22.8.14

Off the wishlist - Alexander McQueen Skull Scarf

Nowy sezon skłania do przejrzenia i uzupełnienia szafy. W tym roku - trochę w myśl #nicniekupię, trochę z braku zachęcających ciuchów w sklepach, trochę bo niewiele mi trzeba - nie przewiduję garderobianych rewolucji, tym bardziej, że w sezonie jesiennym pierwsze skrzypce grają u mnie dodatki...

In the new season it's so easy to fall (sic!) into a clothes-shopping mode. This year - partly due to my #notbuying resolution, partly because there is barely anything that catches my eye, partly due to the fact that I don't really need much to add to my wardrobe - I'm not going crazy with my closet. Oh, and one more thing - to me, fall season is rather about accessories...  


Jestem prawdziwym szalikoholikiem. Mam mnóstwo szalików, chust, kominów, którymi okręcam się namiętnie od wczesnej jesieni do późnej wiosny, wbrew zasadzie, że absolutnie nie powinny tego robić osoby z bujną piersią. Niedawno w mojej szalikowej kolekcji pojawiła się wisienka na torcie, czyli słynna (osławiona?) czaszasta chusta podpisana, że "Alexander McQueen". 

I'm a true scarf lover. I have tons of scarfs, shawls, snoods, which hop onto my neck in early fall to stay there until late spring, despite the fact that they simply shouldn't happen on women with rather impressive bosom. Recent addition to my collection is a (in)famous Skull Scarf "signed" by Alexander McQueen.


Co do zasady, Skull Scarf występuje w dwóch odmianach. Moja chusta zrobiona jest w 100% z jedwabiu. Nad kolorem zastanawiałam się od ponad roku (zrozum kobietę), ale kiedy zobaczyłam opcję "ciemna zieleń" przepadłam z kretesem. 

In general, there are two types of Skull Scarfs. Mine is 100% silk. I've been trying to pick a color for over a year (shame on you, woman!) but when I saw "forest green", the deal was sealed.


Co tu dużo mówić, chusta jest idealna pod względem materiału, wykonania, rozmiaru... Najbardziej jednak zachwyca sposób, w jaki układa się na szyi... Przypomina mi to miękkie, eleganckie kocie ruchy :) Nie jestem w stanie tego opisać ni sfotografować, zrzucam na karb Waszej wyobraźni, którą mogę wesprzeć zdjęciem z Instagramu.

The scarf is in fact pure perfection - as regards the material, the way it is made, the size... The most breathtaking feature to me is the way is lays on my neck... Like a cat, moving in that special soft and elegant manner :) I'm not actually able to describe or photograph this phenomenon, so let's leave it to your imagination with an Instagram clue.  

Kocham, i nie żałuję ani jednej wydanej na nią złotówki :)

I absolutely love it and I think it's worth every, ehm, cent I spent on it :)

M.

13 komentarzy:

  1. Piękna i pewnie cudowna tez w dotyku.

    OdpowiedzUsuń
  2. aż chciałoby się jej dotknąć :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna! Jak dobrze, że ja szali ani apaszek nie noszę. Jedna rzecz mnie na liście chciejstw ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to wyszłaś obronną ręką, za to ja na liście nie mam Chanelki ;)

      Usuń
  4. Apaszek nie noszę, ale ta jest całkiem fajna ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna - zdecydowanie sama na taką bym się skusiła :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Uwielbiam jedwabne chusty, masz rację, układają się fantastycznie i są takie miłe w dotyku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To moja pierwsza 100% jedwabna, ale już wiem, że nie ostatnia :)

      Usuń
  7. Osobiście nie przepadam za takim kolorem, ale w połączeniu z czaszkami jest super i nie pogardziłabym taką chustą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolor jest świetny na jesień, nawet bez chusty rozejrzałabym się za jakimś zgniłozielonym dodatkiem :)

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe