29.11.13

Włosowe odkrycie roku / Czarny Piątek

You can call me many things, ale włosomaniaczką nie jestem na pewno. Być może, zgodnie z teorią mojej fryzjerki ("jak ktoś za bardzo zajmuje się włosami, sam je sobie niszczy") brak zwiększonej uwagi z mojej strony wychodzi moim kłaczkom na zdrowie. Oprócz opisywanych niedawno kłopotów z wypadaniem spowodowanych przez czynniki ode mnie niezależne (no, prawie niezależne ;) w zasadzie ja i mój skalp pozostajemy ze sobą w czułej przyjaźni. 

Co jednak nie oznacza, że nie muszę przy włosach robić absolutnie nic.

Wymagają czasem umycia, wysuszenia i ułożenia, a cały zestaw doprowadza mnie do szewskiej pasji, bo w moim odczuciu, jest to marnowanie czasu. Pomijam już w ogóle fakt, że najlepiej moje włosy dochodzą do siebie susząc się na wolnym powietrzu, co przy słusznej gęstości i średniej długości zajmuje długie godziny. Oszaleć można jak nic, zdarza mi się tedy sięgnąć po suszarę. Zaś ponieważ opcją zamienną dla moich naturalnych fal są druty uzyskiwane za pomocą prostownicy, włosom należy się ochrona przed przysmażaniem i basta.

Na początku myślałam o termicznych produktach Kerastese, aczkolwiek saldo na rachunku jęczało aż trzeszczy, z powodu ceny zaczęłam szukać informacji o tańszych specyfikach. I tak na jakimś kosmetycznym forum fryzjer (odnosząc się zresztą do Kersatese właśnie) polecił

L'Oreal Professionnel, Expert Liss Ultime 
Reflexium Thermo-smoothing Oil

Ufff, what a name!

Nie przedłużając opowieści wstępnej - olejek kocham, nie chcę więcej bez niego żyć i nawet gdybym odkryła go w minionym styczniu, to nic by go już nie pobiło w kategorii włosowego odkrycia roku 2013.

Sposób użycia i zaobserwowane empirycznie działanie:

Olejku używam na mokre włosy, po czym:

a. zostawiam do schnięcia samoczynnego: włosy są miękkie, sypkie, a naturalne fale ładnie podkręcone.

b. zostawiam do schnięcia samoczynnego i prostuję: jak wyżej, oprócz tego o falach. Mam wrażenie, że prostownica działa sprawniej, tj. lepiej sunie po włosach i szybciej dochodzę do pożądanego efektu.

c. suszę suszarką (stosuję zasadę, że jak suszarka, to nie prostownica. Co za dużo to nie zdrowo :P): suszę włosy do góry nogami i po użyciu olejku widzę, że nadana w ten sposób objętość trzyma się przez ładnych parę dni (!) - i to bez spania na siedząco :D poza tym sprawdza się wszystko, co w punkcie a.

Niezależnie od metody, włosy są nieobciążone, a w połączeniu z szamponem YR mogę nie myć włosów nawet przez kilka dni and still look decent (cecha bardzo pożądana dla młodej matki).

Informacje dodatkowe:

 - olejek ma rzadką konsystencję i jest przezroczysty;

 - opakowanie: szklana butelka z pompką, którą da się zablokować (bo kto lubi, jak mu się niechcący takie tłuste mazidło wyleje do kosmetyczki...);

 - zapach olejku to mistrzostwo świata. Określiłabym go jako zapach salonu fryzjerskiego :) aż szkoda, że nie utrzymuje się na włosach;

 - jest bardzo wydajny (przez ostatnie dwa miesiące zużyłam ok. 1/5, przy czym moje średniej długości włosy pochłaniają na raz dwie pompko-porcje produktu;

 - cena: na Allegro z przesyłką zapłaciłam za niego ok. 38 zł.; oprócz tego szukajcie w salonach, bo to jednak linia profeszonel.

Na wizażu opinie są różne. Ja podpisuję się pod pozytywnymi.
 _____________________________________________________

Promocja promocję pogania. Niedawno miałyśmy szalony rabat w Rossmanie (który wciąż odbija się czkawką w kosmetycznej blogosferze), a tu już nadszedł Czarny Piątek, czyli dzień mega obniżek. Jak wynika z moich obserwacji, bardziej kultywowany jest w sklepach zagranicznych, ale okazji nie brakuje również na rodzimym podwórku. Jeśli więc macie upatrzony jakiś internetowy zakup, polecam właśnie dzisiaj sprawdzić, czy sprzedawca nie wietrzy przypadkiem magazynów :) Ja kliknęłam sobie...   


Miłego piątku!
 
M.

12 komentarzy:

  1. Ok, zapisuję profeszjonala na listę chciejstw przyszłych :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Też się pewnie na niego skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  4. zapisuję i kiedyś na pewno kupię ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo lubię testować olejki do włosów, więc może i ten kiedyś wpadnie w moje ręce. Biorę kartkę, długopis i zapisuję jego nazwę, żeby nie zapomnieć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisać warto, bo nazwa jest masakryczna. Ja o nim myślę "fioletowy olejek L'oreala" :)

      Usuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe