11.9.13

Toolbox: moje pędzle MAC

Jako (prawie) totalny amator mejkapowy, nie uznaję za stosowne wydawać mnóstwa kasy na profesjonalne pędzle, z których potencjału i tak nie umiałabym skorzystać. Podobnie mam zresztą z fancy-schmancy aplikacjami w smartfonie - większości nawet nigdy odpaliłam :) W rezultacie moja skromna kolekcja puchaczy pochodzi w 80% z Sephory; pozostałe egzemplarze to pojedyncze Ingloty i Douglasy.

I trzy wspaniałe okazy z MACa :)


Pierwszy, na który się skusiłam to blender do oczu, nr 217...


Jedyne to czego mogłabym się ewentualnie przyczepić, to to, że po kilkunastu myciach (a używam raczej ciemnych cieni do oczu) kremowy łepek złapał na stałe nieco koloru - co jednak nie wpływa na komfort użycia :) Poza tym mycie nie wpłynęło na kształt ani ilość włosów w głowie. Ale co najważniejsze - nr 217 jest najbardziej uniwersalnym pędzlem do oczu jaki mam. Cieniuje, blenduje, pozwala stopniowo nakładać kolejne warstwy cienia... Nie nadaje się chyba tylko do robienia kresek ;) A to wszystko amatorską ręką. Słowo daję, on maluje SAM :D

Zachęcona dobrą jakością i opiniami  w sieci, pół roku temu do samotnego 217 dołączył nr 188, popularnie zwany Małym Skunksem :)


Zasadniczo, jest to pędzel do podkładu w płynie, jednak równie dobrze służy do aplikacji różu i pudru (checked!).  Jeśli chodzi o fluidy, wcześniej używałam flat topa z Sephory, jednak nr 188 bije go na głowę: o niebo lepiej rozprowadza podkład - nie ma mowy o smugach czy "zaciekach". Do tego pozwala znacznie oszczędzić to, czym się akurat mażę - na jedno użycie (ta sama twarz :P) wystarcza zdecydowanie mniej produktu niż wcześniej.  


Ponieważ jednak nie wyobrażam sobie jakoś mazania się tym samym pędzlem nurzanym w podkładzie, następnie w różu i pudrze za jednym zamachem, za pośrednictwem Marti (jeszcze raz bardzo Ci dziękuję :*) zaimportowałam pędzel nr 159, czyli Skunsa do różu - podobnej wielkości co nr 188, jednak o innym, bardziej "różowym" kształcie. Do asortymentu MACa został wprowadzony stosunkowo niedawno, razem z kolekcją Tropical Taboo...


W tym przypadku muszę stwierdzić, że jest to po prostu dobry pędzel - równie dobry, co moje dwa "różowe" pędzle sephorowe. Ponieważ jednak różuję się rzeczami rożnymi (!), posiadanie trzech sztuk narzędzi uważam za bardzo praktyczne rozwiązanie.    


Zdaję sobie oczywiście sprawę, że nie wszystkie pędzle MACa są dobre, jednak trzy powyższe mogę z czystym sumieniem polecić każdemu jako naprawdę dobrą inwestycję w makijażowe narzędzia :)

M.



25 komentarzy:

  1. Ale ten skunksik do podkładu mały ... Nie męczy takie machanie? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby co, jest też duży. Obmacałam oba sumiennie przed zakupem i większy jest moim zdaniem ZBYT wielki. Ten jest w sam raz, maluje się raz dwa, poza tym dociera we wszystkie twarzowe (nosowe) zakamarki :)

      Może faktycznie przydałoby się jakieś perspektywiczne zdjęcie oddające lepiej wielkość, pomyślę nad dodaniem :)

      Usuń
    2. Myślę, że by się przydało :P

      Usuń
  2. przyjemniaste MACzkowe trio :) 217 kocham nad życie! 188 lubię do mocniej napigmentowanych róży (podkłady nakładam Beauty Blenderem), a 159 ostatnio nakładam rozświetlacz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, tego jeszcze ze 159 nie próbowałam :)

      Jeśli masz jeszcze coś fajnego do polecenia z tej kategorii, to chętnie się dowiem.

      Usuń
    2. spróbuj koniecznie :)

      biorę się za serię postów pędzlowych i postaram się przedstawić swoich ulubieńców :) ale jeśli czegoś potrzebujesz wcześniej, to pisz czego / do czego, to dopomogę :)

      Usuń
    3. Potrzebować to nie, bardziej mówmy tu o zachciewajkach, więc chętnie poczytam o pędzlach u Ciebie :)

      Usuń
  3. Marzy mi się ten 217 :)

    OdpowiedzUsuń
  4. chciałabym miec choc jeden :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ostatnio jak zobaczyłam ceny pędzli w jakiejś drogerii to zaczęłam się śmiać, bo w życiu nie dałabym 150 zł na jakikolwiek pędzel ;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to już zależy od indywidualnego podejścia :)

      Usuń
  6. 217 chodzi za mna juz od dawna :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja do podkładu mam Haruko 50s. Parę machnięć i jest podkład. Tym, to bym się zamęczyła ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie nie rozumiem, o co Wam chodzi. Mi aplikacja podkładu 188-ką zajmuje dokładnie tyle, co wcześniej flat topem.

      Usuń
  8. 217-mówisz że maluje sam - chcę :D :D
    a podkładu ni cholerci nie potrafię czym innym jak moje paluchy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczęłam od palców, ale wystarczyło raz użyć pędzla i przepadłam :)

      Usuń
  9. ciekawa jestem czy pędzelek z Maca do eyelinera by się sprawdził? ja używam Hakuro, bo tak wszyscy je zachwalają, ale niestety po 2 miesiącach codziennego użytkowania rozwarstwił się, i nie robi już takiej precyzyjnej linii...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego czasem warto zapłacić trochę więcej za pędzel. A jeśli chodzi o eyeliner, mam nr 15 z Sephory - sprawuje się dobrze, ale uczciwie przyznam, że u mnie kreska na powiece pojawia się rzadko.

      Usuń
  10. Moje ukochane pedzle. Ostatnio mam na nie manie i kupuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie popieram Twoje zdanie :)

      Usuń
  11. super, ja chyba takich pędzli się nigdy nie doczekam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. 217 mam :) lubię, ale powiem szczerze że tańszy odpowiednik z Hakuro też daje radę. Z zamkniętymi oczami ciężko stwierdzić, który jest który-więc muszą być podobne :)

    OdpowiedzUsuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe