9.4.13

Na rozgrzewkę

Choć właściwie rzutem na taśmę, bo to co widać na zdjęciach, to m. in. najprawdziwsze wiosenne słońce, sugerujące nieśmiało, że niedługo rozgrzewka nie będzie już nikomu potrzebna :D Natomiast zasadniczo chciałam pokazać Wam moje ulubione maski rozgrzewające:


 Generalnie przeznaczone są raczej do cer tłustych i problemowych - nie posiadając takiej nie stwierdzę, czy stanowią remedium na wszelkie twarzowe kłopoty, za to jedno jest pewne: dla mnie nie ma przyjemniejszego i bardziej dogłębnego oczyszczenia twarzy niż rozgrzewająca glinka :)

1. Maseczka Rozgrzewająca Czysta Skóra, Garnier



Absolutny numer 1: czyści, zwęża pory, usuwa czarne kropki (bleeee). Ma fenomenalny, jaskrawoniebieski kolor, a więc jej użycie zawsze wywołuje zachwycone okrzyki mojego dwuletniego potomka :) Rozgrzewa bardzo mocno, po zmyciu mam lekko zaczerwienioną buzię, natomiast nie ma żadnych nieprzyjemnych odczuć z tego tytułu. Na zdjęciach nowe, zapasowe opakowanie - są to dwie (bardzo obfite) porcje maseczki, za które trzeba zapłacić ok. 7-8 zł. Dla mnie do przyjęcia. 

Ingrediencje:


2. Warming Mineral Mask, TBS


Mój pierwszy rozgrzewacz z TBS. Zachęciła mnie głównie forma tuby, w której maseczka Garniera niestety nie występuje (i to jest jedyny zarzut, jaki mogę wysunąć w jej kierunku). Tutaj za 49 zł dostajemy 100 ml rozgrzewającej białej maseczki - nakładamy tyle ile uważamy za stosowne, a resztę odstawiamy na później. Proste. 
Ingrediencje: 


Maska ma dużo gęstszą konstystencję niż mazidło Garniera. Jest wręcz lepka i ciągnąca się, za czym nie przepadam. As a matter of fact, jest tak gęsta, że ciężko ją wycisnąć z tubki, co również wkurza. Jeśli chodzi o działanie, występuje ;) jest jednak dużo słabsze niż Garniera. Do zużycia, jednak nie koniecznie do ponownego zakupu, albowiem niedawno odkryłam...

3. Seaweed Ionic Clay Mask, TBS



Maseczki "saszetkowe" są w TBS nowością - oprócz Wodorostowej można wypróbować również Herbacianą, Witaminową E i C :P Koszt: 7,90 zł / 6 ml (maseczki są jednoużyciowe).

W zasadzie nikt nigdzie nie obiecuje, że maseczka Wodorostowa rozgrzewa, jest to jednak niezaprzeczalny fakt. W dodatku mocno i szybko zasycha na buzi (potomek zaniechuje okrzyków, jednak patrzy podejrzliwie). Moim zdaniem jest najbardziej "agresywna" - po zmyciu buzia jest mocno zaróżowiona, i - uwaga - bardzo wrażliwa na dotyk; ręcznik, którym chciałam osuszyć twarz po zmyciu maski zwyczajnie  "bolał mnie w twarz". Niezaprzeczalnie jednak - działa jak szatan. Co najlepsze, jest również dostępna w dużym opakowaniu (plastikowy słoik, odpada więc ewentualny problemy mozolnego wyciskania z tuby).  

Definitely on my shoppping list.

Ingrediencje:


Znacie/używacie/lubicie rozgrzewacze? Jeśli ktoś ma coś do zaproponowania w tym temacie, chętnie posłucham :)

Pe eS. Dzisiaj słucham:

My choice of music makes me think: "God, I'm old..."  ;)


M. 

4 komentarze:

  1. Z miła chęcią przetestowała bym garniera.

    OdpowiedzUsuń
  2. garniera znam, chętnie wracam, z tbsu miałam maskę z herbaty, syf nad syfy, zerowe działanie a wszystko ubabrane. Moim hitem jest sanctuary, 5minutes detox mask, grzeje jak... ale by Ci nie spasowała bo gęsta i lepka :P:P ale ale, działanie magia, a jak dodasz trochę spiruliny to skóra nowo narodzona. Mój hit absolutny. Tubkę 100ml męczę ;) od marca 2012 i ciągle jest :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Mam maskę algową z TBS i uwielbiam ją:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc, to pierwsze słyszę o maseczkach rozgrzewających O_O
    Miałam kiedyś balsam do ciała z takim efektem i nie bardzo mi się podobał...

    OdpowiedzUsuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe