22.4.13

Chiński Smok

Wiem, że obiecałam, ale nie jestem w stanie - lakiery holograficzne z przedostatniej (tj. przed-teksturowej) kolekcji China Glaze jednocześnie przerosły moje umiejętności w zakresie fotografii jak i kompletnie nie doskoczyły do moich oczekiwań. Nie byłam w stanie wytrzymać w żadnym nawet jednego dnia... Ale o tym opowiem niebawem, niech no tylko trochę opadną emocje.

Tymczasem przesiadłam się na kolejny, przedostatni już w moim zbiorku lakier z kolekcji Avant Garden - czyli paleta Brights i Snap My Dragon (nie wiem więc do końca, smok, czy może lew*?)- piękna, żywa czerwień z delikatnym perłowym shimmerem :P, który daje "to coś", co nazwałabym lekką, niedopowiedzianą perełką.

Ogólnie czerwień na moich paznokciach to rzadki motyw - pojawia się tylko wtedy, gdy mam bardzo dobry humor, poziom pewności siebie osiąga zenitu i ogólnie czuję potrzebę zamanifestowania własnej osoby światu. Czerwone paznokcie uważam za szalenie przyciągające uwagę, zdecydowanie nie jest to wybór na "dni szarego dresu" (bo i takie miewam, jak pewnie każda kobita).

Z tego względu jedyną lakierową czerwienią w moim posiadaniu była do tej pory Inglotowa 945-tka, czyli ciepły, karminowy krem. Od chińskiego smoka w butelce nie różni się PRAWIE wcale...

China Glaze Snap My Dragon / Inglot nr 945
Jak jednak wiemy, prawie robi różnicę :)

Wspomniany shimmer ożywia paznokcie, sprawia, że kolor skręca mocniej w róż, w pełnym świetle jest jakby... radośniejszy? Można tak w ogóle powiedzieć o lakierze?  

W świetle słonecznym: od lewej 2x945 / 2xSnap My Dragon

Od lewej: 2x 945 / 2x Snap My Dragon

Od lewej: 2x Snap My Dragon / 2x 945
Snap My Dragon obwołuję niniejszym moją czerwienią na wiosnę (lato?), jednocześnie pozostawiając 945 na spokojniejszy sezon jesienno-zimowy. Nie ma co rozwodzić się nad aplikacją, czy innymi cechami - wszystko jest bezbłędne. Zdecydowanie polecam. 
Pit crew :)
Lubicie/nosicie czerwone szponki?

Baci,

M.

Pe eS. Po ostatnim pobycie Małża w Szwecji stałam się bogatsza o nowy, fantastyczny produkt Lusha. Nie ma siły, żebym o nim nie opowiedziała, na dodatek będzie mała niespodzianka... Ogólnie zapowiada się fajny tydzień, niech no tylko dalej świeci słońce :) 

*Dla mniej wtajemniczonych - Snapdragon to po polsku... lwia paszcza :D

M.

7 komentarzy:

  1. wow ten Inglot będzie mój!!! sasasasa:D

    OdpowiedzUsuń
  2. oba cudne! choć Inglocik cudniejszy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ouuu, takie mi humor poprawiają.

    OdpowiedzUsuń
  4. Są bardzo podobne, jednak Inglot jest bardziej "rasowy":)

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście różnica jest bardzo delikatna :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam lakier podobny do ChG, tyle, że z OPI. Czerwone paznokcie lubię bardzo :)

    OdpowiedzUsuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe