24.10.12

Tanio a dobrze: Essence 24h hand moisture balm

Jest kilka kosmetycznych haseł, na które można mnie kupić zawsze i wszędzie.  

Almost :) 

Należy do nich zielona herbata. Perfumy pod tym tytułem mogę kupować niemalże w ciemno. Skoro więc już natknęłam się na krem (balsam?) do rąk Essence, który (jako jednostka patologicznie uzależniona od kremu do rąk) chciałam wypróbować już od dawna, było jasne, że w moim posiadaniu znajdzie się "zielona" wersja, z herbą i jogurtem :D



Zapach jest naprawdę świetny, orzeźwiający i świeży, a jednocześnie o nienachalnej intensywności. Jeśli chodzi o pozostałe cechy:

- konsystencja: może i faktycznie jest to balsam. Konsystencja jest rzadsza niż u przeciętnych kremów do rąk, ale nie lejąco-wodnista, czego bym nie zniosła,
- ingrediencje: patrzymy uważnie i faktycznie znajdujemy wśród nich jogurt i herbatę! :D



 


- wchłanianie błyskawiczne. Po aplikacji dłonie są miękkie i pokryte niby-filmem - czego również generalnie nie znoszę, ale ten jest tak ledwo wyczuwalny, że w ogóle mi nie przeszkadza :)
- cena: zabójcza. Dałam za niego całe 5,99 PLN/75 ml  (Drogeria Natura)

Podsumowując: bardzo udany produkt.

Właściwie to chyba podjadę jutro po większy zapas :)

A Wy, macie jakieś składniki, które przemawiają do Was niezależnie od okoliczności?

M.
Czytaj dalej »

23.10.12

Preview: OPI Euro Centrale

Planujecie już zakupy lakierowe na wiosnę?

Ja chyba zacznę :)


Już po kolekcji "niemieckiej" zastanawiałam się, kiedy OPI zadedykuje coś Polsce. Jak widać, czytają mi w myślach :) Na pierwszy rzut oka kolekcja podoba mi się dużo bardziej niż ostatnie, chętnie przygarnęłabym ze trzy-cztery buteleczki...

A tutaj znajdziecie zdjęcia real life :)

You like?

M.
Czytaj dalej »

19.10.12

Jej Wysokość Oberżyna, czyli Every Month is Oktoberfest

Szybko i na temat, czyli co było w mojej paczce z VB...

Moja  (jedyna) buteleczka z niemieckiej kolekcji OPI :)






W butelce wygląda trochę jak duochrom...




... jednak w użyciu wcale taki nie jest :)

Bez pełnego światła wygląda jak kremowy brąz. Wystarczy jednak odrobina słońca (lub lampy) by obudzić drzemiące w nim bakłażanowe demony. Do widocznego od razu bordo dodano bowiem ciemnogranatowe podtony, które są mocno w domyśle (widać je jednak wewnątrz buteleczki i na waciku, kiedy zmywam lakier). Całość - dwie warstwy - prezentuje się następująco:





Generalnie - jestem nim zachwycona! Uważam, że ten kolor to absolutny must have jesieni, szczególnie w kontekście obecnych bordowych trendów.

Poza tym świetnie pasuje do szarego dresu :D

Jedyne, do czego mogę się przyczepić to nazwa. Kolor jest tak bogaty, że kojarzy mi się wręcz z królewską purpurą. Przaśna (żeby nie powiedzieć: plebejska) nazwa jakoś mi do niego niezupełne pasuje. Na własne potrzeby nazywam go "Jej Wysokością" :P

Szkoda mi go było dzisiaj zmywać, jednak jutro idę na wesele i na paznokciach wylądował skomponowany z kreacją beż (który nie omieszkam zaprezentować już wkrótce).

You like?

M.

p.s. Oczywiście w paczce było coś jeszcze. Ale o tym inną razą :)
Czytaj dalej »

17.10.12

Zapowiastki

Przyjechały lakiery, czyli odrobina Safari in Germany :D

Niniejszą informację dedykuję Reni :)

M.
Czytaj dalej »

15.10.12

Mój GlossyKwartał + oferta dnia

Chyba każdy pracownik etatowy marzy czasem o pracy freelancera. I odwrotnie, każdy freelancer chociaż raz chętne wskoczyłby w sztywne ramy pracy od-do. No, przynajmniej ja tak mam, szczególnie dzisiaj, po całonocnej potyczce ze zleceniem przerywanej co godzinę kojąco-uspokojającymi wizytami w sypialni zakatarzonego Bączka. Noc grozy i horrorów, mówię Wam.

Nic to. Teraz, po odespaniu (3 godziny!), umyciu włosów i zębów, wrzuceniu na siebie czegoś bardziej formalnego niż szary dres (kocham, jednak cytrynowo żółte spodnie zdecydowanie bardziej dodają energii do działania), odpaleniu kawy i świecy zapachowej (jesień, jesień, jesień ach to ty...) jestem całkiem zdatna do życia :)

I gotowa opowiedzieć Wam o moich perypetiach z GlossyBoxem, którego zamawiam od trzech miesięcy. Nie będzie jednak bicia piany ni peanów na cześć. Pokaże tylko produkty, które rzeczywiście podbiły moje serce. Ot, rachunek sumienia, który pozwoli mi się (hopefully) zdecydować, czy mój związek z GB ma jeszcze jakąkolwiek przyszłość :)

Pierwsze pudełko weszło w moje posiadanie, kiedy zobaczyłam, że zawiera miniaturkę mojego ulubionego kremu pod oczy Clinique All About Eyes:


Trudno tu mówić o odkryciu, bo krem znałam wcześniej. Niemniej, dostałam miniaturkę w całkiem przyjemnej cenie, jeśli podzielić te 49zł na pięć :P

W tym samy pudle przyszedł szampon... cudny, gęsty, olejowy szampon, po którym moje włosy nabierają objętości i pięknego zapachu, a każdy naturalny skręt jest idealnie podkreślony i utrwalony (tekst jak  reklamy normalnie... powinnam chyba zmienić branżę :D)



Z tym czarnogłowym przystojniakiem na pewno jeszcze się spotkam. Na razie istnieją problemy natury technicznej (czytaj: walczę o zachowanie resztek honoru, godności i silnej woli opróżniając zapasy szamponowe podczas projektu DENKO). Nic to, our time will come :D

Złuszczanie - Pat & Rub. Lubię. Pierwszy na mojej półce pojawił się balsam brązujący od Kini, od tamtej pory mam chęć wrócić do tej marki. Kto wie, może za pomocą peelingu o landrynkowym zapachu i mojej ulubionej, kryształkowej konsystencji (peelingom w galarecie mówię stanowcze: NIE!)



Nawilżanie - maseczka Nuxe, po prostu fajny produkt. Miałam zainwestować w nawilżacza Clarins, teraz może jednak pomyślę nad Nuxe:


Na koniec glinka ghassoul, czyli proszek, który upaprał mi dokumentnie całe pudełko (niesmak), ale zostało całkiem sporo. Ogromny minus dla GB za brak instrukcji obsługi. Jako że nie miałam wcześniej do czynienia z glinkami w proszku (wiem, jestem zapóźniona), musiałam guglować, czego nie lubię...



O dziwo, fajna rzecz. Jak wyczytałam, że można umyć tym włosy, od razu postanowiłam spróbować wykorzystać glinkę w ten sposób (mam jakieś zboczenie w tym temacie, ilekroć coś MOŻNA nałożyć na głowę, właśnie tam to u mnie ląduje, jak w przypadku peelingu Lusha Rub Rub Rub :) Dużo by mówić, więc ogólnie zasługuje na osobny post. Na razie powiem, że jestem na tak :)

Testuję właśnie jeszcze dwa kolejne produkty, które mają szansę dołączyć do moich boxowych faworytów. Trzy produkty, których w ogóle nie napoczęłam powędrowały do mojej sis. Pomadkę Kryolan for Glossybox trzymam, bo szkoda mi wywalać kompletnie nie tkniętą szminkę - jeśli komuś przypasowała i chciałby mieć kolejną, oddam w dobre ręce za symboliczny grosz i koszty przesyłki (niniejsze ogłoszenie stanowi ofertę w rozumieniu przepisów Kodeksu cywilnego :) Alternatywnie, może też być dobre mojito :D
 
I jeszcze jedno: dzięki GB mam już trzy całkiem porządne, solidne i ładne kartonowe pudełeczka. Są mega wszechstronne! Pierwsze stało się domkiem dla moich proszków upiększających, które jak wiadomo należy chronić przed wilgocią, Bączkiem i innymi destrukcyjnymi czynnikami środowiskowymi:
 
Zestaw podręczny :)
 No to jest, czarno na białym. Szkoda tylko, że nadal nie jestem pewna, zrezygnować, czy nie. Z jednej strony, poznałam kilka fajnych produktów. Z drugiej - kilka w ogóle mi się nie przydało. 

Czyli dalej jestem w kropce.

Jakie jest Wasze zdanie o GB?

M.



 

Czytaj dalej »

11.10.12

Preview: Catrice na jesień i zimę

Nie mogę Wam tego nie pokazać, szczególnie, że sama na razie nie widziałam na żadnym blogu :)

W tym roku kalendarzowym dostaniemy jeszcze dwie limitowane edycje od Catrice: Big City Life i Spectaculart.

Big City Life to trzy palety (6 cieni, 2 róże) uzupełnione lakierami do paznokci:


The Paris Collection, Ultimate Nail Lacquer 01 Paris

The San Francisco Collection, Ultimate Nail Lacquer 02 San Francisco

The Shanghai Collection, Ultimate Nail Lacquer 03 Shanghai

Natomiast Spectaculart to pełniejsza gama, inspirowana wpływami paryskich wybiegów i przepychem Indii:


Pure Chrome:
 
01 So Precious
02 Bombay Bauble
03 Treasure It
04 Artfully Lustrous

Highlighting Powder 01 Artfully Lustrous



Ultimate Nail Lacquer:
01 Artfully Lustrous
02 Holi Hai
03 Revel The Red
04 Soulful
 
 


Gold Leaf Top Coat

Mousse Blush 01 Holi Hai

Sheer Lip Colour:

01  Artfully Lustrous
 02 Revel The Red
 03 Soulful

Superfine Eyeliner Pen 01 Black Bindi



Lashes To Impress


Ciekawe, czy te smakołyki dotrą i do nas :) Ja chciałabym zajrzeć do Szanghaju i sprawdzić, czy top ze złotymi drobinkami dorównuje najdroższemu na świecie lakierowi do paznokci, czyli złotemu topowi OPI z kolekcji Skyfall :D

& U?

M.
Czytaj dalej »

Gdzie kupować: Hqhair

Lubię kupować przez internet. Tzn., są kategorie, których nie zamawiam online NIGDY (vide spodnie wszelkiego rodzaju - muszę macać i mierzyć ze względu na wzrost krasnala i nietypowy, acz zachwycający typ sylwetki lub podkłady, co do których dobór odcienia jest sprawą szalenie istotną i zbyt intymną, by dokonywać go za pośrednictwem monitora).

Co do reszty - praktycznie hula dusza bez kontusza :D

Zresztą, co innego można zrobić, jak się baba napali na, dajmy na to, takie cudo jak Naked 2 Urban Decay? Albo inny produkt, którego w PL nie uświadczysz, ale bez którego absolutnie nie można żyć?

Future is online. Po prostu.

Dzisiaj polecę Wam sklep, z którego zamówiłam mojego Golasa. Było to moje drugie zamówienie i jestem z niego równie zadowolona, co  pierwszego (w sensie jakości obsługi, bo co do produktu to mam mocno mieszane uczucia. On the second thought - nie lubię go, i na pewno wkrótce obsmaruję publicznie, słowo :D).

A zatem, Ladies & Gentlemen, welcome to...

Hqhair to sklep z całkiem sporym asortymentem marek kosmetycznych (włosowych, makijażowych, pielęgnacyjnych, itepe),  których wielu nie dostaniemy od ręki w naszym pięknym kraju. Wyliczać nie będę, proszę sobie obaczyć na stronie. Te, na które ja patrzę najczęściej to Urban Decay, Nars i Kerastese :)

Ceny produktów: Pomijając fakt, że jak coś jest u nas niedostępne, to jest bezcenne po prostu (karta VISA nie pomoże), wydaje mi się, że jest całkiem atrakcyjnie. Dla przykładu: podwójne cienie naoczne NARS w internetowym sklepie NARSa kosztują 34 EUR, do tego musimy doliczyć 18 EUR za kuriera do Polski. Te same cienie w Hqhair dostaniemy za 31.55 EUR z przesyłką darmową (a i nawet z dopłatą za przesyłkę rejestrowaną wychodzi taniej - patrz niżej).

Do wyboru mamy euraski lub funty. Warto przeliczyć kurs kiedy już siądziemy do zakupów, zawsze można na tym ugrać parę złotych :)

A ponieważ Hqhair sprzedaje z UK, nie spędza nam snu z oczu cło czy inne wynalazki tego typu (niech żyje Unia!)

Cena dostawy: od niedawna hqhair wprowadziło darmową dostawę międzynarodową - jest to jednak poczta "nierejestrowana", co jak wiadomo obarczone jest dużym ryzykiem niepowodzenia akcji pod tytułem "dostawa za pośrednictwem Poczty Polskiej" (mam mocno niechętny stosunek do usług świadczonych przez tę instytucję). Sama czekałam z dużym niepokojem na Golasa, bo szkoda mi było płacić 9.99 funtów za tracked delivery. Ale jak na razie, wszystko co zamawiałam do mnie dotarło, więc wybór należy do Was :)

Czas dostawy: nie należy absolutnie sugerować się tym, co na stronie. Na zamówienie czeka się ok. 14 dni od dnia opłacenia zamówienia. Zdaje się, że to standardowy czas oczekiwania na przesyłki z UKeja (moje ibejowe zakupy stamtąd też zawsze idą tak samo długo).

Zwroty: Teoretycznie możliwy jest zwrot nieotwartego produktu w terminie 14 dni od dnia otrzymania przesyłki. Praktycznie nie wiem, bo na razie nic nie oddawałam :)

Metody płatności: PayPal lub plastik

Newsletter: Warto się zapisać, bardzo często organizowane są flash sales, przesyłają również krótkoterminowe kody zniżkowe, jak na przykład ostatnio -20% na Urban Decay :D

Ogólnie: Polecam z czystym sumieniem :)

Udanych zakupów i miłego dnia!

M.

Czytaj dalej »

8.10.12

Naked Truth

Znowu ta pogoda... cały weekend lało jak z cebra, a dzisiaj, od samego rana próbuję opędzić się od słońca, które kłuje mnie prosto między oczy kiedy siedzę przy biurku i usiłuję skupić się na pracy :)

Tak sobie tylko pro forma marudzę, bo zdecydowanie jestem ciepłolubna... Chyba powinnam przeprowadzić się do Kalifornii, podejrzewam, że tam znalazłabym odpowiedni dla siebie klimat. Wtedy moje kosmetyczne zasoby miałyby wyłącznie wesołe, żywe barwy...

Lub niewidocznie-naturalne, nadające się na każdy rodzaj jesieni - ciepłą i słoneczną oraz ponurą-szaroburą. Takie własne jak w Naked 2 by Urban Decay :D


Bardzo proszę nie odchodzić w tym momencie od monitora. Nie zamierzam bowiem po raz niewiadomoktóry w blogosferze powtarzać, że cienie są genialne (chociaż są). Pragnę natomiast zwrócić Waszą uwagę na takie małe drobne szczególiki, o których wcześniej nigdzie nie czytałam.

Bo gdybym czytała, na pewno kupiłabym tę paletę znaaaaacznie szybciej (mówiłam już, że zakładka z Naked 2 w internetowym sklepie wisiała w mojej przeglądarce od momentu, gdy paleta pojawiła się na rynku?).

Zacznijmy od wielkości. Niby można łatwo wygrzebać informacje o gramaturze (12x1.3 g), niemniej jako osoba o minimalnej (non-existent?) wyobraźni przelicznikowej (nie wiem, ile to jest np. 5 km nie widząc ich lub nie przemierzywszy...) nie spodziewałam się tego, co ujrzałam gdy odebrałam wielką pakę z domu mojej rodzicielki (dokąd posyłam zawsze ważne przesyłki, nieufając zbytnio własnej poczcie, która wszystko dostarcza zawsze w dziwnie rozszarpanym, choć przeważnie kompletnym, stanie). Słowo, karton był mniej więcej wielkości pudełka po butach :D Sama paleta ma real size mniej więcej tabliczki czekolady. Dużo. Zaskoczenie jak najbardziej pozytywne.  

Do słusznej gramatury dochodzi wykonanie... Perfekcyjne w najmniejszym detalu, niczym Małgorzata Rozenek w swoim programie na te-fau-en :D

Naked 2 przybywa w kartonowym "łóżeczku", które jeszcze opakowane jest w przezroczystą plastikową obwolutę. 

Z tyłu kartonika prezentacja kolorów, która jak nic przypomina mi prezentację rodzajów czekoladek na tyłach bombonierki :D
Pędzel akurat średnio przypadł mi do gustu. Jest co prawda porządny, jednak... wielki. Albo ja mam za małe powieki ;)



I dodatek: błyszczyk, który Cools & Plumps... Mi mocno "miętowi" usta, efektu przyplumpowania nie zauważyłam. Da się zużyć.


Umarłam i poszłam do nieba, jak to mówią mądrzy ludzie :) A przynajmniej położyłam paletę na widoku w dużym pokoju i przez trzy dni od odebrania paczki co chwila do niej podchodziłam, macałam, otwierałam. Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło (a przynajmniej jeżeli chodzi o kosmetyk... :P ) Pazza :D


Jeśli rozważacie kupno Naked 2 (podejrzewam, że "jedynka" również trzyma poziom) - uważam, że warta jest nawet i podwójnej ceny, jaką trzeba za nią uiścić. Można również przypomnieć bliskim o zbliżającym się Bożym Narodzeniu i związanym z nim zwyczajem prezentowym :D lub obdarować paletą jakąś wyjątkową dla nas osobę. Zdecydowanie nadaje się na takie okazje :) 


To jak, udało mi się zachęcić kogoś do wypatroszenia portfela??? :D

M.

Czytaj dalej »

4.10.12

Makeup Dnia: Glossy

Burgudny, borda, ciemne zielenie, granaty...

Nie czuję tego WCALE moje drogie, nie żeby w ogóle, ale na pewno nie w takie dni jak dzisiaj. Złota polska jesień hula w Trójmieście, jest zdecydowanie zbyt słonecznie, żeby wskakiwać w jesienne barwy.

A zatem...

Maybelline ColorSensational Lipstick/Rose Pearl, Catrice Defining Duo Blush/Raspberry Ice Cream, Clinique Cream Shaper for Eyes/Chocolate Lustre, Clinique Bottom Lash Mascara, Benefit High Beam, Tarte Smooth Operator
Głównym bohaterem powyższej historii jest róż Catrice, mój pierwszy różowy róż (sic!) w kosmetyczce. Dostał z marszu pięć gwiazdek, kiedy po pierwszym użyciu mój osobisty Małż zauważył, że ładnie wyglądam, "tak jakoś świeżo" :) Raspberry Ice Cream to (głównie) matowy, pudrowy róż dający się pięknie stopniować...

Nie ukrywam, że dziś z nim nieco zaszalałam :) Reszta makijażu miała mnie tylko rozświetlić (tam, gdzie rozświetlona być zamierzałam :P)

Postacie drugoplanowe:

Od lewej: Benefit High Beam, Clinique Cream Shaper for Eyes/Chocolate Lustre, Catrice Defining Duo Blush/Raspberry Ice Cream, Maybelline ColorSensational Lipstick/Rose Pearl

Cieni brak.

Nie do pomyślenia! Ale fakt faktem, ostatnio nawróciłam się na kredki oczne.
Opowiem Wam o nich niebawem :)


A tymczasem jadę odebrać (kosmetyczną) paczkę, na którą czekałam WIEKI...

M.
Czytaj dalej »

2.10.12

News: OPI Skyfall Collection

Ilekroć natykam się na kolekcję lakierów inspirowaną filmem zastanawiam się, jakie pokłady kreatywności trzeba w sobie nosić, żeby wykombinować kolory i ich nazwy łączące się z tematem :P

Taka była też moja pierwsza myśl, kiedy natknęłam się na informację o kolekcji OPI wydanej ku chwale agenta 007... 


Kolekcja liczy standardowe 12 kolorów, są też jednak dodatki. Ale po kolei.

Góra od lewej:The Spy Who Loved Me, Casino Royale, You Only Live Twice, Die Another Day, Skyfall, GoldenEye; dół od lewej: The World Is Not Enough, Moonraker, On Her Majesty’s Secret Service, The Living Daylights, Live And Let Die, Tomorrow Never Dies.Źródło: Facebook OPI.
 

Oprócz kolekcji bazowej, mamy trzy lakiery magnetyczne:







I na koniec absolutny hicior. Przynajmniej cenowy ;)


Top zawierający płatki prawdziwego, 18 karatowego złota!



Luksusowy, ekskluzywny, limitowany... Jaki by nie był, mnie chyba jednak nie przekonał :) W ogóle nie mam sentymentu do tych filmów, chyba żadnego nie obejrzałam w całości. Może dlatego kolekcja mnie na kolana nie powala...

A Wy, chcecie tej jesieni zostać dziewczyną Bonda???

M.




Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe