16.3.15

Kremy do rąk The Body Shop

Jestem absolutną maniaczką używania kremów do rąk - w moim otoczeniu zawsze utykam kilka tubek różnych kremów, aczkolwiek po latach stosowania mam swoich zdecydowanych faworytów. Do ich grona zalicza się również jeden z produktów ze stajni The Body Shop, która kremów do rąk w asortymencie ma aż cztery rodzaje, które pozwolę sobie dzisiaj krótko ocenić.


4. Poza podium ląduje najmłodszy wynalazek TBS, czyli krem oczyszczający z linii Absinth. Właściwie wszystkie żale, które wylałam w poście z 2013 r. są aktualne :) W skrócie: ma nieprzyjemny ziołowy zapach, rzadką konsystencję, słabo się wchłania, nie nawilża i klei dłonie. Yuk. Pewnie dlatego nie zdołałam w żaden sposób zmęczyć go przez dwa lata (!) i za chwilę wyląduje on w koszu na śmieci.

3. Nieco lepszy, aczkolwiek tylko odrobinę, jest krem z linii Almond, dedykowanej zresztą do pielęgnacji rąk. Podtrzymuję w tym przypadku wszystkie zarzuty poza klejeniem (ergo wchłanianie odrobię lepsze) oraz zapachem, bo migdałowa woń bardziej pieści nozdrza niż absyntowe ziele.

2. Krem z linii różanej zasadniczo przeznaczony jest do skóry dojrzałej, której nie posiadam, więc nie wypowiem się z punktu widzenia działania w tym zakresie. Ciekawostką jest dodany do kremu filtr SPF15. Co do działania - odrobinę gęstsza konsystencja znajduje odbicie w dużo lepszym działaniu nawilżającym, choć do nr 1 jeszcze daleko. Ogromnym plusem jest mocny, różany zapach kremu - jeśli oczywiście lubicie różane zapachy, których kiedyś nie znosiłam, obecnie znoszę (więc jednak starzeję się według wzorca i dobrze, że ktoś zrobił dla mnie krem na tę okazję).

1. Absolutnym i niekwestionowanym faworytem oraz stałym punktem na liście TBSowych zakupów jest u mnie krem z marychą. Nawilżający dogłębnie, wchłaniający się jak złoto, gęsty, porządny i dostępny na promocjach, gdyż nie zapominajmy, że TBS do najtańszych nie należy. Jedno ale - nie cierpię zapachu tej linii... I choć w przypadku ukochanego kremu do stóp z tej samej linii zapach nie odgrywa większej roli, tak przy kremie do rąk muszę (ś)cierpieć. I cierpię, bo dla działania warto :)


 O kremowych perypetiach spoza TBS - wkrótce :)

M.

9 komentarzy:

  1. Z tego grona znam jedynie różany i również go lubię, bo zapach mi bardzo pasuje :)
    Ale żeby miał jakieś szczególne właściwości nawilżające, to nie sądzę, lepiej w tej kwestii spisuje się taniutki Eveline czy Balea :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W działaniu wszystkie kremy TBS poza marychowym przebijają moje ulubione dwa drogeryjne kremy do rąk, więc tu się zupełnie zgadzamy :)

      Usuń
  2. Najbardziej lubię wersję migdałową:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się upieram przy Hempie, aczkolwiek migdał ma zdecydowanie lepszy zapach :)

      Usuń
  3. Ja również uwielbiam wersję z maryśką ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie wypróbowałabym z tej linii masło do ciała, bo zakładam, że działanie rewelacyjne, ale jednak zapach nieco odstrasza...

      Usuń
  4. Znam wszystkie prócz absyntu i pisałam podobny post jakiś czas temu. U mnie też wygrywa siano z marychą, drugie miejsce to migdał i trzecie róża :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie muszę przejrzeć Twoje stare posty. A absyntu nie masz co żałować, strata kasy :/

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe