31.10.13

Kontrowersja: NARS x Guy Bourdin / MAC: rehabilitacja

NARS jak NARS - jako słabo dostępny na rodzimym podwórku jest raczej mało popularny w polskiej blogosferze. Nie zmienia to faktu, że jak każda szanująca się marka makijażowa z białym logotypem na czarnym tle ;) wypuszcza kolekcje limitowane. Najnowsza, podzielona na dwie części, wykorzystuje na opakowaniach prace niejakiego Guy'a Bourdin.  







 
Jakoś tak mam, że kolaboracje sygnowane nic mi nie mówiącymi nazwiskami uważam za impuls do poszerzenia horyzontów i poznania promowanych w ten sposób osobowości. Tym razem rzecz jest naprawdę mocna, bo wspomniana kolekcja, z racji wybranego artysty wzbudziła zainteresowanie nie tylko beauty-oriented jednostek (patrz tutaj).

Kim był Guy Bourdin dowiecie się chociażby z Wikipedii, choć wpis ten właściwie nie wyjaśnia, w czym rzecz i skąd protesty. Przejrzałam więc zbiór jego prac dostępny na guybourdin.org Określiłabym je jako surrealistyczne, często mroczne i wywołujące niepokój. Z komentarza na stronie Temptalii wynika, że artysta często wykorzystywał motyw przemocy wobec kobiet. Podobno znany był również z niemal sadystycznych zachowań wobec swoich modelek.  

Czy jednak głosy dopatrujące się w kolekcji makijażu promowania przemocy wobec kobiet  nie są aby przesadzone? Czy może to stanowić wystarczający powód odmowy recenzowania produktów sygnowanych nazwiskiem kontrowersyjnego artysty? I'm wondering... Szczególnie, że prace wybrane na opakowania produktów akurat zaliczyłabym do tych mniej szokujących.

Z kolei sama kolekcja wpadła mi w oko li i jedynie z powodu palety róży pt. Splendor in the grass:

 
Jakiś czas temu postanowiłam sobie nie kupować więcej palet, o których z góry wiadomo, że nie wykorzystam zawartości w przynajmniej 85%. Temu zestawowi róży z rozświetlaczem daję setkę! Choć oprócz wyżej omówionej sprawy na przeszkodzie zakupowi stoi jeszcze konieczność zamówienia jej ze strony NARSa i zapłacenia jakiś koszmarnych pieniędzy za przesyłkę :( Ciągle się zastanawiam, czy warto - możecie pozastanawiać się ze mną, po obejrzeniu swatchy na MBB. Tak czy owak, launch nastąpi w najbliższy piątek, więc mam jeszcze okazję przespać się z tym pomysłem. 

M.

Pe eS. MAC zaczął zwracać kasę, a w ramach przeprosin - za każdy kupiony produkt pobiera jedynie złotówkę! I w ten magiczny sposób najdroższy Paint Pot świata stał się najtańszym produktem MACa jaki kiedykolwiek do mnie trafił :D
Czytaj dalej »

29.10.13

Pastellum: Inglot nr 386

Obiło mi się o uszy, że pastele to jeden z trendów na nadchodzącą jesień. Cóż - u mnie pastele nie przechodzą ani zimą ani latem... w postaci innej niż lakierowa :) 

Pierwsze skrzypce od jakiegoś czasu gra tu zgaszony pastelowy róż chylący się lekko w stronę fioletu, czyli zakupiony jeszcze latem Inglot nr 386, który idealnie komponuje się na przykład z grubym szarym swetrem, czyli moim ciuchowym hitem sezonu ;)  






Poza tym z letniej lakierowej szufladki do zimowej przenoszę chinkowe Fade into Hue i Tart-y for the Party...



Poza tym raczę się ciemnymi fioletami, brązami i różnymi postaciami czerni. W końcu przyzwyczajenie drugą naturą człowieka ;)

Jeśli macie jakieś ulubione lakiery "uniwersalne" (czytaj: dobre tak na lato jak i na zimę), chętnie o tym poczytam :)

M.  
Czytaj dalej »

MACowy falstart

Właśnie otrzymałam zamówienie z internetowego MACa - w zasadzie wszystko byłoby pięknie, gdyby nie dwie rzeczy:

Primo - idiotyczny wymóg, żeby przy składaniu zamówienia podać numer telefonu składający się z 10 - 12 znaków. Konia z rzędem temu, kto ma 10 cyfrowy numer komórki (zero przed numerem nie zdaje egzaminu), a bez poprawnego numeru telefonu nie przejdziemy z koszykiem do kolejnego etapu transakcji. Ostatecznie - przyznaję się bez bicia - wpisałam byle co i poszło. Ale to chyba nie tak powinno działać :P

Secundo jest dużo gorsze. Otóż zamiast 80 zł pobrano ode mnie 80 euro, czyli ponad cztery razy tyle, ile miałam zapłacić. Na infolinii dowiedziałam się, że to ogólny błąd systemu, także jeśli ktoś skusił się na zakupy, polecam sprawdzić bilans konta i pisać reklamację. Pieniądze będą zwracane, choć nie wiadomo kiedy :/

No me gusta, MAC... Nie spodziewałam się takich problemów.

M.


Czytaj dalej »

25.10.13

Smuga światła: MAC Bare Study Paint Pot

Przeglądając asortyment internetowego MACa odbyłam podróż sentymentalną pod hasłem: jakie produkty MAC udało mi się zdobyć do tej pory i jakimi sposobami tego dokonałam ;) Trochę tego się uzbierało (ciekawych moich doświadczeń odsyłam do etykiety MAC), czasem eksperymenty były udane, czasem nie. Natomiast jakim cudem nie popełniłam jeszcze posta o moim absolutnie ulubionym kosmetyku z tej stajni tego nie wiem.   


MAC Paint Pot - jako taki - to cień/baza do powiek w kremie

Bare Study to beżowe złoto, odcień popularnie nazywany szampankiem.


Solo wygląda jak smuga światła...


Jako baza "uperławia" nałożone cienie. Na całą akcję mamy jakieś pół minuty od nałożenia Bare Study, nałożenie cienia z opóźnieniem daje lekko "zważony" efekt.  

Pod matowym rudawym brązem (Propose in Prague, paleta Sleek Vintage Romance)

Pod brązem z drobinkami (Inglot nr 457)


Naocznie: z perłowym jeansem (Romance in Rome, paleta Sleek Vintage Romance)

Mam go niespełna rok, używam często (również jako rozświetlacza łuku brwiowego), a ubytek jest niewielki. Koszt: bardzo-dobrze-wydane-80 zł. Mam nadzieję, że Frozen Violet, który zamówiłam w ramach inauguracji internetowego MACa okaże się równie udanym zakupem :)

Miłego piątku,

M.

Czytaj dalej »

23.10.13

Post partum: cellulit

Czyli Mojito poporodowo - choć pierwszy temat z tej serii być może zainteresuje większe grono odbiorczyń niż tylko byłe, obecne lub przyszłe ciężarówki ;)

Jak każda normalna kobieta, cellulit posiadałam również przed ciążami, jednak wtedy jego znikomy stopień nie spędzał mi snu z powiek. Ot, nieco pomarszczona skóra, w dobrym świetle problemu wcale nie było widać. Dopiero kiedy dopadły mnie ciążohormony (dranie!), rzecz stała się trudna do udźwignięcia i zapragnęłam sobie pomóc. Drastycznie, bo liposukcją. Nie do końca, bo bezinwazyjną.

Jak to wygląda?

Zabiegi, na które chodziłam to fale radiowe + dermomasaż, jednak salony kosmetyczne proponują różne zestawienia antycellulitowych "technologii" (kawitacja, podczerwień, itd.).

Jeśli chodzi o fale radiowe, to jest to przyjemne głaskanie ciepłą głowicą, co sprawiło, że parę razy o mało nie zasnęłam w gabinecie :) Dermomasaż to grubsza sprawa, polegająca na silnym zassaniu skóry i przesuwaniu przyssanej głowicy po ciele. Momentami - tam gdzie skóra jest cieńsza, vide wnętrze ud - bywa boleśnie.


"Ssawka" do dermomasażu w warunkach domowych 
Ile to kosztuje?

Drogo. Pojedynczy zabieg na uda (jeden zabieg to przód lub tył) w "moim" salonie kosztował 270 zł i jest to jedna z tańszych opcji dostępnych w trójmieście. Mniej wychodzi w karnetach obejmujących większą ilość zbiegów, za którą płacimy z góry (ból kieszeni murowany). Generalnie w ogóle nie opłaca się rozważać opcji pojedynczych zabiegów i już mówię, dlaczego. Otóż rezultaty widoczne są dopiero po kilku powtórzeniach, a optymalne odstępy między zabiegami to 7 dni. Ja zauważyłam poprawę po ok. 2 miesiącach (8 zabiegów). Liczyć każdy potrafi, wnioski wyciągać również. Pamiętajcie też, żeby zwracać uwagę na czas zabiegu. U mnie jeden trwał 60 minut; na zabiegi poniżej 40 min. w ogóle szkoda czasu, a i takie zdarzają się w ofertach salonów.

Co do tego?

Na pewno nie frytki :P Konieczne jest:
  • unikanie pro-cellulitowego pożywienia
  • picie min. 2 l wody dziennie - wszystko, co upłynnią fale radiowe musi zostać wypłukane z organizmu, inaczej cała zabawa nie ma sensu. Przyznaję, że piłam i że było to jedno z cięższych wyzwań, jakich podjęłam się w całym moim życiu :P
  • ruch - nie musi to być żaden konkretny trening, po prostu należy ćwiczyć. Przy okazji: nie dajcie się nabrać na antycellulitowe ćwiczenia w fitness klubach. To bujda i chwyt marketingowy, bo ćwiczenia stricte redukujące cellulit po prostu nie istnieją. Ja dwa razy w tygodniu przemierzałam bieżnię w tempie spalającym tłuszcz.
  • nie zaszkodzi dorzucić jakieś antycellulitowe mazidło. Moje ukochane to...
Tołpa, Body Pro Anti Cellulite, Lifting pośladków 

Czy było warto?

Zdecydowanie TAK! U mnie zabiegi spisały się na medal - uda znacznie się wygładziły, skóra napięła, nie mogłam się na siebie napatrzeć :) Niestety, nie dokończyłam kuracji, ponieważ po 2,5 miesiącach doszłam do wniosku, że prawdopodobnie jestem w ciąży, co stanowi absolutne przeciwskazanie do zabiegów. Z tytułu przerwania serii oraz nowej burzy hormonalnej po kolejnych 3 miesiącach koszmar niestety powrócił.

Poza tym należy wspomnieć, że są osoby, u których mizianie falami, ultradźwiękami i innymi bodźcami tego rodzaju nie daje żadnego rezultatu i nie da się "zdalnie" stwierdzić, jak będzie w danym przypadku, niezbędne jest zainwestowanie kasy i sprawdzenie na własnej skórze. 

Kto nie ryzykuje, ten nie wygrywa. Ja do mojego salonu wracam w podskokach jak tylko skończę karmić :) 


Pe eS. Post dedykuję Urban Warrior ;)

Pe eS 2. Kto nie buszował jeszcze w internetowym sklepie MACa, ręka w górę!

M.
Czytaj dalej »

13.10.13

Isabel Marant dla H&M

O tej współpracy słyszałam jeszcze latem i strasznie byłam ciekawa projektów. Sądząc po zdjęciach zapowiada się ciekawie i rzeczywiście mocno w stylu projektantki, której kolekcje zawsze bardzo przypadają mi do gustu. Tutaj szczególnie podobają mi się botki z frędzlami i wyszywany żakiet:




Co jednak natychmiast zabiło mój entuzjazm? 
  • murowane kongo w sklepach w dniu wypuszczenia kolekcji (14 listopada)
  • przypuszczalnie słaba jakość ubrań
  • ceny - niby nie "projektanckie", jednak zbyt mało zbliżone do sieciówkowych i osiągalnych dla przeciętnego zjadacza chleba. Jeśli miałabym do ciuchowej dyspozycji 1200 zł (cena żakietu), to poza dobrej jakości żakietem w podobnym stylu dokupiłabym sobie jeszcze dla niego jakieś fajne towarzystwo w postaci spodni, bluzki i butów
W tej sytuacji poczekam, aż resztki kolekcji zostaną rzucone gawiedzi na pożarcie w postaci wyprzedaży i wtedy zobaczę, czy warto inwestować w "Marant dla ubogich" ;)

Co sądzicie o haemowych współpracach z projektantami?

Miłej (reszty) niedzieli,

M.
Czytaj dalej »

11.10.13

Kolorowe kredki... od Urban Decay

Czyli UD Black Market 24/7 Glide-On Eye Pencil Set...


Bo nie wyobrażam sobie jesiennego makijażu bez kolorowej kreski na linii wodnej ;)


Zaczynając od początku - zestaw jest limitowany, cieplutki, świeżo wyprodukowany przez Urban Decay. Zawiera 6 naocznych ołówków, w teoretycznie "podróżnym rozmiarze" - ale, come on, 8 g to całkiem przyzwoita wielkość kredki. Travel-size'owy to był mój pierwszy, Stash (5 g) nabyty za jakieś śmieszne pieniądze na ebayu, po to, by sprawdzić, czy wszystkie zachwyty nad tymi ołówkami to nie przesada. 


Dalibóg, wcale nie :) Stąd decyzja o zakupie całego zestawu.

24/7 Glide On Eye Pencils są:
  • miękkie
  • trwałe
  • oryginalne pod względem kolorów (patrz moje nieco nieudolne swatche poniżej)
  • warte swojej ceny - i dobrze, że nie kosztują więcej, bo mogłyby, tylko że wtedy chyba trudniej byłoby zdecydować się na zakup
  • nie będę pisać "niedostępne w PL", bo w dobie internetu wszystko da się załatwić. Są więc DOSTĘPNE w hqhair.com (stamtąd zamawiałam ja) i przez ebay. Lub ciotkę w Hameryce.
  • pięknie, porządnie pakowane  - może to akurat nie jest bardzo istotne, ale uderza mnie za każdym razem, kiedy mam do czynienia z jakimkolwiek produktem UD

Ołówki wsadzone są w piankowy bloczek, z kórego trzeba je wyrywać obcęgami - w ostateczności wystarczy pęseta ;) 

Z tyłu opakowania - dobre słowo od producenta
A czarnorynkowe kolory (i przy okazji wspomniany Stash) wyglądają następująco:


  • Stash - zielone stare złoto z dorbinkami
  • Apathy - jaszczurczo połyskujący teal
  • Desperation - matowy greige 
  • West - brąz ze złotymi drobinkami
  • Black Market - perłowa czerń
  • Ink - niebieski z dużą ilością fioletu
  • Riot - fiołek z drobinkami

Jeśli zatem chcecie zainwestować wcale nieprzesadną, choć nieco większą kwotę w naprawdę dobry i wszechstronny zestaw kredek, polecam wziąć pod rozwagę. Można je też kupić na sztuki (mają wtedy 1.2 g) lub w mniejszych setach. Sama rozważam dodanie jeszcze kilku kolorów do mojej małej kolekcji :)

Miłego piątku!

M.
Czytaj dalej »

9.10.13

Halloweeny

Jesień nie dostarcza zbyt wielu pretekstów do świętowania - w zimie mamy Boże Narodzenie, wiosną Wielkanoc, lato (dla mnie) jest jednym wielkim trzymiesięcznym Świętem Słońca :) Wykorzystuję wiec pretekst Amerykanów i próbuję zaimportować do domu choć odrobinę halloweenowej atmosfery. 
Stąd jeden z moich nabytków podczas ostatniego zakupowego weekendu :) 


Uwielbiam takie gadżety :)

M.
Czytaj dalej »

8.10.13

Preview: Holiday Nails

Widziałyście już swatche świątecznych kolekcji "lakierowej trójcy"? 

OPI po raz kolejny sięgnęło po wizerunek Maraji. Tym razem w kolekcji mamy do czynienia z kilkoma odcieniami czerwieni, złotem (w tym złoto posypane pieprzem) i piaskami. Do tego - diamentowe konfetti, półprzezroczysty biały opal i brązowa czerń (patrz niżej). Widać różnorodność i jest z czego wybierać (cała kolekcja liczy aż 18 lakierów!). Propozycje są ciekawe, choć błyszczy się wszystko niemiłosiernie, zapewne w intencji wzbudzenia u paczących świątecznego nastroju. Wszystko razem do obejrzenia tutaj. Mi najbardziej interesujący wydał się Warm me up:


Świąteczna kolekcja China Glaze to Happy HolliGlaze, na którą składa się TYLKO ;) 12 buteleczek, z których połowa to brokaty/brokatowe topy. Wśród nich - mój faworyt, Your Present Required:



Ponadto, w kolekcji znajdziemy biały, opalizujący top - sądząc po swatchach, bardziej przejrzysty niż opikowy. Reszta to folie, które tym razem nie przemówiły do mnie ani trochę, i śnieg, czyli coś zupełnie wyjątkowego - niekoniecznie w pozytywnym sensie ;)
  
Najbardziej stonowana propozycja (brak czerwieni! brak zieleni! brak niebieskiego - no, prawie!) pochodzi od Essie i nazywa się Encrusted Treasures. Wybór ograniczamy do sześciu lakierów, przy czym Essie na jednym kopie postanowiło nadrobić opóźnienie we wszystkich najnowszych trendach - w tej kolekcji znajdziemy wreszcie piórka i piaski by Essie. Tajemnicza piękność, która przykuła moją uwagę to Belugaria (WTF is that, by the way?):


Dobre wrażenie robią też przystawki podane na ciemnej zastawie ;)


Macie swoje świąteczne typy, mademoiselles

M.
Czytaj dalej »

7.10.13

Blog sale vol. 2


ZASADY

1. Kto pierwszy ten lepszy ;)
2. Produkty rezerwujecie mailem (beautybymojito@gmail.com)
3. Po otrzymaniu ode mnie odpowiedzi z potwierdzeniem dostępności zamówionych produktów macie 48h na wpłacenie pieniędzy na podany nr konta. Potem produkt trafia z powrotem na sprzedaż.
4. Wszystkie produkty pochodzą od renomowanych dystrybutorów i są oryginalne.
5. Ewentualne zużycie widoczne jest na zdjęciach i przedstawione w opisie.
6. Do podanej ceny należy doliczyć nie mniej i nie więcej niż 7 zł za przesyłkę. Produkty wysyłam listem poleconym.

Enjoy :)

TWARZ

1. MAC Powder Blush, kol. Taupe Strength (użyty kilka razy) - 80 zł




2. Sleek Blush, kol. Pan Tao (użyty raz) - 15 zł



3. Benefit Powder Pop (paleta róży: Coralista (użyty kilka razy), Dandelion (użyty kilka razy), Dallas (nieużywany), 3x3 g) - 100 zł

4. Benefit POREfessional (baza pod podkład zmniejszająca widoczność porów, duża tuba 44 ml, nowa) - 100 zł



5. Benefit Girl Meets Pearl (rozświetlająca baza pod makijaż, użyta dwa razy) - 80 zł



OCZY

6. Maybelline Color Tatoo, kol. Timeless Black (czerń, nieużywany) i Permanent Taupe (szarobrązowy, użyty raz) - 20 zł / sztuka



7. MAC cienie do powiek  kol. Trax i Sketch + paletka (użyte dwa razy) - 100 zł za komplet



8. MAC Naked Lunch (użyty dwa razy) - 50 zł



9. Isa Dora, Eye Shadow Trio, kol. Purple Vain (nowe) - 30 zł




10. Bourjois, eyeshadow kol. Noir Precieux (użyte raz) - 20 zł



PAZNOKCIE

11. China Glaze, Gossip Over Gimlets (kol. Autumn Nights, użyty raz) - 15 zł


12. OPI, On Her Majesty's Secret Service (kol. SkyFall, użyty raz) - 20 zł - REZERWACJA


13. China Glaze, Mimosas Before Manis (kol. Avant Garden, użyty dwa razy) - 15 zł


14. China Glaze, Galactic Gray (kol. Holoraphic, użyty dwa razy) - 15 zł - REZERWACJA


15. China Glaze, Sunday Funday (kol. Avant Garden, nowy) - 15 zł


16. Essie Leading Lady (miniaturka 5 ml, użyty raz) - 10 zł

Źródło

17. Essie Beyond Cozy (miniaturka 5 ml, użyty raz) - 10 zł

INNE

18. Shu Uemura Eyelash Curler (nowa) - 80 zł



19. MAC Full Lash Curler (zalotka w kolorze czarnym, z kolekcji Carine Roitfeld, nowa, razem z zapasową gumką) - 90 zł



20. The Body Shop, Hemp Hand Oil (olejek do rąk, nowy) - 15 zł 


Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe