29.12.12

Sezon na Busza

Busza z Lusza zna już cała blogosfera. Tą razą i ja postanowiłam wtrącić swoje trzy grosze. Nadzieję na upolowanie świątecznego czyścika upatrywałam w niedawnej wizycie w Szwecji. Nie pomyślałam jednak o najważniejszym:

1. Buche de Noel to limitowana edycja świąteczna
2. Produkty Lusha produkowane są bez konserwantów itp.

No i co z tego, zapytacie. Przecież wszyscy o tym wiedzą.

Niby tak. Ale kiedy stojąc w sklepie Lusha z pudełeczkiem Busza w ręku dodałam 1 do 2 wyszło mi, żeby sprawdzić datę ważności. Oczom mym ukazało się 13.01.2013. Data produkcji wypadła gdzieś w październiku, kiedy to należało zainwestować w czyścik. Ewentualne różnice w datach między partiami obstawiam na kilka dni wte czy wewte, bo Busz, jako limitka, produkowany jest tylko raz w roku. 

Z kolei z bogatego doświadczenia z Angels On Bare Skin wiem, że proponowana ilość przy codziennym użyciu starcza na trzy miechy i jeszcze mi zostaje (dlatego teraz sporadycznie i łaskawie dzielę się nim z Małżem :) Nie było siły, Busza nie zużyłabym przez miesiąc do końca za Chiny Ludowe, a wyrzucać baaaardzo nie lubię.

I tu następuje płynne przejście do punktu nr 2.

A to już kwestia indywidualna. Ja produktów naturalnych i niekonserwowanych po dacie ważności nie tykam kijem. Mogę ewentualnie nałożyć na jakąś mniej wyględną (przynajmniej zimą) część ciała typu pośladek. Ale na pewno, nigdy i niezależnie od pory roku na twarz. Tym samym zrobiłam mental note na przyszłoroczny październik oraz wzięłam próbkę (człowiek nie jest taki, żeby nie spróbował:



Próbka była oczywiście spora, na reszcie zdjęć widzicie ostatnią porcję, zachowaną specjalnie na okazję sesji :)

A dalej to już moje wrażenia komparatywne czyli Buche de Noel vs Angels On Bare Skin - dla wybitnie zainteresowanych tematem.

Bo mówi się, że podobne.

Trochę tak. Ale jednak:

1. Busz jest bardziej suchy. Oczywiście, i tak do obu past (bo tak bym określiła konsystencję Lushowych czyścików dodajemy wody), jednak mi w dłoni Aniołek "uwadnia" się szybko i chętnie , Buszowi idzie trochę gorzej. Efekt jest taki, że przy próbie natarcia twarzy (natarcia na twarz?!) Busz sypie mi się w dekolt, mówiąc obrazowo i cenzuralnie. Nie lubię.

2. Busz ma inny skład (a jednak!) Zapach to jedno (mój nos mówi: brandy plus żurawina, yum!), ale wielkie kawały żurawiny są zupełnie bez sensu, bo one w pastę się, rzecz jasna, nie zamieniają, tylko spadają z twarzy. W dodatku podbijają gramaturę, za którą człek płaci, a i tak nie używa, bo mu (brak cenzury!) między cycki ucieka... Ale w tym miejscu może się już czepiam ;)

Żurawina - jak się patrzy :)


Dla bardzo dociekliwych, ingrediencje (na grubo - różnice):

Busz:

Ground Almonds, Kaolin, Glycerine, Fresh Satsumas , Dried Cranberries, Cocoa Butter, Brandy, Almond Essential Oil, Vetivert Oil, Cedarwood Oil, *Linalool, *Cinnamal, Perfume, Nori Seaweed, Candy Pine Tree

Aniołek:

Ground Almonds, Glycerine, Kaolin, Water, Lavender Oil, Rose Absolute, Chamomile Blue Oil, Tagetes Oil, Benzoin Resinoid, Lavender Flowers, *Limonene, *Linalool
Busz, ujęcie drugie. Mi kojarzy się tu z kurzymi udkami w panierce z KFC :)

Podsuma:
Nie jest źle - o efekcie czyszczącym nie ma co pisać, bo jest idealnie zadowalający, tak jak w przypadku Aniołka. Wrażenia zapachowe przy Buszu jak najbardziej świąteczne i pozytywne. Na stałe jednak Aniołka na Busza bym nie zamieniła, choć w ramach jednorazowej, świątecznej odmiany kupić można.

W październiku.

Baci,

M.

Pe eS. Wypaczywszy w kosmetycznej blogosferze inne mohito (o takim właśnie, jakże podobnym nicku) uprosiłam Małża coby popracował nad moim awatarem. Od tej pory wiadomości ode mnie wypatrujcie pod znaczkiem zielonej miętki sterczącej z najlepszego drinka na świecie :)

19 komentarzy:

  1. korcą mnie te czyściki ;)
    ewentualnie sama sobie taki zrobię, bo widziałam przepisy :D bo pewnie tego nie dorwę nigdzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam, wystarczy poprosić ;)
      Ja nie mam cierpliwości (ani czasu) do manufaktury.

      Usuń
  2. Bardzo, bardzo lubię!

    Ale w tym roku mnie ominął... ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie jakby też. Nic to, czekamy na kolejną edycję :)

      Usuń
  3. ile ja się mojito napiłam ostatniego czwartku to na samą myśl o tym pysznym napitku głowa mnie boli ;D mjam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak od czwartku Cię głowa boli, to musiało być dużo :)
      Ja chyba zbyt dawno nie miałam okazji. Czas to zmienić :D

      Usuń
    2. a mnie od wczoraj głowa boli... za dużo mohito :D

      Usuń
  4. z czyścikiem się polubiłam, aczkolwiek żałuję, że trzeba osobno oczy zmywać czymś innym, lubię wszystko za jednym zamachem likwidować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzisz, ja oczy zawsze traktuję indywidualnie i nie lubię mieszać demakijażu w tym zakresie. Chociaż czasu przy tym nie oszczędzam :)

      p.s. Jak wyprawa do Stolycy? ;)

      Usuń
    2. No tak, demakijaż twarzy to jedno, a oczy to drugie, ale fajnie byłoby to zmiksować :P
      ale ja w stolicy nie byłam :(

      Usuń
  5. Fajny produkt :) ale zachęcająco nie wygląda. I masz rację, mnie też skojarzyło się z KFC ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te pasty ogólnie są mało wyględne :) Ale działają rewelacyjnie :D

      Usuń
  6. I znowu kusisz a Lusha jak nie było w Pl tak dalej nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tutaj udko z kurczaka, u innej blogerki przypominało mi to kiełbachę ;D
    Posty dla głodnych :D
    hiihi:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kurczak muszę spróbować tych czyścików z Lusha. Rozumiem, że tylko w sieci je kupię?

    OdpowiedzUsuń
  9. Ajjj ja robiłam mohito to było mocne!!! mnie do lush'owych czyścideł nie ciągnie :) ale za to henna z lush to rewelacja roku ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. a ja jak się w końcu zdecydowała na lusha, to dziewczyna zapomniała o moim zamówieniu :( i nie bydzie :(
    PS. Sorry, ale najpierw zobaczyłam foty, później tekst i się zastanawiałam po co Ci recka panierki.

    OdpowiedzUsuń
  11. Busz jakoś mnie nie kusi ale sam Lush czeka na moją wypłatę - a lista jest coraz dłuższa :)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie jest produkowany tylko raz :) jednego, kupionego w listopadzie mam ważnego do 13 stycznia.. drugiego, kupionego w piątek, mam ważnego do któregoś marca :)

    OdpowiedzUsuń

Nie obrażaj, nie spamuj. Wszystkie inne chwyty dozwolone.
Na pytania w komentarzach odpowiadam najpóźniej w dniu publikacji kolejnego posta.

 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe