29.6.13

Ogłoszenie parafialne

Moje drogie,

z uwagi na opóźnioną dostawę dóbr z Lusha, przedłużam rozdanie do dnia 07.07.

Dużo się u mnie teraz dzieje, ale już jutro wracam z nowym postem. Stay tuned!

M.
Czytaj dalej »

25.6.13

Mojito via Bloglovin'

Stało się. Bloglovin' wylądował na planecie Mojito.


Przymuszona przez okoliczności przyrody, zarejestrowałam bloga na skądinąd znanej Wam platformie. Stały kontakt ze mną - na co oczywiście bardzo liczę - utrzymacie klikając odpowiedni gadżet w bocznym pasku, o tam ---------------------------------------------------------------------------------------->

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą - za kilka dni żegnamy się z Google Readerem, warto więc pomyśleć o alternatywnej formie podglądania się nawzajem. Mi pierwsze kroki bardzo ułatwił tutorial przygotowany Tamit (klik).

Tymczasem idę rozkminiać dalej, jako istota z natury technologicznie nieuzdolniona ;)

Zapraszam do folołowania!

M.
Czytaj dalej »

24.6.13

Hall of Fame: DAX Perfecta Oczyszczanie Peeling Gruboziarnisty z minerałami morskimi i drobinkami orzecha

Znamy się z tym panem od... siedmiu lat. 

Which basically says it all ;)



Mniej więcej siedem lat temu kupiłam go po raz pierwszy w nieistniejącej już Galerii Centrum (pamiętacie?). Nie istnieje już również ówczesna szata graficzna opakowania, która od tego czasu zmieniła się trzy razy. Na szczęście zawartość przez cały ten czas pozostaje rewelacyjna.

W przypadku pielęgnacji ważne dla mnie są przede wszystkim działanie i skład - dokładnie w tej kolejności. W przypadku peelingu zadanie podstawowe to ścierać i oczyszczać. Peelingowi DAXa wystawiam w tym zakresie najwyższą notę. Twarz po użyciu jest czysta i gładka, mimo NAPRAWDĘ grubych drobin nie podrapana (patrz: moje doświadczenia z Dark Angels) - chociaż wrażliwców raczej trzymałabym od niego z daleka. Dodam jeszcze, że cery tłustej ni mieszanej nie posiadam, choć produkt jest niby jej dedykowany, nie widzę w tym wypadku zbytniego sensu takiego adresata (matować peeling i tak nie będzie :P)

Jeśli chodzi o skład, to:
Aqua, Prunus Armeniaca Seed Powder, Juglans Regia Shell Powder, Prunus Amygdalus Dulcis Shell Powder, Glycerin, Glyceryl Stearate, Steareth-25, Ceteth-20, Stearyl Alkohol, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Myristate, Dimethicone, Ammonium Acryloyldimethyltaurate / VP Copolymer, Soya Lecithin, Pantenol, Trilaureth-4-Phosphate, Sorbitol, Propylene Glycol, Citric Acid, Tocopheryl Acetate, Retinyl Palmitate, Ethyl Linoleate, Ethyl Linolenate, Ethyl Oleate, Silk Amino Acid, Pyridoxine, Biotine, Magnesium Ascorbate/PCA, Mel, Sea Salt, Allantoin, Triclosan, Disodium EDTA, Ethylparaben, Methylparaben, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum, CI 42090.

Oko cieszą sproszkowane pestki & skorupki pochodzenia naturalnego :) 

Informacje dodatkowe:

  • Konsystencja jest kremowa, gęsta na tyle, żeby nie spływać z buzi, jednocześnie peeling z łatwością daje się do ostatnich resztek wycisnąć z elastycznej tubki.

  • Zapach! Naprawdę ładny i świeży, co w przypadku produktu bywającego regularnie w okolicy nosa jest koniecznością.
  • Przy użyciu 1-2 razy w tygodniu peeling starcza na ładnych parę miesięcy.
  • Dostępny właściwie wszędzie.
  • Za 60 ml peelingu płacimy ok. 11 zł, a w mojitowym rozdaniu możecie go wygrać za darmo :)

Zachęconych zapraszam do testów, naprawdę warto!

M.
Czytaj dalej »

21.6.13

Lil (Miss) Ukita

Panie i... Panie, przedstawiam Wam pannę Lil Ukitę :)


Modą i trendami interesuję się na tyle, żeby umieć rozpoznać najbardziej "klasyczne" modele popularnych torebek i czasami powzdychać sobie do ich zdjęć :) Kwestia pozwalania sobie na zakup takiej Balenciagi Motorcycle Bag za kilka tysięcy ojro jest tematem, który można ciągnąć w nieskończoność - powiem, tylko że mam mentalną barierę przed wydaniem takiej sumy na - bądź co bądź - akcesorium. 

Ale Lil Ukita z linii Marc by Marc Jacobs była moją miłością od pierwszego ujrzenia w sklepach online (a później na żywo), w dodatku jak najbardziej osiągalną cenowo :D Miłość została dopełniona w ramach urodzinowego prezentu, i po miesiącu noszenia mogę Wam co nieco o niej opowiedzieć.

Jest to świetna torebka na codzień - zdumiewająco pojemna (nie ma wymiarow A4, jednak spokojnie ładuję do niej kalendarz, Kindle'a, kosmetyczkę, portfel z gatunku dużych, smartfona, chusteczki.... i jeszcze mnóstwo innych kobiecych pierdamonków), przy torebka zachowuje przyzwoity kształt i łyka wszystko, niczym worek świętego Mikołaja :D

W środku kieszonka za zasuwak oraz dwie materiałowe, wszyte w podszewkę:


Dbałość o szczegóły jest powalająca. Wykonanie również.




Dla mnie to ideał - nie za duża, nie za mała, na ramię i do ręki, do szpilek, koturn i balerin. Kocham uniwersalne dodatki :)


Moja Ukita jest w kolorze Cinnamon Stick. A w kolekcji jesiennej pojawia się w atramentowej odsłonie ze srebrnymi wykończeniami:


I want.
Can you blame me? ;)

____________________

Jeszcze dwa słowa o nowym asortymencie Sephory. Zainteresowały mnie róż w żelu od EL oraz polecany swego czasu przez Juicy Beige spray do włosów Bumble and Bumble. Znacie? Do share!



Miłego weekendu,

M.


Czytaj dalej »

18.6.13

Go Ginza!

Ginza zaczepiła mnie w Super Pharm.


"Ej ty! Tak, ty właśnie! Popatrz na mnie! Wiem, co myślisz - że do siebie nie pasujemy, ale jeśli mnie stąd zabierzesz przekonasz się, że jest zupełnie inaczej..."

Zaintrygowana, uległam. Zgarnęłam Ginzę i razem wsiadłyśmy do mojego czarnego kabrioleta*. 

"Co teraz?" zapytałam.

"Teraz zdradzę Ci sekret. Tak naprawdę nie jestem bladym różem, tylko różową bielą.  A to znacząca różnica. Ale na co właściwie czekasz? Jedźmy!"

"Dokąd każesz..."

"Zabieram Cię do słonecznej Kalifornii*, do mekki opalonych ciał, skąpych bikini, lodów we wszystkich kolorach pasteli..."

And so we went.



Po bliższym poznaniu mogę powiedzieć, że Ginza jest pięknym i niezwykłym kremem

Jest łatwa ;) i mam tu na myśli obsługę (szeroki pędzelek ułatwia dokładną aplikację, co jest kluczową sprawą przy tak kryjących lakierach). 

Jako istota nieco rozwiązła, Ginza bezecnie chciała pozować bez topu (nie mogłam jej jednak na to pozwolić - nie jest tak doskonała, jak jej się wydaje). W odzieniu wierzchnim mogę spokojnie wpuścić ją na salony :)




Myślę jeszcze o odzianiu jej w matowy szyfon... ale to już przy innej okazji.
______________

Biel na paznokciach chodziła mi po głowie już od jakiegoś czasu. Widziałam taki mani u Edyty Górniak podczas finału X Factor. W nowym InStyle poświęcili mu rozkładówkę ;)


A Ginza jest dla mnie jego bardziej wyrafinowaną wersją.

M.

*Pewne szczegóły zrzucamy na karb dzikiej fantazji autorki, czytaj: zostały wymyślone na potrzeby scenariusza ;)
Czytaj dalej »

16.6.13

New in + nius

Czyli mojitowe poprawiacze nastroju :)

Clinique Chubby Sticks do oczu - nie mogłam się doczekać, jak tyko dowiedziałam się o releasie, w końcu dotarły i do nas :D


Letnie zapachy - limitowana Escada i Biotherm, który kupuję już trzeci raz z rzędu


 Masełka Revlon Colorburst - nowe (no, powiedzmy) odcienie: Pink Lemonade & Juicy Papaya


Odkrycie tygodnia: ziajkowa seria dla mam - powoli odliczam dni do rozwiązania i jestem już w blokach startowych jeśli chodzi o powrót do przedporodowej formy :D


Essie Go ginza - kremowy pastelowy róż (a dopiero co nagadałam Marti, że takie kolory są dla mnie w ogóle niedopuszczalne :P)


Mam i ja: Diorkowy Rosy Glow, o którym wiecie już (prawie) wszystko i zestawik EL...



...w którym znajdziecie miniaturkę maskary Sumptuous i dwa (podwójne) zestawy maseczki pod oczy w płatkach. Do nabycia w Douglasie za 39 zet:


Last but not least - dawno chciane panterkowe szpilki (tylko na specjalne okazje):



Eh, lubię takie posty prawie tak bardzo jak nie przepadam za denkowymi :)

Pe eS. Pamiętacie zestawy cieni i produktów (klik, klik) Benefitu, o których pisałam pod koniec ubiegłego roku? Wygląda na to, że jednak dotrą do PL, jeszcze tylko chwila cierpliwości. Jeśli Wam jej brak, wszystkie te dobroci można już zamówić na Asos :D

M.
Czytaj dalej »

15.6.13

Na tropie bubla: DAX Perfecta SPA Solny peeling do ciała

Sweet Lord, ileż czasu zabierałam się do tego posta :) Czas jednak przepędzić złe duchy i odetchnąć pełną piersią po wywaleniu wspomnianego produktu do śmieci.

Kupiony bo lubię peelingi i lubię promocje. Peeling solny DAX wpadł mi do koszyka za niecałe 15 złotych, a i tak uważam, że duuużo przepłaciłam.


Rzadko chyba zdarza się bubel, który NAPRAWDĘ nie ma żadnych zalet. Można więc powiedzieć, że ten peeling to biały kruk wśród bubli :P

Na dobry początek obietnice, czyli słowa na wiatr:



Co zatem mam mu do zarzucenia?

- ohydny, kwaśny, chemiczny zapach. Hasło "zielona herbata" przemawia do mnie w każdej postaci, znam więc dziesiątki kosmetyczno-perfumiarskich wersji tego zapachu. Ten jest absolutnie najgorszy ze wszystkich. Nie do powąchania przed zakupem, bowiem peelingi zaklajstrowane są pazłotkiem (co nota bene uważam za bardzo sprytny zabieg ze strony producenta). Jako istota wrażliwa olfaktorycznie, nie dałam rady zdzierżyć na ciele, nie dotrwałam też do końca stosując go wyłącznie na nogi przed goleniem.

- ohydna, glutowata konsystencja. Ciężko ją określić, to taka galaretowata gliceryna, w której nurzają się małe zielone kuleczki. 



- ohydne zielone kuleczki, które wcale nie służą do ścierania, tylko zwyczajnie rozmazują się po ciele. I tu chyba dochodzimy w ogóle do sedna sprawy, bo jeśli kosmetyk działa, jestem w stanie wiele mu wybaczyć. Jednak używanie peelingu DAX przypomina mazanie się gliceryną właśnie. Z peelingowaniem nie ma to nic wspólnego...

- ohydne (no dobra, może tu już przesadzam) pudełko - niby poręczny "słoik", jednak wykonany z tandetnego plastiku z ostrą krawędzią. 

- skład jak skład, ale zasadniczo z tych mało szałowych...


Ja podziękuję serdecznie. I równie serdecznie odradzam potencjalnym nabywcom.

Miłego weekendu życzy Wam

M.

Pe eS. Przypominam o rozdaniu, w którym do wygrania jest zupełnie inny i dla odmiany obłędnie wspaniały peeling DAX :)
Czytaj dalej »

11.6.13

Teal & Fairy Dust / Inglot 687

Internet ogłupia, na wiele sposobób. Na przykład, nie pamiętam, kiedy ostatnio kupiłam lakier do paznokci stacjonarnie. Może stąd szybka, impulsywna wręcz decyzja o zakupie Inglotowego 687 z "oddychającej" linii. 




Moje zainteresowanie podkręcił fakt, że rzadko trafiam na te lakiery w blogosferze. 

Właściwie to chyba nigdy żadnego nie widziałam :)

Za to teraz wiem chyba, dlaczego.





Kolor jest cudny, ostatecznie to on sprowokował mnie do zakupu. Jest to coś, czemu w butelce nalepiłabym etykietkę "Teal" (chociaż zawsze zastanawiam się jaki to właściwie kolor :P). Pełne słońce budzi w nim mocną akwamarynę, jego brak zasnuwa zielenią. 





Na domiar wszystkiego, tu i ówdzie dodałam nieco wróżkowego pyłu...


Mocny, letni kolor. Do pasków, kolorów i monochromów. 

Kocham, nienawidząc. Aplikacja to, mówiąc krótko, porażka. Może nie totalna, ale 687 ma odrobinę zbyt gęstą konsystencję, przez co ciężko wyczuć odpowiednią ilość lakieru na pędzelku. Lubi przybąblować i wyciągnąć na wierzch wszystkie niedoskonałości płytki. Nie nadrabia bynajmniej oszałamiającym tempem wysychania. Właściwie ratuje go tylko porządny top. Ale dobre i to, bo - jak już mówiłam - kolor jest obłędny i chcę go nosić tak często jak się da :)

Nie wiem też do końca, na czym polega jego oddychalność. Chyba na tym, że trzeba głęboko oddychać podczas nakładania, coby nie trafił człowieka szlag ;)


Osoby, które zetknęły się z lakierami O2M w innych kolorach proszone są o kontakt poniżej ;)

M. 

Czytaj dalej »

7.6.13

Mojito rozdaje

Pralka naprawiona, fryzjer umówiony, kawa i truskawki w zasięgu ręki. Co to ja jeszcze miałam...

A no tak.

Rozdanie :D

Z okazji tego, że dawno nie było oraz bo gronko liczy już prawie 100 osób, a mi nie chce się już dłużej czekać, ;) postanowiłam obdarować Was kosmetykami, którym sama jestem wierna od dłuższego czasu. O niektórych już pisałam, inne wciąż czekają na swoją kolej (i, nie oszukujmy się, na zdjęcia :P). A są to:


  • masełko do ust Nivea wersja Wanilia/Macadamia (o wersji Shea tutaj),
  • peeling gruboziarnisty DAX Perfecta Oczyszczanie,
  • odżywka do włosów Aussie 3 Minute Miracle (klik), 
  • krem pod oczy Clinique All About Eyes 5ml,
  • lakiery Golden Rose Rich Color nr 42 i 06 (o nr 42 tutaj),
  • top Golden Rose Care + Strong nr 162 (o kolorowym lakierze z tej serii tutaj), 
  • rozświetlacz w kredce Catrice Made to Stay, 
  • maseczka rozgrzewająca Garnier Skin Naturals (klik),  
  • próbki Lush Angels on Bare Skin (klik) i Handy Gurugu (klik) (torebka na zdjęciu służy jedynie celom poglądowym ;)



ZASADY UDZIAŁU / REGULAMIN:


1. Do udziału w konkursie zapraszam wszystkich publicznych obserwatorów mojego bloga, którzy dodadzą beauty by Mojito do swojego blogrolla (1 pkt).


2. Dodatkowe punkty można uzyskać przez: 
wstawienie poniższego baneru z linkiem do niniejszego posta na czas trwania konkursu (2 pkt)



opublikowanie na swoim blogu informacji o konkursie (w formie osobnego postu lub uzupełnienia własnego) razem z podlinkowanym banerem (1 pkt).

3. Zgłoszenia przyjmuję do 28 czerwca 2013 r., godz. 24.00. Wyniki zostaną ogłoszone w dniu 29 czerwca 2013 r. za pośrednictwem bloga. Nagroda zostanie przesłana pocztą.

4. Z udziału w konkursie wykluczam blogi prowadzone tylko na potrzeby uczestnictwa w rozdaniach.

5. Aby łatwiej ogarnąć temat, poproszę zainteresowanych o wypełnienie poniższej formatki w komentarzu pod niniejszym postem:

Obserwuję jako:

email:
Baner: TAK (link)/NIE
Notka: TAK (link)/NIE

6. Konkurs jest organizowany przez autora bloga rumsugarlimemint.blogspot.com, który jest jednocześnie sponsorem nagród.  

7. Zgłoszenie do konkursu jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na przetwarzanie swoich danych osobowych zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych (Dz.U. Nr 133, poz. 883).

8. Konkurs nie podlega przepisom ustawy o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 r. Nr 4, poz. 27 z późn. zm.).

Mam nadzieję, że czujecie się skuszone :)

Czekając na odzew pozdrawiam ciepło,

M.

UWAGA! Z uwagi na opóźnioną dostawę z Lusha, rozdanie zostaje przedłużone do dnia 07.07. 

Zapraszam wszystkich spóźnialskich :)

KONKURS ZAKOŃCZONY
Czytaj dalej »

4.6.13

Cotton Candy Sugar Pearls

Bulionowe szaleństwo dopadło mnie  przypadkiem, podczas ostatniej wizyty w Naturze. W rezultacie kuleczki (pardon, sugar pearls) z kolekcji Catrice Candy Shock w kolorze Cotton Candy wylądowały na awangardowym fiolecie Tart-y For the Party. Lepiej prezentowały się przed pokryciem topem, który mocno zmatowił perłowy błysk kawiorku, chciałam jednak, by mani przetrwał chociaż jeden dzień w miarę nienaruszony. 
 



Obgryzki na zakrętce to pamiątka po próbach otwarcia buteleczki przed pierwszym użyciem :P
Za swoje kuleczki zapłaciłam kilka złotych, i jak na tak niewielką inwestycję efekt jest bardzo ciekawy. Nie byłabym w stanie wydać 79 zł na zestaw z Ciate, chociaż rozwiązanie z tacką i lejkiem do zbierania bulionu pozostałego po użyciu doceniłam po wykonaniu mani, kiedy to kulki dostały mi się dosłownie WSZĘDZIE  :-O i nijak nie chciały się dać zapędzić z powrotem do buteleczki (w związku z czym wylądowały w opakowaniu zastępczym).



Co powiecie na perłowy kawior?

M.
Czytaj dalej »

Pocztówki z Goteborga

Czyli miniony tydzień w widoczkach...

Nigdzie jeszcze nie widziałam tyle odmian (i takiej ilości) tulipanów, co w "miejskiej przestrzeni" Goteborga


Park rozrywki Liseberg


Kategoria: poranny bałagan

Kategoria: Czas wolny


Kategoria: Suweniry. Po wielu sezonach poszukiwań kupiłam wymarzone rzymianes!

Kategoria: Plac zabaw. Szwedzkie nie mają sobie równych.

A ja rosnę i rosnę...

Kategoria: Wiadomo ;)
Haga Nygata, czyli chyba najbardziej malownicza uliczka w mieście, pełna niskich kamieniczek, maleńkich sklepików, kawiarni i knajpek

 



Kategoria: Konsumpcyjne odkrycie mojego pobytu - zimna latte na chudym mleku (46 kcal/100ml!)

Jedzie pociąg...
Praktycznie cały tydzień spędziliśmy z Młodym na świeżym powietrzu, przy temperaturze plus 20st. Przywiozłam sobie piękną opaleniznę (i, a jakże, nowy MACowy pędzel). Po więcej wracam już za miesiąc :)

M.  
Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe