31.1.13

Strawberry Orgasm!

Jeśli nie macie pomysłu na wydatkowanie grosiwa, polecam zajrzeć na Truskawkę. Ja zajrzałam i zaspane oczy otworzyły mi się szerOkO...

Po pierwsze na widok Narsowego zestawu do makijażu Orgasm Lust Lip & Cheek Set - w cenie 124.65 PLN* nabywamy powszechnie znaną i lubianą paletkę Orgasm/Laguna i błyszczyk w kol. Orgasm.

Orgazm na orgaźmie laguną pogania, nawet jeśli tylko w wersji mini:
Źródło: strawberrynet.com
Po drugie, szerokie oko zrobiło się jeszcze szersze ujrzawszy Benefitowy Powder Pop! Travel Set, czyli 3x3 g Dandeliona, Coralisty i Dallas (czyli wszystkiego, na co miałam ochotę z Benefitowej półki pudrowej) za marne i godne pożałowania 106.65 PLN*...

Źródło
Cóż, oczy mi wypadły po prostu.

Każdy wie, że Truskawa to dobre miejsce do łapania kosmetycznych okazji, ale tak udane polowanie nie trafiło mi się już dawno, szczególnie, że ze zniżką dla stałego klienta za swoje zakupy zapłaciłam jeszcze mniej :D

Czujecie się zwiedzione na pokuszenie???

M.

*Obecnie trwa promocja na zestawy -10% od ceny podanej na stronie sklepu.
Czytaj dalej »

24.1.13

MACowo - olejkowo

Wciąż zastanawiam się, czy zostać MAComianiaczką. Testy i próby nie zostały jeszcze zakończone, nie jestem więc w stanie definitywnie wypowiedzieć się w tej kwestii - zostało jeszcze kilka produktów, na które ostrzę sobie zęby i bez których moja opinia nie będzie kompletna.

Póki co, odniosę się do dawno przeterminowanej zapowiedzi z września anno domini ubiegłego, umieszczonej w recenzji MACowego olejku do demakijażu. Mianowicie, po zużyciu malucha Cleanse Off Oil w wersji bejzik zakupiłam pełnowymiarową wersję zieloną, czyli  Cleanse Off Oil / Tranquil:




 Analiza komparatystyczna:

  • Nie dajcie się zwieść pozorom - oba olejki są bezbarwne, kolor to wynik zabarwienia butli. Oba mają też identyczną konsystencję olejku (che sorpresa ;) zamieniającego się w piankową emulsję po dodaniu wody
  • Oba mają takie same opompkowane opakowania i cenę - ostatnio było to 110 zł / 150 ml
  • Oba (przyznaję z bólem) nie grzeszą wydajnością. Nie chcę przez to powiedzieć, że 150 ml znika w tydzień. Ale w miesiąc da się sprawę załatwić na czysto...
  • ...czysto jest bowiem w obu przypadkach. Olejki genialnie usuwają makijaż bez zbędnego maltretowania twarzy. Skorzystać mogą również oczy, ale jako osoba wyznająca odrębne preparaty do demakijażu naocznego, nie przywiązuję do tego zbyt wielkiej wagi.  
  • Przejdźmy natenczas do oboczności w składzie (bez zbędnych chemicznych szczegółów :P):
Olejek biały: olejki z oliwek, wiesiołka i żożoby :D 

Olejek zielony: ekstrakty z trawy morskiej, liści brzoskwini, rumianku, olejki z pestek winogron, liści drzewa oliwnego, słonecznika i lawendy, z dodatkiem cytrusowych zapachów.

  • Zapachy, infatti, występują - o ile wersja biała jest dla mnie zupełnie bezzapachowa, w zielonej pierwsze co rzuciło mi się w nozdrza to rumianek. Cytrusa nie wyniuchałam, ale pewnie też gdzieś tam jest. Mi rumianek nie przeszkadza, ale jest to rzecz gustu.
  • Nazwa. Rzecz istotna, nie tylko z marketingowego punktu widzenia. Tranquil to spokój. Wyobrażam sobie więc, że zielony olejek jest bardziej delikatny, taka wersja dla wrażliwców. Którym nie jestem, ale czasem sięgam po kosmetyki z "wrażliwej" półki, ponieważ wychodzę z założenia, że jak coś jest delikatniejsze, to krzywdy mojej normalnej cerze nie zrobi.
I tu nastąpiło moje największe zaskoczenie. Zielony olejek ściąga twarz. Lekko, niemal niezauważalnie, ale jednak. A właśnie tym najbardziej urzekł mnie olejek biały - przy braku czasu/chęci/sił po wieczornym demakijażu szłam sobie spokojnie do łóżka bez nakładania kremu (shame on me! ale jednak...) i bez ściągniętego lica. Jest to cecha, której zielonemu olejkowi wybaczyć osobiście nie mogę, ale która skłania do refleksji, że być może ta wersja lepiej sprawdziłaby się na cerze mieszanej/tłustej, której względne "podsuszenie" zrobi dobrze. 



Generalnie: nadal bardzo gorąco zachęcam do wypróbowania. Wersji dopasowanej do Waszych indywidualnych potrzeb - w moim przypadku będzie to wersja biała.

Baci,

M.

Pe eS. Widziałyście już nową komiksową kolekcję MACa inspirowaną Archie's Girls? Jeśli nie, tutaj możecie obejrzeć masę zdjęć, słoczy i makijaży. You like?
Czytaj dalej »

16.1.13

Mojito ma fazę: Prolog

Pewnego jesiennego wieczoru Mojito zużyła ostatni ostatek swojej ulubionej dwufazówki do demakijażu oczu. Był to słynny bławatkowy produkt Yves Rocher.

No big deal - wzruszyła ramionami Mojito grzebiąc w koszyczku z kosmetykowymi zapasami - Mam tu gdzieś następną butlę... 

Niestety, nadzieja okazała się złudna, co jednak miało swoje dobre strony, ponieważ skłoniło do refleksji...

Pur Bleuet (nazwa oficjalna) używam już tak długo, że nawet nie patrzę w stronę innych dwufazówek. Uważam, że jest bardzo dobry i wydajny. Cena przystępna (27 zł / 125 ml). Skład* wydaje się być do przełknięcia. 

I jest to jedyny produkt, jaki kupuję w YR. A nie mam wcale specjalnie po drodze, i szczerze mówiąc, jest to nieco upierdliwe. 

Pomyślałam zatem, że warto może poszukać alternatyw. I tak w szranki z dotychczasowym liderem stanęły:


B-Facil / Lancome, dwufazówki Mary Kay, Douglas, Sephora

Czy lepsze jest wrogiem dobrego, Mojito przekona się niebawem.

Stay tuned!

M.

*Aqua, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Isohexadecane, Centaurea Cyanus Flower Water, Methylpropanediol, Propylene Glycol, Hexyl Laurate, Sodium Chloride, Magnesium Chloride, Caprylyl/Capryl Glucosid, Methylparaben, Tetrasodium EDTA, Ethylparaben, Potassium Sorbate, CI 61565.


Czytaj dalej »

15.1.13

Candy Cane Mani

Czyli pierwszy post z cyklu "Kolory Tęczy" :)

O projekcie pod tą nazwą możecie poczytać po kliknięciu banera w bocznym pasku bloga. Myśl przewodnia: wytwórstwo makijażu/manicure w kolorach przepisanych na dany tydzień. W obecnym, pierwszym tygodniu są to zielony, pomarańczowy, czerwony i fioletowy.

A moje magnum opus prezentuje się następująco:

Jaśniej...



Ciemniej (plus lampa)

Zium!


W rolach głównych wystąpili:

Zieleń: Catrice / Innocent Toxin, pomarańcz: Inglot / 849, fiolet: OPI / Dutch Ya Just Love OPI?, czerwień: Inglot / 305
Jednak, jak powiedział lis Małemu Księciu, "najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". W przypadku tak wielowarstwowego mani (na zdjęciach oglądamy w sumie cztery warstwy lakieru poprzekładane topem) dobry wysuszaczo-top to konieczność. Tym razem skok w bok od Good To Go! pozwolił mi odkryć fantastyczny zamiennik w postaci Insta-Dri od Sally Hansen:



Pytanie dla chętnych: Z czym kojarzy Wam się mój mani??? Bo mi wyłącznie z pasiastymi cukierasami :D

Sweet kisses,

M. 


Czytaj dalej »

14.1.13

Mojito on snow!

Czyli co robiłam jak mnie nie było :D

Mówiąc wprost: po wielu latach przymiarek, którym wciąż coś stawało na przeszkodzie udało mi się zrealizować jedno z moich marzeń - opanowałam (jako tako) snowboard! 

A wygląda to mniej więcej tak:

Mojito przemierza stok
Dopinanie sprzętu
Z drogi śledzie!!!
Yupi! I'm still alive!


Powiem nieskromnie, że jestem z siebie niesamowicie dumna :)
Oczywiście po zaledwie kilku dniach mam wątpliwości, czy mogę mówić, że jeżdżę na desce - ALE potrafię się nie wywalić, nikogo nie zabić, oraz kierować parapetem tak, że jedzie tam, gdzie chcę. Już tyle uważam za spektakularny sukces i chcę więcej!



Uprawiacie sporty zimowe?

Ja od tygodnia zdecydowanie tak!

M.
Czytaj dalej »

Ogłoszenie parafialne

Uprzejmie informuję, iż ob. Mojito żyje i ma się całkiem nieźle (nie licząc kilku wielkich jak stodoła siniaków). Z powodów wyjazdowych, o których mowa niebawem, nie zdążyłam wcześniej ogłosić zwycięzców podsumowaniowego konkursu, co czynię niniejszym.  

A zatem:
Baza That Gal wędruje do Ady

Bazę POREfessonal testować dzielnie będzie Cat

BeneTint zaróżowi lico u Trouble Maker

 Dodatkową nagrodę-niespodziankę otrzyma ode mnie Picola

Lejdis, na Wasze adresy czekam do końca tygodnia.

Bardzo dziękuję za wszystkie zgłoszenia, sporo się z nich dowiedziałam i przy okazji poznałam Was trochę lepiej, z którego to powodu jest mi ogromnie miło :)

Nieco obolałe ściski,

M.
Czytaj dalej »

3.1.13

Na tropie (pół)bubla: TBS, Body Butter Duo

... czyli słów kilka o mazidle cielesnym zakupionym świeżutko po tym, jak wszedł na rynek, hucząc promocyjną, czyli niską, ceną.

A było to lat temu... No, nie pamiętam, ale dawno. Z pewnością kilkanaście miesięcy.



Zasadniczo mam do TBS taki lof-hejt relationship. Za większością nie przepadam, ale mają kilka produktów, po które wracam. Należą do nich balsamy (wiosną-latem) i masła (jesienią i zimą) do ciała. Pomysł zrobienia kombo wydawał mi się oryginalny i w sam raz dla mnie, skoro lubię oba typy bodyszopowych smarowideł.

Wybrałam sobie wersję pt. słodki groszek (dostępnych jest 4), notabene - przepiękny, kwiatowo-roślinny zapach, bardzo żałuję, że to jedyny produkt o takiej woni... I zaczęłam używać.


Różnice w konsystencji widać gołym okiem. O ile jednak ta lżejsza, balsamowa została przeze mnie z prawdziwą przyjemnością zużyta do końca, część masłowa okazała się być najbardziej animasłowym, tępym masłem na jakie trafiłam w trakcie mojej dotychczasowej kosmetycznej przygody... Zwyczajnie ciężko było go wsmarować w skórę, a na energiczne wgniatanie w ciało mazideł wieczorami to ja nie mam ani siły ani ochoty.

Nic to - pomyślałam, niezrażona przeciwnościami losu - Było nie było, ma to być do skóry suchej. Posiadam takiej trochę na piętach (klasa gleby: Sahara), może się uda.

Niestety, nic z tego nie wyszło - tępak w ogóle nie zechciał zająć się pielęgnacją odnóży, na którą został zesłany w ramach ostatniej szansy.

Jaki z tego morał? 

Mimo naprawdę cudownego zapachu, szkoda wywalać 69 zł (obecna, jakże niepromocyjna cena) na produkt, którego zużyję tylko pół. Połowa reszty (dla niewprawnych: 25% całości) wczoraj wylądowała w koszu, bo po kilku miesiącach stania na półce stwardniała na kamień. Nawet gdybym miała jakieś dalsze pomysły gdzie to to wsmarować tak by zadziałało, nic by z tego już nie wyszło.

A nie mam.

Miał ktoś do czynienia z bliźniakiem z TBS? Bo jakoś nie natrafiłam nigdy na falę recenzji tego produktu...

Namaste,

M.

Pe eS. Posty bublowe odeszły nieco w niepamięć, a jak pisałyście w którymś konkursie - podoba się Wam krytyka tego, co na krytykę (moim zdaniem) zasługuje. Czas więc chyba wrócić do świeckiej tradycji, n'est-ce pas, demoiselles?
Czytaj dalej »

Preview: China Glaze Avant Garden

Piękna kolekcja wiosenna, zachwyciła mnie bardziej niż europejska propozycja OPI.

Zachwytem dzielę się ninejszym z Wami:




Pastel Petals Shades (góra):
  • Dandy Lying Around
  • Keep Calm, Paint On
  • Fade Into Hue
  • Tart-y For The Party
  • Pink-ie Promise
  • Life Is Rosy
Blooming Brights Shades (dół):
  • Budding Romance
  • Sunday Funday
  • Fancy Pants
  • Snap My Dragon
  • Passion for Petals
  • Mimoasa’s Before Mani’s

Ensemble
Słowo daję, pierwszy raz od dawna z 12 lakierów mam ochotę na 9! Na szczęście sety (oraz stosunkowo niewielka cena Chinek w VB - tak, tak, musiałam się nawrócić, bo portfel by skonał, a tak przynajmniej ćwiczę cierpliwość czekając na paczki zza kałuży) być może uratują mnie od bankructwa :D




You like?

M.

Pe eS. Zdjęcia pochodzą The Polish Galore.

Pe eS 2. MANIA! Jestem pewna, że ta mimoza została nazwana na Twoją cześć :D
Czytaj dalej »

2.1.13

Zielona Wróżka by TBS

"Po pierwszej szklance widzisz sprawy takimi, jakimi chciałbyś, aby były, po drugiej takimi, jakimi w rzeczywistości nie są, na końcu ukazują ci się takimi, jakie są w istocie"

Oscar Wilde

Absynt, czyli mocny alkohol destylowany z ziół - piołunu (Artemisia absinthium), anyżu i kopra włoskiego. Ponieważ absynt jest zazwyczaj zielony i posiada właściwości psychoaktywne związane z zawartym w nim tujonem, nazywany jest potocznie Zieloną Wróżką.

Pamiętacie Zieloną Wróżkę z Moulin Rouge?
ż. 

Właściwości psychoaktywnych nie ma na pewno nowa linia naręczna z The Body Shop, pod tytułem Absinthe właśnie :)

Ma za to ziołowy, roślinny zapach i piołun w składzie.

Linia składa się z następujących produktów:


- Krem do rąk (dwie pojemności)
- Żel do mycia rąk
- Żel antybakteryjny
- Masło do rąk

W moje ręce trafił mały krem. Ot tak, na spróbowanie.



Wspomniany roślinny zapach jest mocny, nawet bardzo, uderzający, lecz nie do głowy, a... do nosa.  Myśl przewodnia tej linii to bowiem zwalczanie nieprzyjemnego zapachu. Nie wiem czy zwalcza, bo rąk usmrodzonych nie miewam, natomiast jestem pewna, że świetnie maskuje - nozdrza się wiercą ilekroć odkręcę tubkę :)

Zapach stety-niestety ulatnia się bardzo szybko. Co pozostaje?

Hm. Niespecjalnie cokolwiek. Dziwne wrażenie umycia rąk i lekkiego przesuszenia skóry. Tym dziwniejsze, że linia podobno dedykowana jest do skóry suchej, a ja przy mojej normalnej raczej nie jestem zadowolona...

Krem ma raczej rzadkawą konsystencję - masło (również pomacane) jest o wiele bardziej zwarte - oraz "niezdrowy" żółtawo-zielony kolor:



Ingrediencje:

Water, C12-15 Alkyl Benzoate, Parfum, Glycerin, Betaine, Polysobrate 60, Glyceryl Stearate, Acrylates, Benzyl Alcohol (czy mi się zdaje, ćzy to wysusza?), Phenoxyethanol, Butyrospermum Parkii (Shea Butter), PEG-100 Stearate, Bertholletia Excelsa Oil, Sclerocarya Birrea Seed Oil, Menthyl PCA, Linalool, Disodium EDTA, Sodium Hydroxide, Butylene, Glycol, Menthol, Limonene, Artemisia Absinthium Extract (chyba tylko po to, żeby produkt nazwać Absinthe), Dipropylene Glycol, Citronellol, Citric Acid, Cl 19140/Yellow 5, Cl 42090/Blue 1.

Podsuma: O ile równie dziwacznie pachnąca linia Hemp (ciekawe jaka będzie następna używka wykorzystana marketingowo przez TBS :P) jest jednocześnie bardzo dobra (niezmiennie do niej wracam, a krem do stóp mam zawsze przy łóżku), absynt nie zachwyca. Moja przygoda w tym temacie na pewno skończy się na tej małej tubeczce.

Widziałyście już te kosmetyki?

M.

Pe eS. Mój Nowy Rok zaczął się zupełnie pod kreską - dowiaduję się od Was, że sprzedawczyni w Lushu zrobiła mnie w konia (chcąc zapewne skłonić do zakupu Busza na miesiąc przed upływem terminu ważności), lektorka szwedzkiego odwołała gotowość do lekcji, bo ma do mnie AŻ 20 minut drogi autobusem z uczelni, a ZARA oświadczyła sms-em, że moja paczka nie zostanie dzisiaj dostarczona nach Hause. Dodatkowo cały wczorajszy dzień spędziłam popijając...



Bo dostałam jakiś tajemniczych, silnych i mocno nieprzyjemnych dolegliwości żołądkowych. Obawiam się, czy to nie słynna żołądkowa grypa :(

Ech... Teraz już może być tylko lepiej, prawda?

A jeśli nie widziałyście Moulin Rouge, bardzo polecam - świetny film do  obejrzenia w karnawale :D

M.

 
Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe