31.12.12

3 x 2012 + (knkrs) = !!!

Czas na NAPRAWDĘ małe kosmetyczno-blogowe podsumowanie roku. Maleńkie - Tycie - Tyciusieńkie

1. Moje Odkrycie, czyli co mnie urzekło/zachwyciło/zadziwiło

Ni mniej ni więcej tylko Dior Lip Glow Color Reviver Balm:



A po trzech miesiącach 
jego czas dobiega końca





Kupiłam po raz pierwszy jakieś trzy miesiące temu zachęcona promocją i recenzją Urbanka. Nie jest to miejsce na recenzję,więc powiem tylko, że jest to IDEALNE masło do ust.

2. Moje Rozczarowanie, czyli co mnie... rozczarowało :D

Olejek z drzewa herbacianego - mam ten od TBS i nie uczynił NIC co obiecywał producent i internet... Na szczęście droższych rozczarowań kosmetycznych brak, bo rwałabym sobie włosy z głowy i teraz miałabym łyse placki - mało praktyczne rozwiązanie w kontekście nadchodzącego karnawału :P 

3. Moja Inspiracja, czyli bloger(ka), której blog w tym roku czytałam najchętniej i która jest "odpowiedzialna" za sporą część moich kosmetycznych zakupów

W skali roku jest to Urbanek, chociaż od kiedy wzięłam się na poważnie za własny blog (czyli przez ostatnie trzy miesiące) poznałam masę fascynujących osób i mnóstwo ciekawych blogów, kosmetycznych i nie tylko :) Przez Urbaniastą skusiłam się na diorowy Lip Glow, kredkę UD, puder Tarte, róż MAC w kolorze Bite of An Apple (Marti, pamiętaj, że czekam na paczuszkę :)... Jak dotąd, nie żałowałam ani razu :) 



Jeśli chodzi o blog zagraniczny, nie do pobicia jest dla mnie makeupandbeautyblog.com, z którego regularnie kradnę dla Was zdjęcia :) Uwielbiam cykl Unsung Heroes, na postawie którego skompletowałam swoją MACową chciejlistę. 



Pewnie nie wszyscy skłaniają się ku robieniu rocznych podsumowań, ale chętnie dowiedziałabym się jak wy widzicie miniony rok w telegraficznym skrócie. W tej intencji zapraszam do ostatniego w tym roku konkursu organizowanego przez Mojito!

Aby wziąć w nim udział należy:

- po pierwsze: być publicznym obserwatorem bloga

- po drugie: zostawić JAKIKOLWIEK komentarz pod niniejszym postem wyrażający chęć partycypacji

- po trzecie: skopiować poniższą listę pytań i wraz z odpowiedziami przesłać na blogowego maila

1. Moje Odkrycie
2. Moje Rozczarowanie
3. Moja Inspiracja (adres bloga + krótkie uzasadnienie)

NAGRODY: a juści, są - w postaci miniproduktów (nie próbek!) Benefitu. W zależności od liczby zgłoszeń w świat poleci jedna, dwie lub trzy tubki (w razie potrzeby nawet i więcej) - czekam na prawdziwe mailowe tsunami :D



Na Wasze maile czekam do końca tygodnia, tj. do niedzieli 06.01.2013 (!!!) godz. 0.00 Ogłoszenie parafialne ukaże się dnia następnego.

A tymczasem -  

życzę Wam dużo uśmiechu i pogody ducha oraz samych najpiękniejszych chwil w Nowym Roku! Niech w Wasze ręce trafiają wszystkie limitowane edycję, na które będziecie miały ochotę, a drogerie ogłaszają regularne cotygodniowe wyprzedaże! :D

Sylwestrowe ściski!

Mojito


Czytaj dalej »

29.12.12

Sezon na Busza

Busza z Lusza zna już cała blogosfera. Tą razą i ja postanowiłam wtrącić swoje trzy grosze. Nadzieję na upolowanie świątecznego czyścika upatrywałam w niedawnej wizycie w Szwecji. Nie pomyślałam jednak o najważniejszym:

1. Buche de Noel to limitowana edycja świąteczna
2. Produkty Lusha produkowane są bez konserwantów itp.

No i co z tego, zapytacie. Przecież wszyscy o tym wiedzą.

Niby tak. Ale kiedy stojąc w sklepie Lusha z pudełeczkiem Busza w ręku dodałam 1 do 2 wyszło mi, żeby sprawdzić datę ważności. Oczom mym ukazało się 13.01.2013. Data produkcji wypadła gdzieś w październiku, kiedy to należało zainwestować w czyścik. Ewentualne różnice w datach między partiami obstawiam na kilka dni wte czy wewte, bo Busz, jako limitka, produkowany jest tylko raz w roku. 

Z kolei z bogatego doświadczenia z Angels On Bare Skin wiem, że proponowana ilość przy codziennym użyciu starcza na trzy miechy i jeszcze mi zostaje (dlatego teraz sporadycznie i łaskawie dzielę się nim z Małżem :) Nie było siły, Busza nie zużyłabym przez miesiąc do końca za Chiny Ludowe, a wyrzucać baaaardzo nie lubię.

I tu następuje płynne przejście do punktu nr 2.

A to już kwestia indywidualna. Ja produktów naturalnych i niekonserwowanych po dacie ważności nie tykam kijem. Mogę ewentualnie nałożyć na jakąś mniej wyględną (przynajmniej zimą) część ciała typu pośladek. Ale na pewno, nigdy i niezależnie od pory roku na twarz. Tym samym zrobiłam mental note na przyszłoroczny październik oraz wzięłam próbkę (człowiek nie jest taki, żeby nie spróbował:



Próbka była oczywiście spora, na reszcie zdjęć widzicie ostatnią porcję, zachowaną specjalnie na okazję sesji :)

A dalej to już moje wrażenia komparatywne czyli Buche de Noel vs Angels On Bare Skin - dla wybitnie zainteresowanych tematem.

Bo mówi się, że podobne.

Trochę tak. Ale jednak:

1. Busz jest bardziej suchy. Oczywiście, i tak do obu past (bo tak bym określiła konsystencję Lushowych czyścików dodajemy wody), jednak mi w dłoni Aniołek "uwadnia" się szybko i chętnie , Buszowi idzie trochę gorzej. Efekt jest taki, że przy próbie natarcia twarzy (natarcia na twarz?!) Busz sypie mi się w dekolt, mówiąc obrazowo i cenzuralnie. Nie lubię.

2. Busz ma inny skład (a jednak!) Zapach to jedno (mój nos mówi: brandy plus żurawina, yum!), ale wielkie kawały żurawiny są zupełnie bez sensu, bo one w pastę się, rzecz jasna, nie zamieniają, tylko spadają z twarzy. W dodatku podbijają gramaturę, za którą człek płaci, a i tak nie używa, bo mu (brak cenzury!) między cycki ucieka... Ale w tym miejscu może się już czepiam ;)

Żurawina - jak się patrzy :)


Dla bardzo dociekliwych, ingrediencje (na grubo - różnice):

Busz:

Ground Almonds, Kaolin, Glycerine, Fresh Satsumas , Dried Cranberries, Cocoa Butter, Brandy, Almond Essential Oil, Vetivert Oil, Cedarwood Oil, *Linalool, *Cinnamal, Perfume, Nori Seaweed, Candy Pine Tree

Aniołek:

Ground Almonds, Glycerine, Kaolin, Water, Lavender Oil, Rose Absolute, Chamomile Blue Oil, Tagetes Oil, Benzoin Resinoid, Lavender Flowers, *Limonene, *Linalool
Busz, ujęcie drugie. Mi kojarzy się tu z kurzymi udkami w panierce z KFC :)

Podsuma:
Nie jest źle - o efekcie czyszczącym nie ma co pisać, bo jest idealnie zadowalający, tak jak w przypadku Aniołka. Wrażenia zapachowe przy Buszu jak najbardziej świąteczne i pozytywne. Na stałe jednak Aniołka na Busza bym nie zamieniła, choć w ramach jednorazowej, świątecznej odmiany kupić można.

W październiku.

Baci,

M.

Pe eS. Wypaczywszy w kosmetycznej blogosferze inne mohito (o takim właśnie, jakże podobnym nicku) uprosiłam Małża coby popracował nad moim awatarem. Od tej pory wiadomości ode mnie wypatrujcie pod znaczkiem zielonej miętki sterczącej z najlepszego drinka na świecie :)
Czytaj dalej »

28.12.12

Preview: Benefit World Famous Neutrals

Zamęczę Was... ale nic nie poradzę, lubię zestawy Benefitu :)

A za cieniami tej marki w ogóle przepadam!

Soooo, here they go...

Trzy siostry o egzotycznych korzeniach (sądząc po ubiorze i profesji)






1. Easiest Nudes Ever




2. Sexiest Nudes Ever


3. Most Glamorous Nudes Ever




Wszystkie zdjęcia pochodzą z makeupandbeautyblog.com - link przeniesie Was na stronę recenzji ze słoczami :)

Ain't those beautiful? Sigh!

M.
Czytaj dalej »

Poszła baba do Sephory...

... nie po kalafiory! HA!

Dior Addict Lip Glow, Benefit High Brow Glow, Benefit They're Real!, Sally Hansen Insta-Dri

OPI, Into the Night (Spiderman Coll.), Benefit POREfessional, Sephora retractable foundation brush

Cóż. Dla mnie wyprzedaże już się skończyły :P Zrobiłam ponadto jedno malutkie zamówionko w Zarze i jestem w pełni usatysfakcjonowana. Więcej nie potrzebuję, poza tym czas zacząć oszczędzać kasę, bowiem zapisałam się na szwedzki :D 

Wśród powyższych są produkty z różnych kategorii: coś chcianego, coś do testowania, coś sprawdzonego, OPIk :) Jest tam też moje odkrycie roku - ale post na ten temat odkładam na 31.12, choć mojego hitu raczej nic już nie pobije.

Zgadniecie, co to? :)

M.

EDIT: Wszystko co jest widoczne na zdjęciach kupiłam ze zniżką - pamiętajcie, że promocją -30% objęta jest cała kolorówka, łącznie z lakierami do paznokci, ale też odżywkami, bazami, balsamami... Łapią się też pędzle - w razie czego radzę dopytać, ja tak zrobiłam, bo sprzedawczyni nie była pewna, ale po konsultacji z "górą" wszystko się wyjaśniło :)
Czytaj dalej »

27.12.12

Resolutions!

Jak patrzę w kalendarium, to zaliczyłam całkiem niezłą przerwę w blogowaniu... Co zrobić, życie, święta i grudzień (który jakoś od kilku lat obfituje u mnie w dziwaczne i angażujące wydarzenia osobiste) wciągnęły mnie w czarną dziurę wirtualnego niebytu.

Ale starczy tego dobrego :)

Koniec roku jest dla mnie zarówno okazją do podsumowania minionego, jak i robienia postanowień i planów na rok kolejny. Na 2013 wymyśliłam sobie takie:

1. Czyli po pierwsze i najważniejsze - uwić WŁASNE gniazdo ;)
2. Nauczyć się robić pasztet
3. Nauczyć się szwedzkiego (porządnie!)
4. Nauczyć się robić kreskę naoczną :D
5. Znaleźć więcej czasu dla siebie. I Małża (patrz pkt. 10)
6. Nie marnować czasu na głupoty i bezproduktywne siedzenie w sieci
7. Zapanować nad rozpasanymi finansami, czyli na przykład uodpornić się na promocje/okazje/wyprzedaże. O ile nie będą oferować czegoś, co jest mi NAPRAWDĘ niezbędne :P
8. Więcej się śmiać. Wyluzować. Przestać przejmować się głupotami. Nie wiecie tego o mnie, ale na co dzień, szczególnie w robocie jestem istna spinka-agrafka.
9. Uodpornić się na sąsiada-idiotę z piętra niżej, który regularnie nas odwiedza z pretensjami. Ostatnio, że o 12 w nocy chodzimy po domu na obcasach i tupiemy*
10. Nieco schudnąć... albo wykorzystać jedyny sensowny powód do tycia :D

*Dla jasności - jako mamie małego dziecka ostatnią rzeczą, o jakiej myślę o tej porze jest latanie po domu na szpilkach. O tej porze przeważnie śpię albo bezproduktywnie siedzę w sieci - vide pkt. 6.

Na szczęście realizacja pkt. 1 powinna uwolnić mnie od problemu z pkt. 9 :D

Robicie noworoczne postanowienia?

Ściski,

M.

Pe eS. Właśnie dostałam info z Sephory o rabacie 30% na kolorówkę! Jak to dobrze, że postanowienia obowiązują od 1 stycznia :D
Czytaj dalej »

17.12.12

MAC basics

Mówię Wam, ledwo żyję. Jeszcze nie do końca ochłonęłam po powrocie lotem opóźnionym o cztery godziny, a już po czubek głowy zawaliły mnie obowiązki natury zawodowej i domowej. 

Jednak co zobaczyłam, to moje. 

I co kupiłam w MACu też :D

Fix +, Cleanse Off Oil / Tranquil, pędzel nr 217, cień do oczu kol. Naked Lunch, Paint Pot kol. Bare Study

Dobrze jest czasem obmacać chciej-listę. Z mojej po spotkaniu oko w oko wypadło kilka pozycji. Jak widać, tymczasem postawiłam na produkty podstawowe...






... a czy było warto dać z nie aż tyle dam Wam znać niebawem :)

M.


Czytaj dalej »

12.12.12

Słony cytrus

Małż mówi, że za dużo solę i niestety muszę przyznać mu rację - ilość soli w konsumowanych przeze mnie daniach bywa absolutnie karygodna. Na szczęście w kosmetykach pielęgnacyjnych sól nie podlega ograniczeniom zdrowotnym :)

Krótko mówiąc, sól to kolejny kosmetyczny składnik, który łykam bez mrugnięcia umalowanym okiem. Chętnie - choć nie tylko - ukryty w mazidłach z czarnych pudełeczek...


Poznajcie moją nową pielęgnacyjną miłość: Ocean Salt Facial Scrub, czyli gruboziarnisty ścierak do twarzy i ciała:

Dip dye effect :)

W akcji

Sól widoczna jest gołym okiem i jak najbardziej wyczuwalna na skórze. Z tego tytułu może niekoniecznie poleciłabym ten produkt wrażliwcom, sama dysponując cerą normalną / przesuszoną, która przyjmuje Ocean Salt z wdzięcznością.

Co to daje?

Jak to pilinżek - wygładzenie i oczyszczenie. Na doszukiwanie się właściwości pielęgnacyjnych stanowczo za wcześnie (tj. za krótko się znamy). 

Jest jednak wartość dodana w postaci bezcennych wrażeń olfaktorycznych. Ocean Salt nie pachnie bowiem morzem, tylko... cytrusami! W dużej ilości, na kilogramy wręcz, a ja akurat cytrusowe zapachy uwielbiam. Dlatego też po niuchnięciu tego produktu w sklepie nie mogłam się mu oprzeć.

Nos prawdę Ci powie. Spójrzcie tylko na ingrediencje:


 Znacie jakiś inny kosmetyk mający w składzie Fresh Organic Lime Extracted in Vodka??? :D

Summa summarum:

Kupujcie, a przepadniecie. Jak na limonkowe Mojito przystało, ja przepadłam z kretesem.

M.


Czytaj dalej »

11.12.12

I Sverige

Jestem! Po wykańczającym tygodniu nadszedł czas na odsapkę w postaci świątecznej wizyty w Gotheborgu. Kocham tu być, słowo daję. A teraz, kiedy WSZĘDZIE na ulicach widać święta kocham jeszcze bardziej niż zwykle :D

Mam już za sobą pierwszy szybki spacer po mieście i chai tea latte, która tutaj smakuje zupełnie inaczej niż w Gdańsku... oraz pierwszą kosmetyczną zdobycz z lotniska (jakżeby nie).

Więcej jutro. Teraz czas na relaks, ostatecznie po to tu jestem :D

Kyssar,

M.
Czytaj dalej »

7.12.12

Starry Night

Bo dzień bez mani to dzień stracony ;)

Inglot nr 953 + Sephora Gold Fever

W akcji mój najnowszy nabytek - sephorowy top ze złotymi płatkami. Jest tu i trochę drobiazgu i trochę większych, sześciokątnych elementów. Całość w kolorze delikatnego złota - efekt wcale nie dyskotekowy, ale bardzo elegancki (szczególnie w połączeniu z klasyczną czernią). 

Nieregularne upstrzenie plamkami na wzór przepiórczego jaja :)



Thumbnail :)

Tak wystrojona udaję się dziś na kolację z mężczyzną mojego życia.

No, może zastanowię się jeszcze nad jakąś kiecką :D

Miłego piątku życzę wszystkim pięknym paniom!

M.

Pe eS. W roli głównej wystąpił:


Do kupienia w Sephorach na terenie kraju ;)
Koszt: 19 zł.
Czytaj dalej »

6.12.12

Niech się Hoola kula...

Benefitowa Hoola jaka jest każdy wie :) Chciałam ją koniecznie bardzo mocno, aż w końcu trafiła mi się w zestawie Sunday Funday. I było to jedno z większych kosmetycznych rozczarowań, jakich miałam okazję doświadczyć :P

Jak możecie się domyślać, do bladolicych i alabastrowych raczej nie należę. Latem jestem konkretnie śniada, w chwili obecnej - lekko oliwkowa. Tym samym Hoola wywołuje u mnie efekt zero. Null. Rien. Niente. Łotewa.

Nie działa po prostu cholerstwo, bo w ogóle nie widać jej na mojej twarzy!

W związku z powyższym smutnym faktem, należało poszukać dla Hooli zastępnika, czyli matowego pudru do konturowania w kolorze ciemniejszym niż wyżej wspomniana.

Znalazłam go tutaj i przygarnęłam wraz z dwoma współlokatorami :)

Sleek Face Form Palette kol. Light


Od lewej: bronzer, rozświetlacz i róż kol. Rose Gold
Paleta ze wszech miar godna jest uwagi :) 

Bronzerek, o który chodziło w pierwszej kolejności jest dokładnie taki jak miał być - ciemny i matowy. Rose Gold też dawno wisiał mi nad głową, a rozświetlacz stanowi miły dodatek. Face Form występuje w 4 kompozycjach kolorystycznych - Fair, Light, Medium i Dark (od najjaśniejszego począwszy). Medium i Dark nie zawierają jednak Rose Gold, poza tym - sądząc po słoczach w sieci - są naprawdę ciemne. Dla lekko śniadej mnie zestaw Light jest w sam raz.

Jestem tym bardziej dumna z zakupu, że na Face Form wpadłam oglądając ostatni hicior Sleeka pt. Blush by 3. Chciałam z początku nabyć potrójny róż najszybciej jak się da, poddając się owczemu pędowi ;) jednak ostatecznie doszłam do wniosku, że żadne z zestawień nie pasuje mi w 100%. I tak ostatecznie przygarnęłam Face Form, z czegom bardzo zadowolna :)

Dość gadania, pora na finał:

Od lewej: Benefit Hoola, Catrcie Defining Blush kol. Toffee Fairy, Sleek Face Form Palette kol. Light (bronzer)
A Hoola niech się kula. Pardon, buja :D

M.
Czytaj dalej »

5.12.12

Goodies Say Hi

Są takie dni, kiedy wstaje się z łózka z nieumytą głową i tragicznymi paznokciami... W lodówce światło, z którego przydałoby się skomponować śniadanie... Do tego z racji jutrzejszej wymiany okien koniecznie trzeba dzisiaj oblec pół domu w folię, oraz ogarnąć inne, bardziej typowe domowe obowiązki... Na blogrollu co drugi post z "denkiem" i zdjęciami śmieci, a za oknem prószy śnieg i jest ziiiimnooo - tym bardziej, że stare okna są potwornie nieszczelne i po domu niemalże hula wiatr :P

Yup. W takie dni nie pomaga nawet podwójna latte.

Chociaż zaraz sprawdzę :) A w międzyczasie nastąpi performance z udziałem nowych mieszkańców szafki z kosmetykami.

Lush: Steam Dream (kostka do okadzenia twarzy i maseczka Oatfix)
TBS, miętowa sól do stóp

Moja największa radość - pielęgnacyjne sMACzki, czyli Fast Response Eye Cream i Strobe Cream, za który dziękuję Marcie :)

Rimmel: Stay Matte i Match Perfection w żelu

Golden Rose: od lewej 162, 211 i 223

Pozostałe mini Essiaki: Leading Lady i Beyond Cozy, Sally Hansen nr 06 Spark od Agnieszki (dzięki!)

Wszyscy mają Bonda... ;) OPI On Her Majesty's Secret Service i Tomorrow Never Dies. Spokojna głowa, nie pojawi się tu żaden post na ich temat :)
Astor, Nail Artist Glitter
Hm. Skład osobowy zdradza całą prawdę o Mojito - lakiery, lakiery i lakiery :) Ale przynajmniej tym razem nie ma żadnej Chinki :)

M.

Pe eS. Mikołajkową nagrodę otrzymuje Bambi :)

Mini: woda perfumowana Chloe i OPI Honk If You Love OPI
Przyznam szczerze, że niektóre odpowiedzi na wydawałoby się proste pytanie były mocno zaskakujące :D
Czytaj dalej »

4.12.12

Preview: Benefit Primping with the Stars + Le (mini) Konkurs

Jeszcze mi nie opadły emocje po zapowiedzi zestawu "brązującego" a tu kolejna niespodzianka  od Benefitu :)



Co my tu mamy?

1. Baza pod cienie Stay Don't Stray 

2. Preparat zmniejszający widoczność porów The POREfessional

3. Podkład w kompakcie Some Kind'a Gorgeous

4. Mój "ulubiony" BeneTint

5. Baza rozświetlająca Girl Meets Pearl - pełnowymiarówka dostępna u mnie na wyprzedaży!

6. Maskara They're Real!

Wszystko w wersji mini :) Cena za kałużą: 32 $

Zdjęcia oczywiście z makeupandbeautyblog.com

Gdyby nie BeneTint musiałabym się poważnie zastanowić, na którą z nowości zapolować. Ale w świetle zaistniałych faktów (patrz pkt 4 i 5) spokojnie pozostanę przy The Bronze...

Który podoba się Wam bardziej?

M.

Pe eS. Nie piszcie tyko proszę, że ceny Benefitu są kosmiczne...  Nie do końca, bo istnieją o wiele droższe marki - to jest raczej średnia półka i myślę, że w średniopółkowych granicach ceny zestawów B. się zupełnie mieszczą.

Pe eS Dwa. Oczywiście wiecie, do jakiego ti wi szoł nawiązuje nazwa tego zestawu? 

Kto pierwszy prześle mi na maila nazwę oryginału i polskiego odpowiednika dostanie ode mnie mały mikołajkowy oraz oczywiście, że kosmetykowy upominek :) 

 Let the game begin!


Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe