23.3.12

Dutch 'Ya Just Love OPI?

Całość moich ostatnich OPIkowych zakupów prezentuje się następująco:



Dziś noszę pochodzący z najnowszej "holenderskiej rodziny" Dutch 'Ya Just Love OPI? - mieniący się fiolet:


W butelce widać trochę opal, jednak na paznokciach nie ma po tym efekcie ani śladu, sprawia jedynie, że lakier nie ma do końca kremowego wykończenia:


Jest cudny i świetnie pasuje do właśnie nabytych przeze mnie cytrynowych spodni :P Dwie warstwy załatwiają porządne krycie, trwałość - jak to u OPI, kilkudniowa, jednak jestem właśnie w trakcie opracowywania formuły utrwalającej, niebawem dam znać co wynikło z moich eksperymentów :)

M.

Czytaj dalej »

21.3.12

China Glaze Capitol Colours

Wczoraj wróciliśmy do Szwecji :) Chwilowo pogoda tak samo dziwaczna jak w Trójmieście - czasem słońce, czasem wichura zrywająca skalp :/ Jednak i tak czuję się tutaj świetnie. Może dlatego, że właśnie wciągnęłam porcję lodów Ben & Jerry's, Młody od kilku dni budzi się z uśmiechem na ustach ok. 7 (czyli NAPRAWDĘ daje nam pospać :P), a ja za niecałe dwa tygodnie będę nosić swój wymarzony drugi tatuaż :D

Nie wiem, na ile się orientujecie w temacie, ale na dniach wchodzi do sprzedaży nowa kolekcja lakierów CG.

Paleta prezentuje się następująco:


Kolekcja nawiązuje do filmu, który w Polsce nosi tytuł "Igrzyska śmierci" i ma totalnie niezachęcający trailer :/

Z tego co czytałam o książce, film może nie być wcale taki zły. A już na pewno mam ochotę rzucić wszystko i zatopić się w fotelu z całą trylogią (not gonna happen...)

Wracając do lakierów: oczywiście w sieci można już dawno obejrzeć mnóstwo swatchy tych kolorów; mnie póki co zainteresowały tylko flakesy Luxe and Lush. Myślę, że nałożenie czegoś takiego w piątek na lakier codzienny, który u mnie za niedługo będzie musiał być bezpiecznie biurowy to fajna opcja na weekend :)

Baci,

M.
Czytaj dalej »

2.3.12

L for Lush

Ponieważ świat jak wiadomo jest już jedną globalną wioską i wszędzie znajdziemy te same wszechobecne sieciówki, postanowiłam sobie, że będąc w Szwecji obejrzę sklepy, których u nas nie ma.

Tym sposobem trafiłam do Lusha, na którego produkty już dawno miałam ochotę :)



Na początek kupiłam scrub do ciała, którego można również używać jako szampon, masę, z której uzyskujemy oczyszczacz twarzowy i lip tint. Dodatkowo poprosiłam o próbkę cytrynowego masła do skórek paznokciowych.
 

Kosmetyki te są produkowane ręcznie i zawierają 99,9% naturalnych składników, czyli dużo więcej niż te z The Body Shop, który pójdzie w odstawkę (no, może oprócz kilku moich ulubionych produktów).

Po pierwszych testach jestem w Lushu absolutnie zakochana :D Z pewnością dokupię sobie jeszcze co nieco z asortymentu.

Jeśli macie okazję spróbować, gorąco polecam :)

M.
Czytaj dalej »

1.3.12

Na tropie bubla: Helena Rubinstein Lash Queen Feline Blacks Mascara



O tej mascarze warto napisać choćby dlatego, że po pierwsze jest dość popularna, po drugie mocno uszczupla kieszeń. O ile dobrze pamiętam, na dzień dzisiejszy w Sephorze musimy za nią zapłacić ok. 180 zł...
 
Opakowanie - piękne.

Efekt - niezły, chociaż bez szału, którego spodziewałabym się za tę cenę. Zdjęć nie daję, bo to po prostu przyzwoicie wydłużający tusz jakich wiele.

Czego więc się czepiam?

1. Osiadania tuszu pod oczętami. Po kilku godzinach nie ma wyjścia, trzeba się zainstalować przed lustrem i usunąć efekt pandy, tudzież poprawić makijaż. Tak więc w kategorii "trwałość" szału nie ma. Ale nie to jest najgorsze...

2. Masakrycznego podrażnienia oczu. Od wielu wielu lat jestem namiętnym użytkownikiem szkieł kontaktowych, oczęta mam nieco bardziej wrażliwe niż przeciętny człowiek. Kiedy kilka razy zdarzyło mi się przysnąć po użyciu tej mascary

(przypis dolny - ja wiem, że się nie chodzi spać bez demakijażu, ale jako mama małego dziecka korzystam często z najdziwniejszych i nawet najkrótszych okazji, żeby się przespać. Nie zawsze jest czas, żeby przedtem się pozmywać :P)

budziłam się z czerwonymi oczami i napuchniętymi powiekami :0 Nie muszę tłumaczyć, że ani to ładne, ani komfortowe...

Jednak nawet zakładając, że z pomalowanymi oczami się nie śpi, i tak odradzam.


Ten sam efekt głodnego wampira pojawia się po kilku godzinach pobytu maskary na rzęsach nawet jeśli w między czasie nie przycinam komara.

To teraz jeszcze sobie zsumujcie efekt z punktów 1. i 2. 
Ostatnio jak wieczorem weszłam do łazienki, przestraszyłam się sama siebie w lustrze, słowo daję...

Podsumowując: moim zdaniem, należy tę maskarę omijać szerokim łukiem, spluwając na jej widok trzykrotnie przez lewe ramię, rzucając solą i pogryzając główkę czosnku celem uniknięcia powyższych przykrych konsekwencji.

Mam nadzieję, że nigdy nie doświadczyłyście (i nie doświadczycie!) podobnego efektu na własnych pięknych oczętach :)

M.
Czytaj dalej »
 
Copyrights 2016 Late Afternoon Coffe