14.2.13

Read-only post na Walentynki

Dzisiaj Walentynki i uznałam to za dobrą okazję, żeby pomachać do Was łapką i podzielić się niusami :) 

Dużo się ostatnio dzieje - począwszy od KOSZMARNEGO przeziębienia, które trwało bez mała dwa tygodnie (pierwszy przeleżałam bez ruchu w łóżku) do nawału spraw zawodowo-życiowych. Te z Was, które mają dzieci wiedzą, jakim koszmarem jest przeziębienie w ciąży - głównie z uwagi na to, że wszelkie zazwyczaj stosowane lekarstwa są zwyczajnie niedozwolone. A u mnie (u nas) rozpoczął się właśnie 3 miesiąc - czym dzielę się z Wami niniejszym :D

W związku z tym wszystkim, najpierw na blogowanie nie miałam siły, potem czasu, następnie ogarnął mnie stupor i przyszła myśl, żeby w ogóle porzucić pisanie i skasować imprezę (a myślałam, że takie coś przydarza się tylko bardzo poczytnym i zaawansowanym bloggerkom!). 

Było, minęło. A właściwie powoli mija. Z okazji Walentynek machnęłam sobie prezent w postaci połowy nowej kolekcji Chinek i już wiem, że po prostu będę musiała to Wam pokazać, nie mówiąc już o stosie zużytych produktów, które też miały poddać się surowej krytyce Mojito :)

A zatem: stay tuned & share the love,

M.

 

Czytaj dalej »

1.2.13

Pierwsza jaskółka

W 3 mieście wczoraj powiało wiosną. I to jak - świszczało, wyło, wyrywało drzwi z auta i prawie zwaliło mnie z nóg, kiedy tylko odważyłam się wyjść z domu.

Dzisiaj wiosną pokapuje...

Jestem jednak w stanie znieść te przejściowe niedogodności bo mam już serdecznie dość zimna, ciemności i braku świeżych warzyw. Ostatni zimowy miesiąc postanowiłam poświęcić na radykalne przygotowania do wiosny. W zakresie makijażu oznacza to uruchomienie kolorowej (w granicach nudziakowolubnej tolerancji) szminki pod tytułem Bombshell:




Na drugą MACową szminkę miałam ochotę od czasu "niewypału" z kolekcji Carine Roitfeld. Niestety, wobec Bombshell, pomimo jej innego - frostowego - wykończenia podnoszę dwa te same zarzuty, co w przypadku Tropical Mist:

- wysusza usta... w obecnej porze roku to niewybaczalne faux pas, może łatwiej mi będzie to znosić wiosną

- jest strasznie nietrwała. Nie używam do ust żadnych fixatorów, bo malowanie ust ma być dla mnie łatwe, szybkie i przyjemne.

Co jest fajne?

Kolor - frostowy roż - barwi, ale nie wali po oczach. Wolę podkreślać oczy niż usta, bardzo intensywne kolory to nie moja bajka.

Słocz


Naustnie
Opakowanie :) Pod tym względem maczkowe szminki są absolutnie fantastyczne - klasyczne, małe, ale jednocześnie bardzo poręczne i trwałe. Rym wyszedł przypadkiem ;)

Mam ochotę wypróbować jeszcze coś z cremesheen, bo chodzą słuchy, że te szminki są lepsze pod względem nawilżania. Żeby się nie rozczarować, chyba uzbieram w tym celu opakowania i wykonam back 2 mac.

Tymczasem względem MACowych szminek pozostaję mocno zmieszana i chyba raczej na nie. 

Ściski,

M.
Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe