie - czekam na dalsze przepoczwarzanie. :)
    Właśnie masła TBS lubię za ich masłowość - nie lubię lejących mleczek czy balsamów, wolę rzeczy treściwsze. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo jeszcze pracy przede mną, ale idzie ku dobremu :)
      Ja też jesienią/zimą wolę konkretną treść, ale zmęczyła mnie nieco ich toporność. Musimy od siebie odpocząć.

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe