7.12.13

Słowo na niedzielę: Strike a pose!

Dziś o słowie mówionym, na które natrafiłam wchodząc na jeden z moich ulubionych blogów... modowych. Z góry uprzedzam, że blog prowadzi Amerykanka, słowo będzie więc nie tylko mówione, ale i obcojęzyczne.

Autorka poleciła czytelnikom prezentację wygłoszoną przez Amy Cuddy (na zdjęciu obok). Temat zainteresował mnie jako osobę a. źle znoszącą własne wystąpienia publiczne b. ustawicznie usiłującą wyplenić w sobie cechy, które mnie denerwują. Do dzisiaj pamiętam, co przeżywałam przed moją pierwszą prezentacją na konferencji ekspertów - było mocno niemiętowo, szczególnie, że kilka godzin przed wystąpieniem okazało się, że bardziej doświadczona w temacie i mająca zapewniać awaryjne wsparcie koleżanka jednak do mnie nie dołączy... Dzięki Bogu, stres dał mi ostatecznie takiego kopa, że wszystko wypadło cacy. 

Mimo to, wolałabym nie powtarzać tego doświadczenia :P Jak się jednak okazuje, są szanse i sposoby żeby wpłynąć na własne reakcje, na przykład poprzez zmanipulowanie swojego ciała :)

"Język ciała wpływa na to jak inni nas odbierają, ale może również zmienić sposób w jaki widzimy siebie. Amy Cuddy, psycholog społeczny, pokazuje jak, stosując „pozycje siły”, nawet gdy nie czujemy się pewni siebie, możemy wpływać na poziom testosteronu i kortyzolu w mózgu, a nawet na szanse osiągnięcia sukcesu." 
[z opisu prezentacji na stronie ted.com]

Całość obejrzeć możecie poniżej. Potrzeba na to 20 minut i znajomości języka angielskiego na poziomie średniozaawansowanym ;)



Stresują Was wystąpienia publiczne? Macie na to jakieś własne sposoby?

Uwaga na marginesie: znacie polski blog modowy, który oprócz ładnie zfotoszopowanych zdjęć przekazuje jakieś naprawdę wartościowe treści? Chętnie się z takim zapoznam :)

Miłej niedzieli!

M.

7 komentarzy:

  1. Mój Boże, właśnie uświadomiła mi, że najczęściej stosuję tą najgorszą pozę z zasłonięciem karku!!! power poses wrzucam do codziennego harmonogramu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może faktycznie warto codziennie, jak mycie zębów np. :)

      Usuń
  2. Ja akurat rzadko mam wystąpienia publiczne, chyba żeby zaliczyć to wystąpienia przed grupą zajęciową. Ale panicznie się ich boję, dlatego nawet nie zgłaszam się do referatów czy prezentacji, chyba że ktoś mnie na siłę wyciągnie.
    A co do blogów modowych, które mają jeszcze mądrą treść oprócz ładnych zdjęć - niestety takich nie znam. Wydaje mi się, że to jednak nie ta półka, ale nie chcę też nikomu ubliżać i generalizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawsze tego unikałam w szkole, a jednak czasem szkoda, bo można na takim wystąpieniu skorzystać.
      Pytanie dodatkowe zadałam, bo się ostatnio mocno zastanawiam nad jakością rodzimej blogosfery i dochodzę do wniosku, że to jednak mało wartościowy syf... :/

      Usuń
    2. Niestety jeśli chodzi o blogi modowe, wszędzie tylko spotykam zdjęcia - w lepszej lub gorszej wersji, ale nic ponadto...

      Usuń
  3. Okropnie stresują mnie wystąpienia publiczne, w moim przypadku były/ są to występy na scenie i za każdym razem bardzo mnie stresują

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na scenie? Brzmi ciekawie, ale skoro nadal są, to chyba dajesz radę z tremą? ;)

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe