7.11.14

Lips! Lips! Lips!

... czyli o ustach bez ust ;) Podstawowa zasada nieprzesadnego, codziennego makijażu brzmi: "Podkreślaj mocniej albo usta albo oczy, nigdy na raz". Zdecydowanie opowiadam się za drugą opcją - moje produkty naustne raczej nie porażają kolorem. Mało którą makijażową nowość powitałam z takim zachwytem jak koloryzujące masełka do ust. Lubię dodatek w postaci pielęgnacji i nawilżenia, nie znoszę wysuszania i efektu sklejonych ust. Poniżej moje - jak stwierdzam całkiem skromne - zasoby w kategorii "usta".






Yves Saint Laurent, Volupte Sheer Candy nr 12 - wszystko, co czytałyście o tej pomadce to prawda. Urok jej skuwki jest odwrotnie proporcjonalny do trwałości. Koloru brak (podkreślam tylko, że to nie prawdziwa szminka, a wersja Candy, co potwierdza srebrna skuwka). Ma śmieszny słodkawy smak, ale to jeszcze nie sprawia, że jest warta swojej kosmicznej ceny. Natomiast jeśli potrzebujecie jakiegoś fajnego produktu do pokazania na blogu, to jest właśnie to czego szukacie, trudno bowiem o bardzie fotogeniczny produkt do makijażu :)

Clinique High Impact Lip Colour, nr 22 Pink Style - grom z jasnego nieba, który spadł po miesiącach poszukiwań idealnej różowej szminki. Właściwie to zamierzam napisać o niej osobny post, na razie więc spuszczam zasłonę milczenia.

Lumene Happy Reds Lipstick, nr 221 Holiday Glamour - wściekły fuksjowy róż, kto czytał uważnie od początku, ten domyśla się, jak często sięgam po tę pomadkę ;) Lumene jest porządną firmą, robi porządne kosmetyki, ale ja i płomienno różowe usta to nie jest związek, który miałby jakąkolwiek przyszłość.

Catrice Ultimate Colour, nr 300 Kiss Me If You Can - dupe mojej pierwszej dorosłej szminki Bourjois, oczywiście sto lat temu wycofanej ze sprzedaży. Od tych stu lat szukałam brudnego różu z drobinkami (proszę nie sugerować się kolorem naklejki), bardzo doceniam, że w końcu mam, i to naprawdę fajny produkt w bardzo ludzkiej cenie. Będzie o niej więcej, obiecuję.

NYX Lip Smacking Fun Colours, Fortune Cookie - kolorystyczny niewypał w postaci perłowego beżu. Przy mojej lekko śniadej karnacji wyglądam w nim jakbym urwała się ze StarTreka. Na szczęście NYX cenowo nie przeraża, w związku z czym wyrzuty sumienia z okazji zmarnowanej kasy udało się ograniczyć do minimum.



Maybelline Color Sensational, nry 735 Crispy Cookie i 822 Rose Pearl (z prawej strony) - już tak mam, że jak znajdę fajne makijażowe cacko natychmiast chcę je mieć w dziesięciu kolorach, a potem okazuje się, że nie tędy droga. Różowy nabyłam w Szwecji, zachwycona efektami po powrocie do PL poleciałam po więcej, a tu okazało się, że rodzimy rynek jest niestety okrojony kolorystycznie. Wzięłam brązowego nudziaka i choć krzywdy nie robi, zdecydowanie efekt nie jest ten sam. Aczkolwiek produkt sam w sobie jest bardzo sympatyczny.

Revlon Colorburst Lip Butter, nr 035 Candy Apple, 047 Pink Lemonade, 027 Juicy Papaya - o masełkach było tutaj. Jak zużyję, na pewno już nigdy nie będzie. Amen.

Maybelline Color Whisper, nr 620 Bare to be Bold - kupione z pragnienia poznania nowości. Mało szałowe, dość tępe w użyciu mazidełko. Jak widać innych kolorów brak, powtórki nie planuję.


L'Oreal Colour Riche Balm, kol. Caring Coral i Nourishing Nude - skuszona przez Urbana złapałam dwa kolory w cocolita.pl Piękna sprawa, minimum (brak?) koloru, cudownie miękkie, otulone, ukojone usta. Tam też ciągle możecie go nabyć, choć w mocno okrojonej gamie kolorystycznej.

Dior, Lip Glow Color Reviver Balm - pełne zachwyty tutaj. Cena wciąż niebotyczna (marka, marka!). Łapię czasem przy promocji w Sephorze, i wciąż dziwię się, czemu tak szybko mi znika.

Clarins, Instant Light Natural Lip Perfector - oparłam się pierwszej fali zachwytów, by kupić go z okazji promocji w Douglasie. Cudna rzecz, która spełnia moje wszystkie powtórzone już po stokroć w niniejszym poście wymagania.Niestety, po miesiącu używania gąbeczka aplikująca zaczęła śmierdzieć jak... stara szmata (facepalm), nie dałam rady dłużej go używać, poleciał do kosza i chyba już się więcej nie spotkamy.



Korres Cherry Oil Lip Gloss - niezmiennie numero uno, wszystko na jego temat powiedziałam tutaj i nadal się tego trzymam. Kupię więcej, macie moje słowo.

MAC Lipglass kol. Clear Water (LE Alluring Acquatic) - czyli pierdyliard różowych i perłowych drobinek zatopionych w szklanej masie. Skoro zastanawiam się, czy nie jestem aby na takie disco za stara, to pewnikiem właśnie tak jest, co nie zmienia faktu, że to fajna sprawa. Błyszczy jak supernowa, co dla mnie oznacza, że koniecznie wymaga nienagannej cery. Nie używać w czasie kryzysów twarzowych. Przydrogawy, choć cena jeszcze do przełknięcia.

Benefit - stara wersja błyszczyku, nie wiem, czy obecnie można go jeszcze gdziekolwiek dostać. Do mnie przybył w palecie Sunday Funday. Nieszkodliwy, nieklejący, estetyczne opakowanie (czarny nadruk niezmiennie kojarzy mi się z koronkowym tatuażem), bardzo naturalny kolor. Żałuję, że został wycofany, moglibyśmy zaprzyjaźnić się na dłużej.

NARS  Lipgloss kol. Orgasm - tak, moje drogie, obok słynnego różu istnieje również orgazm w płynie ;) a ja posiadam go w miniaturze. Intensywny róż ze złotymi drobinkami. Ciekawe, "gumowane" opakowanie, zakrętka zamykana na "klik" (nice!). Sam błyszczyk jest niestety dość klejący, do tego brak jakiejkolwiek pielęgnacyjnej wartości dodanej. Na pewno nie kupię pełnej tubki w równie pełnej cenie, nie sądzę, żeby była warta tak dużych pieniędzy.

Mary Kay Nourishine Lip Gloss, kol. Berry Sparkle - dość mocno barwiący, stąd rzadko używany. Brak zastrzeżeń, właściwie mogłabym poszukać tego błyszczyku w jakimś subtelniejszym wydaniu kolorystycznym, ale po co, skoro mam Korres :)

Wszystkiego sztuk 21, z czego bez żalu rozstanę się z co najmniej połową. Dobrze mieć ulubieńców :)

Macie coś ciekawego do polecenia w kategorii usta?

M.

*For technical reasons (does lack of time qualify???) English version of the post will be published shortly ;)

19 komentarzy:

  1. Widzę kolekcja pokaźna :). Osobiście uwielbiam wszelkie różowe błyszczyki i tylko takie kupuje:). Nie wiem, to chyba jakieś zboczenie na maksa :). Moja prywatna jest dużo mniejsza i najbardziej z niej lubię masełko malinowe z bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale dużo tego masz!

    Myślałam, że ja mam dużo, ale Tobie do pięt nie sięgam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nic Ci nie polecę ale sporo tego :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ogromny zbiór, uwielbiam pomadki i błyszczyki. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam jednego Whispera i średnio widzę dalszą znajomość z nim - wysusza usta. :(
    Ja uwielbiam pomadkę w kredce z Bourjois, ale nie wiem, czy mają jakieś delikatne kolory. ;) Mama za to uwielbiam masełko do ust z Astora. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mama oczywiście uwielbia, a nie uwielbiam. :D

      Usuń
  6. Nie taka mała ta kolekcja ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Kolekcja do najskromniejszych nie należy ;) ale jesteśmy z dwóch, zupełnie innych obozów, uwielbiam mocne usta!
    Mam jedno masełko Revlon, lubi się podtopić to fakt, ale jeszcze się u mnie nie złamał.

    OdpowiedzUsuń
  8. Love the collection! :)


    Maybe following each other? Let me know :)

    Kisses from Slovenia!

    OdpowiedzUsuń
  9. Potężną masz kolekcje pomadek. Ja mam ich chyba najmniej z kosmetyków. Chociaż chętnie wypróbowałabym masełko Revlon, kiedyś miałam błyszczyk mary kay i dobrze go wspominam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ostatnio zrobiłam czystki, ale błyszczyki jakoś się nie chcą kończyć :) Mary Kay ma mocny kolor, rzadko go używam, obawiam się, że pójdzie w odstawkę...

      Usuń
  10. Lip Glow Diorka mi się marzy :-))

    OdpowiedzUsuń
  11. Niezła kolekcja!
    Sama też bardzo lubię bardziej podkreślać oczy, ale i mocne szminki przekonały mnie do siebie za sprawą pomadek z Velvet Matte od GR :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Benefitowe błyszczyki bardzo lubię, a teraz mam chęć na Korres`owe :) Przez Ciebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korresowe są super, polecam bardzo, bardzo gorąco :)

      Usuń
  13. Witaj,
    Czy jest już może gdzieś ten extra post poświęcony Clinique High Impact nr 22? Bo szukałam i nie znalazłam :( A widziałam dziś tę szminkę w Sephorze w miłej cenie (60,90zł) i teraz tak za mną ona chodzi... A nie wiem czy warto. I szukam opinii.... Pomóż proszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj, nie wiem, czy nie za późno - post póki co nadal nie powstał, ale - WARTO!

      Usuń
  14. Dzięki :) Jednak nie kupiłam, bo naczytałam się, że pomadki te mają silne skłonności do wysuszania ust.
    Kupiłam za to piękny róż w postaci nowej szminki Rimmel The Only 1 Lipstick "Pink Me Love Me". Polecam jakby co :)

    OdpowiedzUsuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe