29.1.14

Idźcie i kupcie... Sephora online

Did you know?

Ja dowiedziałam się przed chwilą - ruszyła onlajnowa Sephora! Po pobieżnej wizycie widzę, że asortyment mocno wybrakowany, ale może to tylko na początek.

W każdym razie - powoli doganiamy zachód ;)

Miłego dnia!

M.

EDIT: A do końca stycznia - gratisowa wysyłka w MACu!
Czytaj dalej »

27.1.14

New In

Z racji tego, że #nicniekupie, posty niniejszy podsumowuje dwa ostatnie miesiące (i tak już chyba z tą serią zostanie). Zobowiązanie do ograniczenia rozpasanej konsumpcji zdecydowanie mi służy i całkiem nieźle wychodzi, biorąc pod uwagę, że to, co poniżej to a. częściowo moje gwiazdkowe prezenty b. szaleją wyprzedaże, na których ja poszalałam tylko troszeczkę ;)

A zatem, let's roll!
Czytaj dalej »

26.1.14

Czarujący bubel od Victoria's Secret

Kto ich nie widział, ręka w górę! Ale nie sądzę, że nie mignęły Wam nigdy i nigdzie urocze skądinąd buteleczki mgiełek zapachowych / balsamów do ciała spod szyldu Victoria's Secret.  Ja widuję je regularnie (w przeróżnych wersjach zapachowych, których jest naprawdę cała masa) na mocno poczytnych blogach dwóch zapatrzonych w nie finek. Nic więc dziwnego, że mając przed świętami okazję pt. "i tak kupuję tu coś innego", wzięłam z ciekawości mgiełkę w wydaniu pt. Secret Charm, pozbywszy się tym samym 39 zł.

I rozpoczęła się zabawa w chowanego.

Zapach bowiem, choć świeży i kwiatowy (czyli taki, jakie lubię najbardziej) znika bowiem od razu po rozpyleniu go na cokolwiek. Szukaj wiatru w polu - ja szukałam na sobie, włosach i ubraniach. Zero efektu. Ok, rozumiem, że może nie być trwały, że to mgiełka nie perfuma... Ale tutaj woni po prostu nie ma wcale, a przecież miałam pachnieć!

Dawno nic nie rozczarowało mnie tak bardzo. O ile lepszą inwestycją byłaby kolejna mgiełka IVR lub nawet mniejsza, lecz zdecydowanie trwalsza laseczka mgiełki z Sephory!

Zakup odradzam... Choć nie do końca - mgiełka ładnie prezentuje się na mojej nocnej szafce, jeśli jesteście żądne doznań wizualnych, mogę polecić ją z czystym sumieniem ;)

M.



Czytaj dalej »

23.1.14

Klątwa Mojito, czyli jak unicestwiam podkłady

Podkład to kosmetyk, przy którym trwam (albo przynajmniej bardzo się staram...). Powód jest prosty: nie znoszę dobierać odcienia podkładu, więc jak już znajdę coś, z czym czuję się idealnie zgrana chcę przy tym trwać na wieki wieków... Sprawa jednak okazuje się być trudna, bowiem wykańczam podkłady - i nie chodzi tu o denko...
Czytaj dalej »

21.1.14

Wino i krewetki, czyli wyniki rozdania

Spóźnione, choć zapewne wyczekiwane ;)

Winem upoji (upoją?) się

SEKRETY NASZEGO PIĘKNA

Natomiast krewetki popełzną do 

LEEMONKI

Gratuluję i czekam na Wasze dane do wysyłki :) Jestem po części w Waszej skórze, bo wczoraj dowiedziałam się, że wygrałam zestaw kosmetyków Phenome!


Być może zastanawiałyście się, skąd kilkudniowa przerwa na moim blogu... Otóż zrobiłam sobie blogowy detox - nie pisałam, nie czytałam, przemyślałam za to parę spraw i nabrałam nowej energii. Każdy, kto pisze jakiś czas zna tę potrzebę oddechu. Ja odetchnęłam i na nowy post zapraszam już jutro :)

M.

*Zdjęcie pochodzi stąd.
Czytaj dalej »

14.1.14

Mam i ja: Chanel Les Beiges

Sławny, podziwiany, oklaskiwany. Jest w ogóle tu ktoś, kto o nim nie słyszał? 
No właśnie :) Ja nasłuchałam się tyle, że uległam i nabyłam, w kolorze No10. I niby wszystko jest ładnie i pięknie, a jednak wystąpił pewien istotny szkopuł.

Okazuje się bowiem, że mam plebejskie upodobania i Chanel mnie nie kręci.
Czytaj dalej »

13.1.14

OPI Take... Two!

Czyli mój zapas lakierów na cały następny rok ;) Bo czemu nie zaopatrzyć się z góry w to, co OPI ma najlepszego? Pod koniec ubiegłego roku światło dzienne ujrzał widoczny obok zestawik 10 najlepiej sprzedających się Opików w wersjach mini pod nazwą Take Ten.

Dla mnie - świetna opcja. Bardzo żałowałam, że nie zaopatrzyłam się w taki zestaw rok wcześniej, ale jak widać, co się odwlecze, to nie uciecze. O mały włos przegapiłabym i tegoroczną edycję, jednak dzięki Ajce tym razem nie przepadło :D

Na Take Ten składają się dwa ładnie opakowane sety po pięć lakierów - jasne/neutralne i ciemne/wyraziste, konretnie:

Nie zdążyłam jeszcze posmakować wszystkich, ale z tego co już było:

Pirouette My Whistle - top ze srebrnym shimmerem i hexagonami, delikatny, a jednak ozdobny, rarytasik!
Bubble Bath - bardzo przejrzysty kolor nude, jedna warstwa daje efekt "zadbanych", wypolerowanych paznokci
Tickle My France-Y - określiłabym jako dusty rose. Idealne dłonie manekina ;)
You Don't Know Jacques! - planuję napocząć dzisiaj, jeśli się uda - sklecę jutro fotografie.

Jeśli chodzi o drugi set, to znajduje się tam coś dla Was :) Chodzi mianowicie o Cajun Shrimp (który kocham i na pewno zaopatrzę się w dużą butlę po wykończeniu obecnie używanego malucha) i Malaga Wine (który jest bordem, a borda na paznokciach raczej unikam). Tymi buteleczkami postanowiłam obdarować dwie z Was. 


Kto chce dostać jedną z nich proszony jest o wypełnienie poniższego formularza i wklejenie go w komentarzu pod niniejszym postem:

1. Obserwuję jako:
2. Email:
3. Wybieram: (krewetki lub wino)

Konkurs trwa od dzisiaj do końca tygodnia, tj. do 19.01.2014 r. godz. 23.59.
Zasady ogólne dostępne są w zakładce "Regulamin" na górze strony. 

Pozdrawiam, zapraszam i życzę powodzenia!

M.
Czytaj dalej »

10.1.14

Nie taki Batiste straszny...

 Jeśli miałabym dzisiaj okazję porozmawiać z samą sobą sprzed roku u suchych szamponach Batiste, wyglądałoby to mniej więcej tak:

Ja Dziś: To co, zamawiać?

Ja Wtedy: Sama nie wiem... Niby wszyscy chwalą, ale wydaje się to skomplikowane w użyciu...

JD: Daj spokój. To się nie może nie udać - wystarczy popsikać się zgodnie z instrukcją na obrazku i wszystko będzie git, odpala od pierwszego kopa!

JW: No może... Ale właściwie to do czego on mi się przyda?

JD: No wiesz co... Nie mów, że tego nie znasz: tłuste włosy, a tu teściowa dzwoni, że za pięć minut wpada z niezapowiedzianą wizytą :P Albo to: nie masz siły bawić się w mycie i układanie włosów, bo zwyczajnie wieczorem padasz na twarz po całodziennym ganianiu z dzieciakami, a jednak w strąkach niekoniecznie czujesz się komfortowo...

JW: ...

JD: Dobra, dobra, nie namawiam więcej, bo i tak prędzej czy później zwycięży ciekawość poszukiwaczki kosmetycznych skarbów i przy jakiejś okazji go nabędziesz.

I nabyłam, przy okazji zamawiania (nie)sławnego Balmu L'Oreala. Niefortunnie na początek, bo niechcący trafiła mi się kokosowa (fuj!) wersja tropikalna. Na szczęście (a może i nie, ale o tym za chwilę) zapach nie jest jakoś specjalnie trwały ;) Mała żółta puszeczka wystarczyła mi na 4-5 użyć (dokładnie nie pamiętam), i doprowadziła do zakupu pełnowymiarowej wersji gruszkowej Fresh.

Przepadłam :)

I dlatego z wielką przyjemnością do szafki z kosmetykami wpuściłam ostatnie nowości: Batiste Paisley, Batiste Oriental i suchą odżywkę (!) z olejem arganowym.

#będziesiędziało. A jak się już zadzieje, nie omieszkam podzielić się uwagami. Tymczasem możecie razem ze mną ponapawać się absolutnie cudną szatą graficzną nowych szamponów.

M.

Ps. Mam 222 obserwatorów! Dziękuję każdemu z osobna i wszystkim razem - uwielbiam takie ładne liczby :D  
Czytaj dalej »

8.1.14

Szał ciał i uprzęży: Krem przeciwzmarszczkowy na noc Melisa

Najlepszym przyjacielem kobiety wcale nie jest diament.

Jest nim dobry krem przeciwzmarszczkowy ;) 

Skłamię jednak jeśli powiem, że kluczem do tego zakupu była przeciwzmarszczkowość właśnie. Znużona stale rosnącą ceną kremu na noc, któremu byłam wierna od ładnych paru lat, postanowiłam poszukać jakiegoś zastępnika. Traf chciał, że podczas wizyty w Carrefourze napatoczył mi się słoiczek Melisowego kremu. Że zaś jakiś czas wcześniej czytałam dobre opinie o toniku tej marki, zaryzykowałam całe (UWAGA) 5,89 zł i wrzuciłam krem do koszyka.

Co się działo potem, trudno opisać słowami, bowiem zupełnie nie spodziewałam się takich rezultatów!

  • krem ma lekką (ale nie rzadką) konsystencję i delikatny, świeży zapach
  • wchłania się dość szybko (ale nie błyskawicznie), pozostawiając na buzi lekki film. Ponieważ zgodnie z przeznaczeniem stosuję go na noc, nie widzę najmniejszego problemu
  • rano jestem wypoczęta i rześka... A przynajmniej tak wygląda moja twarz - odżywiona, nawilżona, gotowa na starcie z trudami dnia (i makijażem). 
  • co najlepsze - zmarszczki (takie małe, które jak się przyjrzę jednak już są ;) są rzeczywiście wyprasowane
  • w składzie - zaskakująco dużo dobrego: m.in. wyciągi z melisy, zielonej herbaty, oleje z pestek winogron i avocado, masło shea, alantoina, prowitamina B5  
  • w kwestiach w tym momencie mało już istotnych - opakowanie to lekki plastikowy słoiczek - niespecjalnie elegancki, ale i nie wali w oczy tandetą ;)
 
Co tu dużo mówić - kocham ten krem. Powoli dobijam w nim denka, co oznacza, że starczył mi na 11 tygodni codziennego stosowania.

Nie będę go Wam polecać pod rozwagę - KUPCIE GO, bo nawet jeśli nie będziecie równie zachwycone co ja, ewentualne utopienie niecałych 6 zł nie będzie bardzo bolało, a istnieje realna szansa, że dokonacie przełomowego odkrycia w swojej pielęgnacji. Tak jak ja :)

M.

Czytaj dalej »

3.1.14

Wyniki rozdania

Krótko i na temat - rozdanie na pożegnanie wygrywa

Gratuluję i proszę Cię o przesłanie danych teleadresowych na maila :)

Dziękuję za wszystkie zgłoszenia, następny konkurs już niebawem!

M.


Czytaj dalej »

2.1.14

Kosmetyczne podsumowanie roku 2013

Jak przystało na obecny sezon, WSZYSCY piszą o ulubieńcach z minionego roku. Ja takie posty bardzo lubię, i z niemałą przyjemnością przygotowałam dla Was własne podsumowanie. Na sesję zdjęciową i peany pochwalne załapały się produkty, które odkryłam w roku 2013 i przy których mam efekt WOW! za każdym razem, kiedy po nie sięgam (a przynajmniej czuję się, jakbym miała ;) 

Soooo... here we go!

Pielęgnacja



Czytaj dalej »

Zapowiedzi garść: Benefit, Chanel, Givenchy, Essie

Nowy Rok ruszył  kopyta - zrobiłam plany, postanowienia, listy... Na blogu też miało się zadziać, jednak okoliczności życiowe mnie mocno zastopowały, i niestety czasu na porządny noworoczny post brak. 

Jak mówią mądrzy ludzie, co się odwlecze to nie uciecze, a tymczasem - kilka informacji o nowościach kosmetycznych, które wpadły mi ostatnio w oko.

I tak, ze stajni Benefit macha do mnie puder matujący POREfessional Agent zero shine. Przyjemny, poręczny, ozdobiony kolorową grafiką (co lubię, w przeciwieństwie do opakowań w klimacie retro, które były ostatnią nowością marki). Sypki, acz z dołączonym pędzelkiem. Filmik co i jak z nim robić znajdziecie tutaj. Ja jestem z kolei ciekawa, czy - jak wskazuje nazwa i poprzednik w postaci uwielbianej przeze mnie bazy - Agent Zero robi coś porom... Bardzo zachęcającą recenzję i sporo zdjęć znajdziecie tutaj.



Druga ciekawostka to nowa farbka (tint) do policzków i ust o wdzięcznej nazwie Lollitint. Co tam było wcześniej? Benetint, Posietint, Chachatint - żaden nie wzbudził mojego zaufania (do róży w płynie podchodzę jak pies do kaktusa), ale Lollitint intryguje kolorem lawendowego różu.  


Czy to już gdzieś było??? 
 
I don't think so

Recenzja i swatche do obejrzenia na MBB.

Wjechawszy na wyższe piętro kolorówkowego raju, zapraszam również do zapoznania się z wiosenną kolekcją Chanel Notes du Printemps. Jeśli autor miał na myśli stworzenie zestawienia eleganckich i wyważonych odcieni, to udało mu się w 200%. Rozpiska kolorówki prezentuje się następująco:
Brak mi u Chanel bodajże odrobiny szaleństwa, jednak to chyba po prostu nie ten adres. Automatycznie zwracam się w tym momencie do jednej z moich ulubionych marek wysokopółkowych, czyli Givenchy i wiosennej kolekcji Over the Rose

Photo credits
 Damn it. It's pink AGAIN ;)  

Mimo to ciekawi mnie czwórka cieni :)

Lakierowo trochę już było - zarówno o wiosennych Chinkach, jak i o wiosennej Gwen. Do kompletu dorzućcie sobie OPI Brasil i powiedzcie same, czy w porównaniu z nimi wszystkimi propozycja Essie pn. Resort Fling nie wypada cokolwiek blado?

Photo credits
A oto i zdjęcia promo:
 

Sooo...

Co Wy na to?

M.

Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe